Muzeum Perfum w Barcelonie 09.05.2022 cz.I

Niestety nie udało się doprowadzić do mojego wyjazdu do Barcelony, ale mój mąż służbowo do niej pojechał. Nie można było nie wykorzystać takiej okazji i nie zwiedzić Muzeum Perfum.

Muzeum jest prywatne, powstało w 1961 roku i jego głównym celem miało być pokazanie jak zmieniały się na pzrestrzeni dziejów i stron świata opakowania perfum. Z czasem zbiory objęły również same perfumy i to nie tylko stare, ale i te nowsze.

W sumie w Muzeum znajduje się ponad 5 000 eksponatów. Warto coś niecoś z nich pokazać 🙂

To co nie do końca rozumiem w kwestii eksponowania zbiorów, to chaos. I brak opisów, szczególnie jeśli chodzi o butelki na perfumy. Nie wiadomo z jakiego kraju pochodzą, z jakiego okresu (a widać, że niektóre są naprawdę bardzo stare).

Ja bym to nie tak zorganizowała, ale to nie moje Muzeum…. (a szkoda) …

c.d zdjęć niebawem 🙂

Perfumy na miarę czyli jak dokonać właściwego wyboru…

Od jakiegoś czasu nasuwają mi się na myśl kwestie, które tak naprawdę od dawna nie dają mi spokoju…

Dlaczego w rankingach na zapachy „najbardziej seksowne” czy „wzbudzające pożądanie” lub „najlepsze” wciąż pojawiają się te same nazwy i te same marki ? Dlaczego większość osób wybierając dla siebie zapach kieruje się gustem tłumu, lub „rankingami” zamiast własnymi preferencjami i tym co do danej osoby pasuje ?

Ludzie są różni, lubią różne rzeczy, pasują do nich różne rzeczy. Nie jest tak, że „wszystkim” podoba się to samo, „wszyscy” lubią to samo. Więc dlaczego na siłę usiłujemy się upodobnić do reszty ?

Ja nie pijam kawy. Nigdy nie pijałam. Chadzając na spotkania służbowe spotykałam się prawie zawsze z pytaniem „jaką kawę Pani pije”, a nie „napiłaby się Pani kawy albo herbaty” ? Dziękuję nie piję kawy. „Nieeee ???” No, „nie”. Ale przecież „wszyscy” piją kawę.

Nie pijałam też nigdy i nie pijam piwa. Spotkanie w nowym gronie – „jakie piwo pijesz” ? Nie pijam piwa. „Nieee ???” No, „nie”. Ale przecież „wszyscy” piją piwo.

Wszyscy. To znaczy tak naprawdę kto ?

„Cała Polska żyła śmiercią małej Madzi”. „Wszyscy z niecierpliwością oczekują narodzin dziecka królewskiej pary”. „Na ekrany wchodzi od dawna przez wszystkich oczekiwany film”.

Znacie przecież takie tytuły pojawiające się w rożnych konfiguracjach w mediach.

Do czego zmierzam… Do tego, że pozwalamy traktować się jak „masa”. Bezmyślna masa, której trzeba powiedzieć na co czeka, co lubi, co ją denerwuje, a co zachwyca. Masa.

Dotyczy to w takiej samej mierze produktów, po które większość ludzi na rynku sięga.

Na przykład perfum.

Rankingi w mediach oparte są albo na wyobraźni jakiejś pani „redaktor” (albo jaka marka dała pani „redaktor” droższy gift), albo też na tym co jest najczęściej kupowane. … Pierwszy przypadek nie jest jakimś zaskoczeniem czy wyjątkiem, bo większość artykułów w sieci piszą redaktorzy- amatorzy. A jak już prawdziwi dziennikarze, to chałturzący na takiej tematyce. Artykuły powstają na zlecenie, większość tych poświęconych modzie, urodzie czy plotkom z życia „celebrytów” to bełkot. Szybko napisać, szybko wrzucić na stronę, szybko iść dalej. A co z faktami ? A kogo to….

