Miller Harris – mało znana w Polsce marka niszowa

Miller Harris… to marka niszowa, która powstała kilkanaście lat temu. Nie lubię współczesnych marek. Nie idzie za nimi historia, która zawsze bardzo cenie i szanuję. Idzie za to za nimi „żądza pieniądza”, która w dzisiejszych czasach jest bardzo popularna…
Nic na to nie poradzę, że podchodzę do tematyki zapachów przyglądając się kompozycjom przez pryzmat marek, które je na rynek wprowadzają.

Jeśli w mojej kolekcji znajdują się zapachy współczesnej „niszy” to zazwyczaj jest to przypadek. Okazja cenowa, prezent, albo gwałtowna potrzeba kupienia czegoś nietypowego dla mnie…
Miller Harris to marka brytyjska, dość nowa, ale mająca w swojej ofercie stosunkowo dużo zapachów. Na ten moment ok. 50. Wolałabym 20, ale bardziej przemyślanych… 😉


Zapachy marki mam w kolekcji tylko dlatego, że w bdb cenach trafiłam je w outletowym Tk Maxx. Inaczej nigdy bym się nimi nie zainteresowała. Ładne ? Owszem. Ciekawe ? Na pewno. Warte swojej rynkowej ceny ? Moim zdaniem – nie. Jak większość współczesnych kompozycji.

Są w większości bardzo w stylu „unisex”, za czym ja osobiście nie przepadam. Dla mnie zapachy mają płeć, a marki niszowe zacierają te granice miedzy damskim a męskim aromatem.

Jest jednak jeden zapach, który chciałabym mieć : Noix de Tubereuse z 2003 roku.

Reklamy

Miniaturki perfum vs. „odlewki”…

Od ponad 20 lat kolekcjonuję miniatury. Nie traktuję ich jako egzemplarzy „użytkowych”, ale jako kolekcję. No chyba, że mam je podwójnie. Zatem nie używam swoim miniatur i 90% z nich nawet nie otwierałam. Kiedyś kupno miniatury graniczyło z cudem, w zasadzie można je było kupować jedynie na lotniskach w strefie wolno cłowej. Od kilku lat nie ma jednak już z tym problemu. Oryginalne miniatury są dostępne w prawie każdej perfumerii internetowej , a ich zestawy bywają również w luksusowych perfumeriach sieciowych.
Uważam , że miniatury są doskonałą opcją dla kogoś, kto chce poznać zapach. Są firmowo napełniane, buteleczki są szklane, ich zawartość to od 3 ml do 7,5 ml zatem pozwala na kilkanaście użyć (czasem i więcej). Dodatkowo są niewątpliwym elementem ozdobnym każdej toaletki czy półki. Można je dostać zazwyczaj w cenach od 4,00 do 20,00 PLN za szt. Kupując miniaturę ma się gwarancję zawartego w niej zapachu.

Co z „odlewkami” ? Ja ich nie uznaje w ogóle. Oczywiście wymienianie się „odlewkami” czy zakup „odlewek” umożliwia poznanie większej ilości kompozycji, ale… No właśnie. Nie mamy gwarancji, że zapach wewnątrz pachnie tak samo jak w oryginalnej butelce.
Zapachy przelewane nie mają długiej trwałości. Co więcej, przelewane do plastikowych fiolek z atomizerem szybko zmieniają swój pierwotny zapach. Jeśli dostajemy do przetestowania przechodnią próbkę – darujmy sobie poznawanie z niej zapachu.
Kiedyś obdarowano mnie świeżo odlanymi próbkami zapachów (luksusowych oraz „niszowych”), właśnie do plastikowych atomizerków. Przetrzymałam je bez otwierania miesiąc. To co później zobaczyłam różniło się od tego co widziałam miesiąc wcześniej. Zapachy zmieniły kolor, ulotniły się . Kilka z nich zwyczajnie śmierdziało (a były to próbki zapachów luksusowych).
Zrobiłam próbę sama. Zaopatrzyłam się w kilka pojemniczków z atomizerem. „Przepsikałam” do nich swoje ulubione zapachy i obserwowałam zachowanie płynu w pojemniczkach.
Niezależnie od marki już po 2 tyg. zaczął zmieniać się kolor płynu i jego pojemność. Po upływie miesiąca/półtora wszystkie zapachy pachniały nieco inaczej niż produkt w oryginalnej butelce. Miały również inny kolor.

