Zapachy dla domu czyli ceramiczne kule zapachowe Madlennn – cz. II

Było o świecach, woskach, dyfuzorach czy olejkach. Produktach wszystkim znanych, popularnych, częściej lub rzadziej kupowanych przez większość z nas. A przynajmniej przez większość tych, dla których zapach ma istotne znaczenie. Również zapach odczuwany w najbliższym otoczeniu.

Lubię dobre świece zapachowe, lubię dobre olejki eteryczne palone w ładnych kominkach. Lubię jak design przedmiotów, którymi się otaczam, oddziałuje pozytywnie na moje odczucia wzrokowe. Bo zmysł wzroku, jak i zmysł węchu, ma dla odczuwanych przez nas emocji istotne znaczenie.

Świece mają zazwyczaj szalenie prosty wygląd i to mi nawet pasuje. Kominki do olejków czy wosków są ładniejsze i brzydsze, ale tu też każdy może znaleźć coś, co mu będzie pasowało do wystroju wnętrza czy przybrania stołu. W końcu rynek naprawdę oferuje nam szereg możliwości i ogromny wybór wszelkich dóbr. Wystarczy poszukać i znajdziemy coś, co zaspokoi nasze potrzeby i będzie zgodne z naszymi możliwościami finansowymi.

Czy jest na rynku coś co jeszcze może zadziwić ? Okazuje się, że tak…

Jakiś czas temu dowiedziałam się o ceramicznych kulach zapachowych. Temat mnie zainteresował, a informacje zamieszczone w internecie zaciekawiły na tyle, że zapragnęłam taki produkt u siebie mieć. Niedawno stałam się posiadaczką takiej kuli i o ile jestem osobą, którą naprawdę trudno zachwycić, to w tym przypadku zachwytowi uległam.

Madlennn

Zdjęcie ze strony : http://www.madlennn.pl

Pomysł, który łączy efektowny wystrój wnętrza z nadaniem temu wnętrzu pięknego zapachu. Doceniam pomysłowość i pasję, czego by nie dotyczyły. W tym wypadku doceniam je podwójnie, bo jeszcze jako miłośniczka wszystkiego co związane jest z zapachami.

Kule to ceramiczny „bajer” ręcznej roboty ze specjalnie zaprojektowanym wnętrzem, gdzie aplikuje się olejki eteryczne, a prosty system oparty na zasilaniu elektrycznym pozwala te olejki aktywować. Niby prosty pomysł, ale trzeba było na niego wpaść i ubrać go w stosowną formę.

Kule mają różne wzory i kolorystykę, co umożliwia dopasowanie ich do różnych wnętrz. Mają też różną wielkość co pozwala dopasować je do rozmiaru pomieszczenia, w którym chcemy je umieścić.

IMG_4076 (1)

Zapachy proponowane przez producenta są wyłącznie naturalne, o właściwościach aromaterapeutycznych. Ale nikt nie broni nikomu kupować samemu innych olejków, jeśli w ofercie nie znajdzie się niczego co nam będzie pasować. Ja jednak zazwyczaj stawiam na kompletność oferty.

W tym przypadku wszystko do siebie pasuje. Klimatyczne kule, olejki zapakowane w lniane woreczki, kartonowe efektowne pudełko na kule i lawendowy susz, jakim było wyściełane.

Moja kula jest brązowa, lekko opalizująca. Dobrana do ciepłego wystroju wnętrza. Gdy jest podłączona, zapach wyczuwany jest w całym moim mieszkaniu (fakt, nie jest zbyt duże, ale żadna świeca czy dyfuzor nie dały mi takiego efektu – nawet bardzo markowe).

IMG_4093 (1)

Wchodząc na stronę http://www.madlennn.pl można obejrzeć katalog z kulami. Mnie oczarowało kilka wzorów. Szkoda, że na ten moment nie mam więcej pomieszczeń, które mogłabym nimi ozdobić.