Drugi przypadek to wrzucanie w ranking zapachów, które są najczęściej kupowane, najczęściej reklamowane i o których najczęściej wszyscy słyszeli. Nie tych najlepszych. Bo w XXI wieku nikt nie ma czasu na analizy, dociekanie, pogłębianie wiedzy, szukanie faktów. Bo odbiorcy tych „rankingów” czy „zestawień” też nie mają na to ochoty. I tak nakręca się popyt na zapachy bynajmniej nie „najlepsze”. Tylko na takie, które są rozreklamowane i które wszyscy kojarzą. Wszyscy. Czyli „masa”. Ci co trafiają na taki „ranking” myślą sobie, że to musi być dobre bo tak napisali. Więc lecą i kupują. Co kupują ? A to samo. Sprzedaż rośnie. I koło się zamyka.

Ktoś czytając ten tekst się obruszy . „Nie pachnę jak wszyscy. Kupuję „niszę””. Tylko w dużej ilości przypadków ta „nisza” wcale nie jest taka znowu „niszowa”. Popyt na nią też jest kreowany sztucznie, a opiera się na najprostszej filozofii – ludziom sie wydaje, że jak coś jest drogie to jest dobre. A jak jeszcze przeczytają, że to wyjątkowe zapachy dla wyjątkowych osób to już nic ich nie powstrzyma od zakupu. Nawet sztucznie wywindowana cena.

Dajemy się podpuszczać. Zamiast uruchomić myślenie, to je po prostu wyłączamy.

Ja się zastanawiam, dlaczego ktoś chce pachnieć tak jak większość. Dlaczego ludzie nie chcą pachnieć zapachem, który do nich pasuje, tylko takim, o którym jakaś pani redaktor napisała, że jest świetny i prowadzi w rankingach.

Nie jestem informatykiem. Jak psuje mi się komputer to proszę o pomoc specjalistę. Nie jestem mechanikiem – jak nawala mi samochód szukam rady u specjalisty.

Ale zapach to nie komputer i nie samochód. To emocje, uczucia, wspomnienia, marzenia… Ma do nas pasować, mamy się w nim dobrze czuć, ma NAM się podobać. I nikt inny nie powinien nam tłumaczyć CO ma nam się podobać. Nie ma takiego „specjalisty”. Więc dlaczego przy wyborach zapachu mamy kierować się tym, co napisze jakaś pani „redaktor”, albo co nam poleci „konsultantka” w perfumerii ? Albo – co gorsza – co nam polecą obce osoby w sieci ??? Można lubiąc słodkie zapachy rzucić pytanie jakie są ciekawe słodkie zapachy na rynku. I potraktować odpowiedź jako informację czy luźną sugestię. Ale nie jak WYROCZNIĘ ! Ja chcę pachnieć dla mojego mężczyzny wyjątkowo, rozpoznawalnie. Ciekawie. Nawet, jeśli używam 20 czy 30 zapachów, chcę pachnieć dla niego WYJĄTKOWO….

Damskie zapachy rozreklamowane, wpychane przez konsultantki w perfumeriach, zachwalane w internecie… , przykładowo La Vie Est Belle i Good Girl. W mediach napisano, że są świetne, seksowne, kobiece. To trzeba je mieć. I trzeba nimi pachnieć. No i zamiast pachnieć swojemu mężczyźnie wyjątkowo, pachniemy mu jak Ania z księgowości, Zosia z logistyki, pani Halina z urzędu i ta sympatyczna ekspedientka ze spożywczaka. No i jeszcze ta dziewczyna na przystanku… 🙂 Nie ma tu miejsca na wyjątkowość, nawet w najmniejszym stopniu. Jesteśmy jak „wszystkie”. Nierozpoznawalne, a właściwie rozpoznawalne „na każdym kroku” i „za każdym rogiem”. Masa.

Niedawno trafiłam na ranking damskich zapachów, które najbardziej podobają się facetom. Mój mąż jest facetem. Niezaprzeczalnie. jak mu pokazałam ranking śmiał się chyba z 10 minut. Ale ile dziewczyn czy kobiet po przeczytaniu takiego „rankingu” poleci do perfumerii kupić pierwszą trójkę z listy ? 🙂 Pewnie dużo.