Dlaczego zdecydowałam się to napisać ? Bo smuci mnie fakt poznawania zapachów z przechodnich próbek. Mam świadomość, że nie wszystkich zapachów można znaleźć miniatury. Ale warto poszukać lub zaryzykować zakup „w ciemno”.
Miniatury mają długą ważność, perfumy wewnątrz zachowują wszystkie swoje właściwości przez lata.

„Odlewki” to półśrodek do poznawania zapachu. Warto nie opierać się w swoich odczuciach na zapachu poznanym z „odlewki” (chyba, że mamy gwarancję, że ma kilka dni). Nasza opinia o kompozycji może być mocno myląca… 

Salvador Dali Daliflor

Kwiatowy Salvador Dali Daliflor z 2000 roku…

Lubię twórczość Salvadora Dali – artysta był szalony, nieprzewidywalny i z głową pełną prawdziwej, niczym nie poskromionej fantazji.
Podobają mi się butelki jego perfum inspirowane jego dziełami.

Zapach Daliflor ma butelkę, która mnie zaintrygowała. Szczególnie butelka perfum robi wrażenie. Ponieważ jest raczej dla mnie nieosiągalna – poprzestałam na zamówieniu wersji EDP…

Butelka została zainspirowana obrazem artysty – Dziewczyna z głową róż (1935).

Mnie butelka bardzo się podoba. Obraz zresztą też…

Molyneux – wspaniała choć mało znana w Polsce marka

Molyneux Quartz pour Femme, szyprowo-kwiatowy zapach z roku 1977.

Jak znam życie – niespecjalnie znana nawet miłośnikom perfum, a przecież to marka licząca się w świecie perfum, która na dodatek istnieje od lat 30. XX wieku.
Pierwszy raz zetknęłam się z nią w latach 80. w sklepach Pewex, gdzie zapachy marki były dostępne. Oczywiście w cenach nie do końca przyjaznych przeciętnemu „zjadaczowi chleba”, a już na pewno nie studentce.

o.7428

Quartz miałam przyjemność poznać, ale wtedy bardziej podobała mi się sama butelka niż jej zawartość. Moja mama dostała w latach 90.perfumy Vivre (1971) marki i tu znowu bardziej podobała mi się butelka.
Ale wraz z wiekiem ewoluuje nasz gust, upodobania, preferencje…
Od dawna już wiem, że zapachy, które w latach 80. i 90. odbierałam jako ciężkie, trudne i gorzkie, teraz jak najbardziej są w moim typie. Niestety sporo z nich bardzo trudno już kupić, a przynajmniej nie w „normalnej” cenie.

LE10W-F

Perfumy to dla mnie emocje i tak też je głównie zapamiętuję. Nie nutami tylko emocjami, jakie we mnie wywoływały czy wywołują.
Jak trafiłam na Quartz kupiłam od razu. Tak samo od razu kupiłabym Vivre, Gauloise, Initiation czy Le Chic. Bez szukania opinii i przypominania sobie na siłę jak pachniały 20 czy 30 lat temu. Zresztą nikt nie ma takiej pamięci, żeby pamiętać zapach powąchany 30 lat temu – jeśli ktoś twierdzi, że to co wącha teraz różni się od tego co wąchał 30 lat temu to mocno przesadza z takim sformułowaniem. Wszystko ewoluuje. Coś co wydawało się piękne 30 lat temu teraz możemy odbierać jako brzydkie i na odwrót. Niekoniecznie wynika to ze zmiany samego produktu – najczęściej ze zmiany w nas. Znając siebie wiem, które zapachy z mojej młodości warte są odszukania, bo będą mi się obecnie podobać, a które mogę sobie odpuścić…
I sugeruje każdemu miłośnikowi perfum – w odbiorze zapachu skupiajcie się na emocjach, nie na nutach …

IMG_2581_resize

Revlon, Max Factor, Houbigant czyli gdy marki wymieniają się zapachami…

Moon Drops marki Revlon z 1970 roku…
Unikat, na który od dosyć dawna miałam chrapkę. Niestety jak w przypadku niektórych zapachów sprzed lat, marka Revlon zdecydowała sie sprzedać prawa do produkcji zapachu i obecnie produkuje go Prism Parfums Ltd.