Mnie brakuje tu jedynie stabilnej podstawki, bo moje koty wskakując na stół powodują chwianie się kuli co może się skończyć wylaniem olejków. Jednak nie każdy jest posiadaczem ruchliwych kotów… 🙂

Ceny ? Do zaakceptowania. Biorąc pod uwagę, że efektowny kominek do olejków/wosków dobrej firmy (stanowiący jakąś ozdobę pomieszczenia czy stołu) kosztuje nawet 100,00 i z czasem się zużywa, można zaszaleć na kulę.

Amatorów pięknych zapachów zachęcam do zapoznania się z tą ofertą… Ciekawa alternatywa dla świec, kominków i dyfuzorów.

Więcej informacji : Kule ceramiczne Madlennn

Do kupienia : Sklep Madlennn Handmade

Tusze do rzęs czyli wysyp bubli na rynku

Do tego wpisu zmobilizowała mnie dzisiejsza poranna próba umalowania się nowym, reklamowanym tuszem do rzęs.

Okazało się, że jak w 80% przypadków w ciągu ostatnich ok. 8 lat znowu wyrzuciłam pieniądze na kolejny bubel.

Jestem posiadaczką rzęs dosyć krótkich, dość jasnych i bardzo prostych. W tym przypadku los niestety nie okazał się dla mnie łaskawy.

Mój makijaż na co dzień jest stosunkowo oszczędny…tusz, podkład, kredka do oczu, róż na policzki. Czasem szminka lub błyszczyk, czasem dyskretny cień do powiek.

Podkładu i tuszu używam każdego dnia i są to dla mnie dwa najważniejsze kosmetyki w makijażu. „Robią twarz” więc zdecydowanie muszą być dobrej jakości. Cena w tym przypadku nie odgrywa dla mnie większej roli. Oba kosmetyki wystarczają na 1,5-2 miesiące codziennego stosowania, więc wydatek się rozkłada. Oczywiście są granice zdrowego rozsądku – nie lubię płacić za tusz powyżej 200,00 dlatego, że opakowanie ma lusterko i lampeczkę… 🙂 Albo za podkład 300,00 bo zawiera składniki przeciw zmarszczkowe… Do walki ze zmarszczkami to ja mam serum, krem i maseczki, oraz parę gadżetów. Podkład nie ma za zadanie odmładzać, tylko sprawiać, że moja twarz będzie z nim lepiej wyglądała niż bez niego.

Wracając do kwestii tuszy do rzęs. Wiele lat temu, jak zaczynałam się malować, w sklepach było kilka rodzajów tuszu. Były tusze w kamieniu i kilka tuszy ze szczoteczką, które dostępne były głównie w sklepach Pewex.

Ale czy kupiło się tusz w kamieniu (trzeba było popluć, pomazać szczoteczką tusz i spróbować go rozprowadzić na rzęsach), czy tusz  w wersji ze szczoteczką (mega nowoczesny) efekt po umalowaniu się był widoczny. Raz lepszy raz gorszy, ale WIDOCZNY. Rzęsy nabierały wyrazu, objętości, oko zyskiwało charakter.

Niestety im większy rozwój technologii i kosmetologii, tym jakość spada. W tempie zaskakująco szybkim. Tusz Max Factor 2000 cal, który mój Tata przysyłał mi 20 lat temu z USA to zupełnie inny tusz, jaki teraz można kupić w naszych sklepach. Nazwa i producent te same, ale jakość zdecydowanie gorsza.

Teraz tusze mają coraz ładniejsze opakowania, coraz dziwniejsze szczoteczki, w składzie są substancje mające rzęsy wzmocnić, nabłyszczyć i cholera wie co jeszcze. Problemem jest to, że te tusze przestały spełniać swoją zasadniczą funkcję tzn. malowanie rzęs.

Producenci prześcigają się w reklamie i wymyślaniu chwytnych haseł marketingowych, ale wszystko to w żadnym stopniu nie przekłada się na jakość tuszy. Co najmniej 80% tuszy do rzęs, jakie kupiłam na przestrzeni ostatnich 10 lat nie spełniła obietnic producenta. Co gorsza, nie spełniła podstawowych wymogów, jakie stawiane są tuszom do rzęs (!).

 

 

Szukam tuszu idealnego dla mnie od wielu lat.  Kupuję tusze marek luksusowych i ze średniej półki. Kilka tuszy było na tyle niezłych, że kupiłam je kolejny raz. Ale tego jedynego, najlepszego nie znalazłam.

