S.T.Dupont czyli francuskie akcesoria i perfumy

Nie przepadam za zapachami marek , które na siłę włączyły perfumy do swojego asortymentu. Bo co wspólnego z zapachami ma Mercedes Benz, Vespa czy S.T.Dupont ? Odległe dziedziny…Wiele marek z różnych branż rozszerza swoją ofertę o perfumy, bo teraz taka moda. W zasadzie jakby „nie wypada” nie mieć „swoich” perfum w ofercie… Niektórym markom wychodzi to dobrze, innym gorzej. S.T. Dupont na szczęście wstydzić się czego nie ma, choć nie wszystkie zapachy godne są zainteresowania. Fakt, że wśród tych starszych zdarzają się naprawdę fajne. S.T.Dupont pour Femme z 1998 roku, Signature z 2000 roku czy Orazuli z roku 2005. Z męskich też by się coś znalazło 🙂 Choćby S.T.Dupont pour Homme z 1998 roku czy lekki i rześki Essence Pure ICE pour Homme z 2010.

S.D.Dupont nie jest marką jakich wiele… Powstała w 1872 roku we Francji i zasłynęła od początku z wysokiej jakości skórzanych akcesoriów. Przez lata marka wypracowała sobie wysoką pozycję w branży akcesoriów podróżnych powiększając z czasem swój asortyment o zapalniczki, luksusowe pióra czy zegarki.

Ale tyle marek ma wieloletnią tradycję w branży, że po marki typu S.T.Dupont sięgam naprawdę rzadko i nie skupiam się na ich kompozycjach. Jeśli jednak dla kogoś nie ma znaczenia, skąd wywodzi się dana marka, a ważny jest tylko sam zapach, to wśród perfum S.T.Dupont można znaleźć coś ciekawego…

S.T. Dupont pour Femme S.T.Dupont. Szyprowo-kwiatowy zapach z 1998 roku…Kobieca, elegancka kompozycja w bardzo ładnej butelce i jeszcze ładniejszym pudełku. Może się spodobać, na pewno lepsza niż wiele zapachów z perfumerii sieciowych oferowanych w wyższych cenach niż ów S.T.Dupont 🙂

Reklamy

Perfumowa kraina na Facebooku…

Nie lubię mediów społecznościowych, nie znoszę ekshibicjonizmu emocjonalnego, który tam króluje. Nie rozumiem tysięcy selfie wrzucanych na strony, informacji gdzie byliśmy, co jedliśmy i co myślimy.

Ale zechciałam rozpowszechnić mojego bloga i złamałam swoje zasady unikania mediów społecznościowych.

Wszystkich, którzy chcą odwiedzić mnie na FB zapraszam…

Perfumowa kraina na FB – szukaj tutaj :

perfumowakraina

001 (Copy) (1)

Ferrari – samochody i … zapachy

Zapachy Ferrari – teoretycznie nie przepadam za zapachami marek, które nie są związaną z branżą kosmetyczną czy fashion. W ostatnich latach zapanowała moda, że każda marka niekoniecznie w jakiej branży się specjalizuje, musi mieć również własne zapachy.

Zapachy maja marki produkujące artykuły piśmiennicze (Mont Blanc), scyzoryki (Victorinox), skutery (Vespa) czy samochody (Jaguar, Ferrari, Mercedes). Czy to dobra moda ? Moim zdaniem niekoniecznie. Bywa jednak, że czasem robię wyjątek i sięgam po jakiś zapach pochodzący „spoza branży” związanej z modą czy urodą. Dotyczy to zazwyczaj  miniatur, lub małych pojemności, które mogą stanowić element kolekcji, lub mogą być zużyte np. podczas wyjazdu urlopowego. Jak już wspominałam, większe czy mniejsze „miniatury” są doskonałą opcją poznawania zapachów. W przeciwieństwie do tzw. „odlewek”, które tracą szybko swoje właściwości.
Takie buteleczki zapachów (10 ml) marki Ferrari znalazłam niedawno w jednej ze znanych perfumerii internetowych. Cena ok. 11,00 / szt . Można poużywać, albo postawić na półce dla ozdoby. Zapach Radiant Bergamot to zapach „unisex”. Jest naprawdę bardzo uniwersalny i idealnie pasuje na wiosenne i letnie, codzienne okazje. Spokojnie również dla Pań.