Dlaczego marki tak robią ? Nie mam pojęcia. Na szczęście są też marki, które chętnie prawa do produkcji przejmują i zapachy można dalej kupić, choć zazwyczaj nie są powszechnie dostępne.
Guy Laroche sprzedał prawa do swojego słynnego zapachu J’ai Ose. Max Factor prawa do pięknego La Jardin. Houbigant do swoich zapachów Lutece i Chantilly. Balenciaga odstąpił Tedowi Lapidusowi swoją Rumbę…
Jeśli ktoś decyduje się dalej produkować zapach, tzn. że spodziewa się na niego popytu. Przecież nikt nie produkuje nic dla idei, tylko dla zysku.
Czy kompozycje, które zostały przez swoja markę sprzedane, dalej pachną tak samo ?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie uczciwie, trzeba by mieć porównanie i oba egzemplarze w ręku. I mieć naprawdę wykształcony zmysł węchu. Powąchać stary (produkowany przez pierwotną markę zapach ) oraz nowy (przez markę, która kupiła prawa).
Bo to, że wydaje nam się , że „kiedyś pachniało inaczej” to marny argument. Nasz gust i odbiór różnych rzeczy zmienia się wraz z upływem lat. Nie potrafimy uczciwie stwierdzić, że zapach, który wąchaliśmy 20 lat temu pachniał inaczej czy tak samo jak ten, co wąchamy obecnie. Może to lepiej – unikamy rozczarowań.
Zawsze staram się mieć zapach firmy-matki. Nie wierzę, że receptura Moon Drops po 48 latach nie uległa żadnej zmianie. Nie chodzi tu koniecznie o chęć „potanienia” produkcji, raczej o fakt braku dostępności do pewnych naturalnych składników, które (siłą rzeczy) musiały być zastąpione syntetycznymi.
Jeśli zrobione jest to dobrze i perfumiarz się przyłoży, amator nie powinien wyczuć różnicy. Nie czarujmy się – jesteśmy tylko amatorami, niezależnie od stopnia zaawansowania naszej pasji 🙂
Podsumowując – nie bójmy się zapachów produkowanych przez inną niż pierwotna markę. Inaczej nie będzie nam nigdy dane poznać pewnych zapachów sprzed lat…
Moon Drops, nawet produkowany przez Prism Parfums Ltd jest nadal wart posiadania.

Elizabeth Taylor i jej zapachy

Elizabeth Taylor … gwiazda wielkiego formatu. Aktorka z dwoma Oskarami na koncie i dużą ilością pomniejszych nagród i wyróżnień. Nieco kontrowersyjna, nękana wieloma uzależnieniami, niezbyt szczęśliwa w życiu prywatnym, zaangażowana w problemy społeczne, udzielająca się w akcjach charytatywnych na dużą skalę…
Zmarła w 2011 roku w wieku 79 lat.

Oprócz wielu wspaniałych ról filmowych pozostawiła po sobie m.in. również markę perfum.
Od lat 80. wypuszczała na rynek zapachy sygnowane własnym nazwiskiem, współpracując od początku z koncernem Elizabeth Arden.
Po jej śmierci, koncern nie zaprzestał tworzyć zapachów pod kątem zmarłej gwiazdy i w porozumieniu ze spadkobiercami Elizabeth Taylor na rynku wciąż ukazują się nowe kompozycje.

Osobiście wolę starsze, ale nowe też potrafią ująć za serce. Pod szyldem marki Elizabeth Taylor ukazało się na rynku prawie 20 zapachów. Z tych, które mam czy miałam okazję poznać – spodobały mi się w prawie wszystkie.

Moimi ulubionymi są chyba White Diamonds (1991), Diamonds and Rubies (1993), Black Pearls (1996), a z nowych wypuszczony w 2017 roku Love & White Diamonds.
Jeśli ktoś nie miał możliwości poznać zapachów marki, sugeruję to zrobić. Są naprawdę niezłe i w iście „gwiazdorskim” stylu.

Perfumerie internetowe warte polecenia

Kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu, chcąc kupić perfumy zazwyczaj szliśmy do perfumerii lub drogerii, a wyjątkowych okazji szukaliśmy w strefie bezcłowej na lotniskach.