Dziś rano była prawdziwa porażka – tusz RIMMEL London WONDER FULL MASCARA.  Rzekomo pogrubia rzęsy, rzekomo ma olejek arganowy. Rzekomo.

 

 

Usiłowałam się rano umalować. Jedyny efekt, jaki osiągnęłam po wielu staraniach to lekko przyciemnione rzęsy, brudne powieki i drobiny tuszu, które zaczęły się osypywać jakieś 10 min po umalowaniu się . Swoisty rekord.

Co mi po olejku arganowym (jeśli tusz w ogóle go posiada), skoro rzęsy po umalowaniu wyglądają jak nie umalowane, za to powieki są brudne (?). Tu nie ma kwestii, że nie umiem się umalować. Mam swoje lata, maluje rzęsy od kilkudziesięciu lat i wiem co ma jakość a co jej nie ma. Reklama to za mało – Producencie postaraj się lepiej !

Tusz kosztuje w perfumeriach internetowych ok. 19,00 PLN. (W stacjonarnych ok. 35,00) To o 19,00 (lub o 35,00) PLN za dużo.

Ktoś kto ma długie, czarne i gęste rzęsy nie zauważy, że tusz jest bublem. Osoba, która ma „liche” rzęsy od razu to wychwyci.

 

 

Na reklamie produktu panna Jagger prezentuje z dumą doklejone rzęsy usiłując nas przekonać, że używając tuszu będziemy mieć takie same. Nie będziemy. I nie sądzę, żeby ilość olejku arganowego zawarta w tuszu miała istotne znaczenie dla pielęgnacji rzęs.

Problem robienia z nas durni nie dotyczy tylko producentów ze średniej półki.

Wiosną zaszalałam na najnowszy tusz do rzęs marki Clinique – Chubby Lash Fattening Mascara .   Kupiłam go w sklepie internetowym marki Clinique, żeby mieć pewność, że będzie świeży (!).

Świeży faktycznie był.  Po kilkukrotnej aplikacji oddałam go Mamie, która nie przywiązuje wielkiej wagi do uzyskanych efektów, za to stawia na małą szkodliwość produktu (czyli na lepszą markę).

Opis tuszu Clinique jest oczywiście zachęcający :

„Marzysz o gęstych, pełnych i ponętnych rzęsach? Wystarczy sięgnąć po NOWĄ maskarę pogrubiającą Chubby Lash Fattening Mascara od Clinique, a za kilkoma pociągnięciami szczoteczki XXL zyskasz śmiałe i kuszące rzęsy o ekstra objętości. Nasz wyjątkowy aplikator pogrubia cienkie i słabe rzęsy i dodaje im objętości, nie powodując przy tym ich opadania.”

Niestety obietnice producenta nie zostają spełnione. Szczoteczka fatalna w użyciu. Tusz po aplikacji nie dał oczekiwanych efektów. O dziwo, moja Mama też stwierdziła, że to jakieś „dziadostwo”.

Wyrzucone 92,00 PLN. Jak na „dziadostwo” całkiem sporo.

 

 

Producenci mają klienta w nosie. Ważny jest zysk. Wiadomo, reklama napędzi sprzedaż. Ci co się natną , nie kupią kolejny raz. Ale zawsze kupi ktoś inny. Te z nas, które mają ładne rzęsy, nie zauważą, że produkt to bubel. Te co mają marne rzęsy pomyślą, że widocznie maja tak marne, że tusz niewiele może pomóc.

I interes kwitnie.

Ważne, żeby było się czym pochwalić w reklamie…

Udziwniona szczoteczka, nietypowe składniki… A klient-idiota  słucha reklam, patrzy na zdjęcia modelek, których rzęsy przypominają skrzydła motyla ( w 100% rzęsy są przerabiane photoshopem i sztuczne!)  i myśli, że jak nie osiągnie takiego efektu to jego wina. Bo ma takie liche rzęsy.

G… prawda.