Miller Harris – mało znana w Polsce marka niszowa

Miller Harris… to marka niszowa, która powstała kilkanaście lat temu. Nie lubię współczesnych marek. Nie idzie za nimi historia, która zawsze bardzo cenie i szanuję. Idzie za to za nimi „żądza pieniądza”, która w dzisiejszych czasach jest bardzo popularna…
Nic na to nie poradzę, że podchodzę do tematyki zapachów przyglądając się kompozycjom przez pryzmat marek, które je na rynek wprowadzają.

Jeśli w mojej kolekcji znajdują się zapachy współczesnej „niszy” to zazwyczaj jest to przypadek. Okazja cenowa, prezent, albo gwałtowna potrzeba kupienia czegoś nietypowego dla mnie…
Miller Harris to marka brytyjska, dość nowa, ale mająca w swojej ofercie stosunkowo dużo zapachów. Na ten moment ok. 50. Wolałabym 20, ale bardziej przemyślanych… 😉


Zapachy marki mam w kolekcji tylko dlatego, że w bdb cenach trafiłam je w outletowym Tk Maxx. Inaczej nigdy bym się nimi nie zainteresowała. Ładne ? Owszem. Ciekawe ? Na pewno. Warte swojej rynkowej ceny ? Moim zdaniem – nie. Jak większość współczesnych kompozycji.

Są w większości bardzo w stylu „unisex”, za czym ja osobiście nie przepadam. Dla mnie zapachy mają płeć, a marki niszowe zacierają te granice miedzy damskim a męskim aromatem.

Jest jednak jeden zapach, który chciałabym mieć : Noix de Tubereuse z 2003 roku.

Miniaturki perfum vs. „odlewki”…

Od ponad 20 lat kolekcjonuję miniatury. Nie traktuję ich jako egzemplarzy „użytkowych”, ale jako kolekcję. No chyba, że mam je podwójnie. Zatem nie używam swoim miniatur i 90% z nich nawet nie otwierałam. Kiedyś kupno miniatury graniczyło z cudem, w zasadzie można je było kupować jedynie na lotniskach w strefie wolno cłowej. Od kilku lat nie ma jednak już z tym problemu. Oryginalne miniatury są dostępne w prawie każdej perfumerii internetowej , a ich zestawy bywają również w luksusowych perfumeriach sieciowych.
Uważam , że miniatury są doskonałą opcją dla kogoś, kto chce poznać zapach. Są firmowo napełniane, buteleczki są szklane, ich zawartość to od 3 ml do 7,5 ml zatem pozwala na kilkanaście użyć (czasem i więcej). Dodatkowo są niewątpliwym elementem ozdobnym każdej toaletki czy półki. Można je dostać zazwyczaj w cenach od 4,00 do 20,00 PLN za szt. Kupując miniaturę ma się gwarancję zawartego w niej zapachu.

Co z „odlewkami” ? Ja ich nie uznaje w ogóle. Oczywiście wymienianie się „odlewkami” czy zakup „odlewek” umożliwia poznanie większej ilości kompozycji, ale… No właśnie. Nie mamy gwarancji, że zapach wewnątrz pachnie tak samo jak w oryginalnej butelce.
Zapachy przelewane nie mają długiej trwałości. Co więcej, przelewane do plastikowych fiolek z atomizerem szybko zmieniają swój pierwotny zapach. Jeśli dostajemy do przetestowania przechodnią próbkę – darujmy sobie poznawanie z niej zapachu.
Kiedyś obdarowano mnie świeżo odlanymi próbkami zapachów (luksusowych oraz „niszowych”), właśnie do plastikowych atomizerków. Przetrzymałam je bez otwierania miesiąc. To co później zobaczyłam różniło się od tego co widziałam miesiąc wcześniej. Zapachy zmieniły kolor, ulotniły się . Kilka z nich zwyczajnie śmierdziało (a były to próbki zapachów luksusowych).
Zrobiłam próbę sama. Zaopatrzyłam się w kilka pojemniczków z atomizerem. „Przepsikałam” do nich swoje ulubione zapachy i obserwowałam zachowanie płynu w pojemniczkach.
Niezależnie od marki już po 2 tyg. zaczął zmieniać się kolor płynu i jego pojemność. Po upływie miesiąca/półtora wszystkie zapachy pachniały nieco inaczej niż produkt w oryginalnej butelce. Miały również inny kolor.