A jak wygląda to teraz ? Na lotniskach jest drogo, okazje bywają jedynie wtedy, gdy trafimy na unikatową edycję limitowaną zapachu, na której nam z jakiegoś powodu zależało.

sf

Luksusowe perfumerie sieciowe cenami nas nie rozpieszczają, nawet jak organizują swoje standardowe promocje. W perfumeriach niszowych wygląda to jeszcze gorzej.

Większość ludzi zwraca się więc ku perfumeriom internetowym. W ciągu ostatnich kilku lat mamy ich prawdziwy wysyp.

Ceny atrakcyjne, szybka dostawa, asortyment często większy niż w perfumeriach stacjonarnych. Oczywiście jak to bywa w sieci, trzeba uważać na oszustów, perfumerie, które potrafią sprzedawać nam podróbki, albo oszukują nieprecyzyjnymi opisami wciskając „odpowiedniki” (czyli, tak naprawdę, też podróbki).

Najbezpieczniej korzystać z oferty dużych, znanych i wielokrotnie opiniowanych perfumerii, najlepiej takich, które istnieją już na rynku co najmniej (!) 3-4 lata. Jeśli jakaś perfumeria nie ma opinii w sieci, lub ma ich niewiele, dla bezpieczeństwa lepiej z jej usług nie korzystać.

Perfumerie niszowe mają nam dać poczucie bycia klientem „luksusowym”, perfumerie sieciowe to samo. jednak prawda wygląda często inaczej, a dla dwóch darmowych próbek i ładnej torebki firmowej można sobie przepłacone zakupy naprawdę darować.

Jeśli to samo co w perfumerii stacjonarnej kosztuje 250,00, w perfumerii internetowej kupimy np. za 90,00 to o czym my mówimy ? Co więcej, w perfumeriach internetowych mamy większy asortyment niż w sieciówkach, bo perfumerie internetowe maja swoje niezależne źródła dostaw. Zapachy marek Aubusson, Halston, Baldinini czy Bijan w internecie kupimy, za to w perfumerii stacjonarnej na pewno nie. A szkoda, bo to marki warte zainteresowania.

hre

Mam kilka sprawdzonych perfumerii, w których od lat robię zakupy. Nie ma perfumerii idealnej. Każda z nich ma wady i zalety.

E-glamour.pl i perfumy-perfumeria.pl. Dwie perfumerie z jednej grupy. Ten sam asortyment, zbliżone ceny. Częste dostawy, częste promocje. Dużo unikatowych marek. Bardzo dobre ceny. Często darmowa dostawa za zakupy np. od 49,00 (tak jest od grudnia 2017).

Iperfumy.pl. Ogromny zasięg (działa w 5 krajach). Ogromny asortyment, nie tylko zapachów, ale również kosmetyków czy akcesoriów. Niestety dużo sztucznych promocji. Należy sprawdzać ceny i porównywać z innymi perfumeriami.

Perfumesco.pl. Niezły asortyment, niezłe ceny. Również dużo sztucznych promocji, w ofercie bywają unikatowe zapachy sprzed lat.

Dolce.pl i ich strona z testerami testery-perfum.pl. Dobra oferta, dużo testerów, ale ceny mocno przeciętne. Mało promocji.

Aleperfumeria.pl. Dobre ceny, ale niezbyt rozbudowany asortyment. Dostawy rzadko, więc na stronie niewiele się dzieje. Brak ciekawych, unikatowych marek.

Perfumeria.pl. Funkcjonuje od lat, ale ceny maja przeciętne i asortyment mało zróżnicowany. Mało promocji.

Make-up.pl. Dość częste dostawy (choć niewielkie), dobre ceny. Problemem jest bałagan na stronie – nieprecyzyjne i błędne opisy, zdjęcia niezgodne z oferowanymi produktami. Niskie koszty dostawy.

To uczciwie działające perfumerie, w których w ciągu ostatnich 10 lat nigdy się nie nacięłam na nieoryginalny czy uszkodzony produkt.

W dobie takiego rozwoju perfumerii internetowych mamy szansę znaleźć zapachy marek mało w Polsce popularnych, a naprawdę godnych uwagi. I do takich poszukiwań wciąż zachęcam…

dvbdr