Ewa Langoria prezentująca niesamowite rzęsy na reklamach podobno nie ma już ani jednej własnej. Wypadły jej po ciągłym używaniu sztucznych.

Dlatego ja nie wierzę w reklamy. Dlatego jestem wkurzona na blogerki, które reklamują swoimi wpisami tusze, które dostały za darmo od producenta. Po to, by je reklamować !

Oj, przekupna jest polska blogosfera… Gdyby więcej osób chciało mieć wpływ na to, co rynek nam oferuje i zwalczać cwaniactwo i nieuczciwe reklamy może sytuacja na rynku choć trochę by się polepszyła. Może producenci oferowali nam produkty choćby zbliżone do swojej rozdmuchanej reklamy.

Może…

Ja dalej szukam swojego tuszu. Jak go w końcu znajdę, to chętnie o nim napiszę.

Zapachy dla domu czyli świece zapachowe, dyfuzory, kominki, woski cz. I

Uwielbiam tematykę związaną z zapachami. Silnie odbieram wszelkie zapachy w swoim otoczeniu, nie tylko te które wyczuwam u ludzi, ale również te, które unoszą się w powietrzu. Z tego też powodu nie bywam w niektórych miejscach, a winnych bywam z przyjemnością. Zapachy od lat wyjątkowo wpływają na moje postrzeganie otoczenia. Pozytywne lub negatywne.

Lubię czuć ładny, dyskretny zapach w pomieszczeniach, w których przebywam, czyli również we własnym domu.

Lubię więc wszelkie akcesoria, które mi ten ładny zapach mogą w większym lub mniejszym stopniu zapewnić.

I raczej nie mam tu na myśli „odświeżaczy powietrza” , czyli w większości przypadków chemicznej bomby, która nie jest ani zbyt skuteczna ani zbyt zdrowa dla otoczenia.

Świece zapachowe.

Te bez szkodliwych składników, z naturalnymi aromatami i faktycznie roztaczające ładny zapach niestety nie są powszechnie dostępne i nie kosztują 3,00 , 6,00 czy 10,00 zł. I nie kupimy ich w popularnej drogerii czy sklepie z pamiątkami czy wyposażeniem domu. Raczej nie będzie ich też na półkach w supermarkecie.Większość tanich, powszechnie dostępnych świec to świece parafinowe. w trakcie ich palenia do powietrza, a zatem i do naszych płuc, dostają się szkodliwe czy rakotwórcze substancje takie jak toluen czy benzen. Niebezpieczny dla zdrowia może być też materiał, z którego wykonany jest knot. W tanich świecach wykorzystuje się najtańsze i najgorsze składniki. Dodatkowo tanie świece zapachowe są sztucznie barwione  i zawierają sztuczne, chemiczne aromaty.

Markowi producenci zamiast parafiny stosują naturalny wosk pszczeli lub przetworzoną soję czy też olej palmowy.

Dobra świeca zawiera olejki eteryczne i naturalne aromaty.

To wszystko sprawia, że cena takiej świecy jest wyższa, niż świeczek zapachowych dostępnych  w drogeriach czy marketach.

Osobiście uwielbiam świece marki WoodWick Trilogy. Są drogie, ale warte swojej ceny. Same naturalne składniki i drewniany knot, który paląc się wydaje z siebie lekki trzask, jaki czasem dochodzi z palącego się kominka. Marka ma bardzo dużo rodzajów zapachów i wiele rozmiarów świec. Niedawno wprowadziła bardzo designerskie świece o podłużnym kształcie (jak łódka). Świece WW Trilogy są bardzo wydajne, a średniej wielkości świeca zapewnia już po ok. 15 min palenia wyczuwalny wyraźnie aromat w pomieszczeniu do 20m2.

Lubię świece marki Bahoma, ale mają dość delikatny zapach.

Warte są uwagi stosunkowo popularne na rodzimym rynku produkty Yankee Candle. Dobra jakość i ogromny asortyment jeśli chodzi o zapach. Są jednak mniej wydajne od WW Trilogy, a w podobnej cenie.

Woski.