Dlaczego zdecydowałam się to napisać ? Bo smuci mnie fakt poznawania zapachów z przechodnich próbek. Mam świadomość, że nie wszystkich zapachów można znaleźć miniatury. Ale warto poszukać lub zaryzykować zakup „w ciemno”.
Miniatury mają długą ważność, perfumy wewnątrz zachowują wszystkie swoje właściwości przez lata.

„Odlewki” to półśrodek do poznawania zapachu. Warto nie opierać się w swoich odczuciach na zapachu poznanym z „odlewki” (chyba, że mamy gwarancję, że ma kilka dni). Nasza opinia o kompozycji może być mocno myląca… 

Salvador Dali Daliflor

Kwiatowy Salvador Dali Daliflor z 2000 roku…

Lubię twórczość Salvadora Dali – artysta był szalony, nieprzewidywalny i z głową pełną prawdziwej, niczym nie poskromionej fantazji.
Podobają mi się butelki jego perfum inspirowane jego dziełami.

Zapach Daliflor ma butelkę, która mnie zaintrygowała. Szczególnie butelka perfum robi wrażenie. Ponieważ jest raczej dla mnie nieosiągalna – poprzestałam na zamówieniu wersji EDP…

Butelka została zainspirowana obrazem artysty – Dziewczyna z głową róż (1935).

Mnie butelka bardzo się podoba. Obraz zresztą też…

Molyneux – wspaniała choć mało znana w Polsce marka

Molyneux Quartz pour Femme, szyprowo-kwiatowy zapach z roku 1977.

Jak znam życie – niespecjalnie znana nawet miłośnikom perfum, a przecież to marka licząca się w świecie perfum, która na dodatek istnieje od lat 30. XX wieku.
Pierwszy raz zetknęłam się z nią w latach 80. w sklepach Pewex, gdzie zapachy marki były dostępne. Oczywiście w cenach nie do końca przyjaznych przeciętnemu „zjadaczowi chleba”, a już na pewno nie studentce.

o.7428

Quartz miałam przyjemność poznać, ale wtedy bardziej podobała mi się sama butelka niż jej zawartość. Moja mama dostała w latach 90.perfumy Vivre (1971) marki i tu znowu bardziej podobała mi się butelka.
Ale wraz z wiekiem ewoluuje nasz gust, upodobania, preferencje…
Od dawna już wiem, że zapachy, które w latach 80. i 90. odbierałam jako ciężkie, trudne i gorzkie, teraz jak najbardziej są w moim typie. Niestety sporo z nich bardzo trudno już kupić, a przynajmniej nie w „normalnej” cenie.

LE10W-F

Perfumy to dla mnie emocje i tak też je głównie zapamiętuję. Nie nutami tylko emocjami, jakie we mnie wywoływały czy wywołują.
Jak trafiłam na Quartz kupiłam od razu. Tak samo od razu kupiłabym Vivre, Gauloise, Initiation czy Le Chic. Bez szukania opinii i przypominania sobie na siłę jak pachniały 20 czy 30 lat temu. Zresztą nikt nie ma takiej pamięci, żeby pamiętać zapach powąchany 30 lat temu – jeśli ktoś twierdzi, że to co wącha teraz różni się od tego co wąchał 30 lat temu to mocno przesadza z takim sformułowaniem. Wszystko ewoluuje. Coś co wydawało się piękne 30 lat temu teraz możemy odbierać jako brzydkie i na odwrót. Niekoniecznie wynika to ze zmiany samego produktu – najczęściej ze zmiany w nas. Znając siebie wiem, które zapachy z mojej młodości warte są odszukania, bo będą mi się obecnie podobać, a które mogę sobie odpuścić…
I sugeruje każdemu miłośnikowi perfum – w odbiorze zapachu skupiajcie się na emocjach, nie na nutach …

IMG_2581_resize