Nawet jak ktoś ma małą wiedzę w tematyce perfum, to chyba wie co mu się podoba. A jak nie wie, to niech przejdzie się parę razy do perfumerii, odgoni od siebie wszystkie „konsultantki” ( bo wyjdzie z La Vie est Belle albo Good Girl pod pachą) i … uruchomi myślenie. To nie boli 🙂

I to nieprawda, że latem trzeba pachnieć cytrusami, do blondynki pasują zapachy kwiatowe, a jak zapach ma być seksowny to musi być słodki, aż zęby cierpną. Nie patrzmy na reklamy, które mają odbiorcę nakłonić do zakupu podsuwając mu różne, pożądane (przez większość) obrazy. Nie słuchajmy „konsultantek”, które namawiają nas na zakup tego na co każą im namawiać. Nie pytajmy obcych ludzi w sieci co mamy kupić i czego mamy używać.

Myślmy. To nie boli.

LVMH czyli jak jeden człowiek wpływa na branżę perfum, szampana, jachtów i innych dóbr luksusowych

Opowiem Wam pewną historię, która zapewne wielu z was nie jest znana, a jeśli już to znajomość ta jest szalenie ogólnikowa.

W roku 1987 w Paryżu spotkało sie kilku Panów, których połączyła jedna wspólna pasja. Pociąg do pieniądza.

Po wielu dyskusjach i organizacyjnych szarpaninach powstał koncern LVMH, mający na celu połączenie wszystkich najbardziej luksusowych marek świata w jednej grupie. Grupie, której założyciele będą tak bogaci, że sami nie będą w stanie policzyć tego co mają.

W styczniu1989 roku na czele grupy stanął biznesmen Bernard Arnault i od tego momentu branża dóbr luksusowych zaczęła swoją przemianę. Jak myślicie, czy na lepsze ? 🙂

Rynek dóbr luksusowych od początku rządził się własnymi zasadami. Marki luksusowe tworzyły luksusowe produkty kierowane do określonej grupy osób. Niezależnie od tego czy były to perfumy, zegarki czy jachty, ich jakość była wyjątkowa, a ich posiadaniem mogli się szczycić nieliczni. Oczywiście kwota wydatkowana na perfumy odbiegała od kwoty wydawanej na jacht, ale tak czy owak produkty luksusowe wymagały albo potężnego majątku albo sporych wyrzeczeń, jeśli było się przeciętnym członkiem społeczeństwa.

Powstanie koncernu LVMH i jego działalność doprowadziły do zmian na rynku. Zmian, które odczuwamy również my, szaraczki środkowoeuropejskiego państwa.

Koncern LVMH skupił się na przejmowaniu najbardziej luksusowych marek świata. Obecnie posiada ich ponad 70, działających w różnych branżach dóbr luksusowych.

Między innymi są to :

Hennessy (koniak)

Dom Perignon (szampan)

Fendi (moda, galanteria skórzana, akcesoria, perfumy)

Givenchy (moda, akcesoria, perfumy, kosmetyki)

Christian Dior (moda, akcesoria, perfumy, kosmetyki)

Kenzo (moda, perfumy, kosmetyki)

Louis Vuitton (moda, akcesoria, perfumy)

Guerlain (perfumy, kosmetyki)

Acqua di Parma (perfumy, kosmetyki)

Bvlgari (biżuteria, perfumy)

TAG Heuer (zegarki)

SEPHORA (dystrybucja selektywna – perfumy, kosmetyki, akcesoria)

Do grona marek znajdujących się w rękach LVMH są też producenci jachtów, luksusowe wydawnictwa czy sieci luksusowych sklepów (jak m.in. Sephora).

Koncern LVMH może poszczycić się największymi w historii przejęciami na rynku dóbr luksusowych.