Lubię wosk i używam go w kominkach aromaterapeutycznych. Tu też ma znaczenie z czego jest wyprodukowany. Osobiście bardzo lubię woski marki Yankee Candle. Są bardzo wydajne i większość zapachów, jakie używałam, faktycznie były mocno wyczuwalne podczas palenia. Zasada ceny sprawdzi się przy pierwszej selekcji przy zakupie. Wosk w cenie 2,00 czy 5,00 możemy sobie od razu darować.

Olejki zapachowe.

Popularne, ale jak to zwykle bywa najpopularniejsze są te sztuczne, które aromat zawdzięczają chemicznym substancjom rozpuszczonym w zwykłym oleju. Tak jak w przypadku świec, chcąc uniknąć wdychania trucizny, musimy sięgać po olejki naturalne. Są one kilkakrotnie droższe od tych zwykłych zapachowych, ale ich działanie zazwyczaj wpływa korzystnie na nasze zdrowie czy samopoczucie, a co najmniej nas nie trują. Używałam i bardzo sobie cenię olejki eteryczne Polleny aromy – Dr Beta. Maja ogromny asortyment, a ich ceny kształtują się od 10,00 do ok. 800,00 za opakowanie. Zazwyczaj jednak w cenie do 20,00 można znaleźć ponad 20 rodzajów olejków, czyli wybór ogromny.

Dobre są olejki eteryczne marki Damai – droższe niż Dr Beta, ale naprawdę warte uwagi. Sporo olejków w ofercie Damai  jest bardzo egzotycznych.

Olejki stosuję w kominkach do aromaterapii – kilka kropli na łyżkę stołową wody. Wszystko podgrzewane w kominku za pomocą popularnej świeczki tealight (bezzapachowej, białej).

scent-1431053_1280

Dyfuzory.

Jestem przeciwnikiem od kiedy kupiłam dość drogi dyfuzor marki, która istnieje ponad 100 lat. Nie dość, że nie pachniał, to jeden z moich kotów potrącił go na stole i całą zawartość wylała mi się nie tylko na stół, ale również na przedmioty stojące wokół stołu i na stole. Czyszczenia było co niemiara, ale wniosek wyciągnęłam jeden. Tam gdzie są dzieci i zwierzęta ta forma dostarczania pomieszczeniom zapachu nie do końca się sprawdza.

Perfumy dla domu czyli zapach w sprayu.

Oczywiście nie chodzi mi o klasyczne odświeżacze powietrza, tylko o naturalne płynne substancje rozpylane w pomieszczeniu z buteleczki z atomizerem.

Takie produkty maja w swojej ofercie firmy, które specjalizują się w zapachach dla domu. Nazywają się różnie „Room spray”,”Room cologne”.

Ja lubię marki Bahoma i marki Kenneth Turner. Ładnie, naturalnie pachną, choć ich trwałość nie jest powalająca. Zazwyczaj do ok. 15-20 min od aplikacji. To takie zapachy do zrobienia np. „pierwszego wrażenia” na gościu. 🙂

C.D.N.

… a w dalszej części o wyjątkowych, designerskich akcesoriach zapachowych do domu (i nie tylko do domu)…

Miska wody dla zwierząt

Woda jest potrzebna do życia wszystkim organizmom żywym. Lato natomiast to ta pora, kiedy wody organizm potrzebuje więcej. Pamiętamy, żeby więcej pić, przypominamy o tym naszym bliskim.

Czy pamiętamy o zwierzętach ?

 

O naszych własnych zapewne tak, choć często bywając przejazdem na wsi widzę, że ciemnota i bezmyślność na polskich wsiach ma się całkiem dobrze. Czasem zwracam uwagę właścicielom psów, które w upale i bez wody bez skutku usiłują schować się do cienia (co zbyt krótki łańcuch często uniemożliwia), że zwierzę potrzebuje wody. Czasem słyszę nieprzyjemną odpowiedź, czasem na twarzy widzę zdziwienie , a czasem – bardzo rzadko – właściciel idzie nalać psu czy kotu wodę.

A co ze zwierzętami w miastach ? Kto poda wodę bezpańskiemu psu ? Kotu zamieszkującemu pobliskie piwnice ? Skąd – w upalny dzień – mają wziąć wodę ptaki na naszych ulicach czy w parkach ?

 

 

Mało kto wpadnie na pomysł, że można wystawić miseczkę z wodą przy okienku piwnicznym, pod drzewem w parku, pod blokiem na trawniku. Wystarczy opakowanie po lodach czy margarynie, woda z kranu. Nic nie kosztuje, czasu wymaga niewiele, a może uratować czyjeś życie. Bo te zwierzęta tak jak my, chcą żyć, choć ich życie często jest krótkie i bardzo ciężkie.

 

 

Bywając na wsi starajmy się reagować na fakt, że bezmyślny właściciel zapomniał, że jego pies czy kot nie ma co pić, a na dworze panuje skwar ponad 30St. C

Mamy czasem na coś wpływ. Choćby na to, żeby ułatwić kilku żywym istotom przetrwanie na tej planecie.

 

Zapachy na lato – nowy temat w wakacyjnym poradniku urody

Co tydzień na portalu TrustedCosmetics poruszany jest kolejny temat dotyczący letniej pielęgnacji oraz dbałości o zdrowy i atrakcyjny wygląd. W tym tygodniu dotyczy letnich zapachów. Dla mnie to oczywiście ulubiona działka wszelkich „wyzwań” rzucanych na TrustedCosmetics, bo o zapachach mogę mówić czy pisać godzinami. A o ulubionych ? Jeszcze dłużej, bo ulubionych mam co najmniej kilkadziesiąt…

 

 

Wpis dotyczący zapachów letnich zrobiłam bezpośrednio na stronach portalu.

… czytaj tutaj : Ulubione letnie zapachy

Jednakże zagadnienie to nie jest takie proste (z mojego punktu widzenia) i niebawem do niego wrócę, tym razem już na stronach mojego bloga.

Bo lato dla mnie to najtrudniejszy okres, jeśli chodzi o stosowane zapachy. Moja niechęć do zapachów lekkich, cytrusowych, wodnych czy owocowych powoduje, że z zapachami na ciepłe, słoneczne dni mam naprawdę problem. co roku staram się go rozwiązać, powiększając swoją kolekcję o nowe egzemplarze, ale zastanawiam się co mną tak naprawdę kieruje. Chyba poszukuję pretekstu do kolejnych zakupów perfum… 🙂

 

 

pachnidelko.pl czyli asortyment, ceny, konkursy i bonusy perfumerii internetowej

Ostatnio wyraziłam na swoim bardzo niepochlebną opinię o Amfora.pl (związana z morele.net). Nie chodziło bynajmniej o produkty czy ceny, ale o skandaliczną obsługę klienta w przypadku wystąpienia reklamacji towaru. Uzasadnionej i powstałej na skutek niechlujności redagujących strony z asortymentem i braku kompetencji jeśli chodzi o opisy oferowanych produktów.

Dziś pora na opinię pochlebną.

Od kilku lat kupuję (głównie zapachy0 w polskich perfumeriach internetowych i mam co do nich mieszane opinie. Po kilku latach ograniczyłam zakupy do praktycznie 4 zaufanych miejsc. Inne odwiedzam okazjonalnie. Obecnie do tej listy dołączy pachnidelko.pl.

Kilka lat temu dokonałam dwukrotnie zakupu w tej perfumerii i byłam zadowolona. Ale ponieważ jestem klientem na zapachy unikatowe, starsze i rzadko spotykane, nie widziałam zbyt często w tej perfumerii produktów, które by mnie zainteresowały.

Niedawno trafiłam na konkursy organizowane przez perfumerię, wzięłam w nich udział i udało mi się w jednym wygrać. To spowodowało, że zaczęłam się baczniej przyglądać pachnidelku…

Przejrzałam asortyment. Spory wybór, ceny porównywalne do perfumerii, w których zazwyczaj kupuję.

Co mnie szczególnie zaciekawiło ? Marketing, który przyciąga. Konkursy organizowane na stronach perfumerii, na Instagramie i na Facebooku z atrakcyjnymi nagrodami. Zobaczyłam dziś, że na FB są co jakiś czas rozdawane czytelnikom stron pachnidelka próbki zapachów (również niszowych).

Nie mam strony na FB bo nie uznaję portali społecznościowych, ale doceniam pomysł ściągania w ten sposób uwagi na strony perfumerii. Próbka rzecz niewielka, a zawsze ktoś co jakiś czas może się ucieszyć, że ją otrzymał. A nic tak nie cieszy jak niespodziewany gift. Na stronach perfumerii na FB coś się dzieje, nowe informacje, nowe konkursy. Nie wszystkie sklepy tak mają, a w dobie ogromnej konkurencji warto takie działania docenić.

Zajrzałam na strony perfumerii. Sporo nowości, sporo marek niszowych w asortymencie. Menu strony czytelne. Wyszukiwarka sprawna. W ofercie sporo testerów w bdb cenach, szkoda tylko, ze brakuje informacji czy testery posiadają korek (często jest to dla kupującego istotne). Zawsze można dopytać, ale ostatnio jak wysłała takie pytanie nie doczekałam się odpowiedzi – może to przypadek. Na pewno to jeszcze sprawdzę…

Przy produktach jest podana ilość na stanie – to wygodne, a nie we wszystkich perfumeriach internetowych widziałam taką informację.

Co ciekawego znalazłam dziś w ofercie ?

ICEBERG PARFUM

Świetna, klimatyczna kwiatowo-owocowa kompozycja z roku 1989. Zapach w stylu vintage, więc amatorki kwiatowo-owocowych kompocików zalegających perfumerie nie będą zainteresowane. Natomiast miłośniczki klimatów z lat 80. i 90. zdecydowanie powinny. Cena za 100ml to 48,00 więc naprawdę śmiesznie niska. Tester, ale w przypadku tej butelki nie ma to najmniejszego znaczenia. butelka jest „kompletna”.

Salvador Dali DALIMIX GOLD

Następna perełka w doskonałej cenie. Teter z korkiem (a tu ma to znaczenie). kwiatowo-zielony zapach z roku 1997. Cudowny. 54,00 za 100ml – zdecydowanie warto się zastanowić.

Chopard Casmir

Klasyk. Dla miłośniczek waniliowego orientu z lat 90. XX wieku. 100ml za 87,00 to bardzo atrakcyjna cena. Niedawno kupiłam tester o tej pojemności (bez zatyczki) w cenie 95,00.

Dla Panów znalazłam  Lalique pour Homme Lion.

Tester z korkiem w cenie 67,00 za 75ml. Zapach bardzo męski, bardzo seksowny, drzewno-aromatyczna kompozycja z 1997 roku. Ja bardzo go lubię.

Będę zaglądać na strony perfumerii, bo w ciągu tych 2 lat, kiedy złożyłam w niej pierwsze zamówienia, w sposób wyraźny się rozwinęła. I idzie w dobrą stronę.

A moja wygrana w ich konkursie cieszy zarówno zmysł wzroku jak i zmysł węchu…(i przez moment również zmysł smaku)  🙂

 

 

Klimatyczne perfumy i zdjęcia w naturze

Niedawno spędzałam weekend na działce i po znajomości dostarczono mi tam przesyłkę kurierską z nowymi zapachami. Naszła mnie ochota na uwiecznienie ich butelek na łonie natury. Następnym razem już specjalnie jadąc na działkę zabrałam ze sobą kilka butelek – niektóre z nich dobrze się na zdjęciach  komponują z przyrodą. Może będę powtarzać takie sesje fotograficzne w przyszłości…

 

Wind Song Prince Matchabelli (1953)

Leonara Leonard (2001)

Iridescence Bob Mackie

Mahora Guerlain (2000)

Vent Vert Pierre Balmain (1947)

Jessica McClintock Jessica McClintock (1988)

Claire de Nilang Lalique (1997)

Lily of The Valley Penhaligon’s (1976)

Byblos Byblos (1990)

Duende Jesus Del Pozo (1992)

Chloe Narcisse Chloe (1992)

Sunny Diane Diane Von Furstenberg (2012)

Paris Jardins Romantiques Yves Saint Laurent (2007)

Molinard De Molinard Molinard (1979)

Climat Lancome (1967)

No1 Laura Ashley (1989)