Jak ma to skutek ? Cóż, jeśli najbardziej luksusowi producenci są w rękach jednego koncernu, to koncern ten dyktuje trendy i dyktuje ceny. Ale najgorsze jest to, że dyktuje poziom jakości. Bo dążeniem koncernu jest maksymalizacja zysków. Prezes Koncernu – Bernard Arnault jest właścicielem 47% jego akcji. Od wielu lat znajduje się w pierwszej 10-ce najbogatszych ludzi świata. W tym roku zajął zaszczytne I miejsce, zyskując tytuł najbogatszego człowieka świata z prywatnym majątkiem (netto) w wysokości … 200 mld euro.

Na tak niebotyczny majątek jednego człowieka pracujemy my wszyscy. I to nie tylko miłośnicy jachtów, brylantów czy szampana. Również my, klienci Sephory czy miłośnicy perfum i kosmetyków (luksusowych marek) zaopatrujący się w nie w innych miejscach niż punkty sieci Sephora. Bo w dzisiejszych czasach i dobie perfumerii internetowych większość z nas stać jednak na perfumy Kenzo, szminkę Diora czy krem Givenchy. Ich zakup wymaga czasem większych czy mniejszych wyrzeczeń, ale nie jest zakupem nieosiągalnym.

Koncern, a tak naprawdę kierujący „nim najbogatszy człowiek świata” nie będzie windował cen w nieskończoność, bo straci wielu klientów. Ale marża musi zostać zachowana. Więc po czym lecimy ? Po jakości.

Na jakości jachtów nie bardzo chyba da się coś zaoszczędzić, na jakości brylantów również. Klienci na te dobra są bardzo bogaci i ich uwadze gorsza jakość nie umknie.

Inaczej ma się sprawa jeśli chodzi o modę, perfumy i kosmetyki. Tu jest szerokie pole do popisu. Wysokie ceny mają dawać ułudę luksusu, ale z luksusem coraz częściej nie mamy tu do czynienia. Za to z miernotą, a i owszem. Marże na luksusowych perfumach i kosmetykach dochodzą do 300 czy nawet 500% (dla finalnego odbiorcy). Ale to koncernowi LVMH za mało.

Pomyśli ktoś, że przesadzam z tymi marżami 🙂 . Nie przesadzam.

Jakiś czas temu miałam znajomych pracujących u oficjalnego dystrybutora marki Christian Dior, dostarczającego produkty marki m.in. do Sephory czy Douglasa. Oczywiście zaopatrywali się u niego również właściciele mniejszych perfumerii luksusowych czy niektórych perfumerii internetowych. Również prywatni handlarze z allegro.

A skąd to wiem ? Bo bywałam na tzw. kiermaszach pracowniczych organizowanych przez dystrybutora. Kiermaszach, na których pracownicy stanowili 25-30 % kupujących. Reszta to byli znajomi pracowników, znajomi znajomych, zaprzyjaźnione firmy.

Jak wyglądały ceny ?

Tonik Christiana Diora 200ml cena dla „pracownika” – 25 PLN. Cena w Sephorze – 150 PLN.

Krem Christiana Diora 50ml cena dla „pracownika” – 120 PLN. Cena w Sephorze – 550 PLN.

Woda perfumowana Miss Dior 50 ml cena dla pracownika – 130 PLN. Cena w Sephorze – 515 PLN.

To ceny, które pamiętam, bo te produkty kupowałam. I dystrybutor sprzedając w tych cenach bynajmniej nie dokładał do interesu.

Ceny rynkowe pewnych produktów są regulowane przez producenta, albo przez jego właściciela. Czyli przez koncern LVMH.

Ceny w perfumeriach internetowych wynikają już tylko z polityki właścicieli perfumerii, którzy nie muszą opierać się na cenach rynkowych. Stąd są o wiele niższe. Nie stąd, że perfumerie te oferują „podróbki”. (Oczywiście produkty oferowane za podejrzanie niskie ceny argumentowane tym, że sprzedający „bierze towar bezpośrednio od producenta” są podróbkami, a sprzedający oszustem wciskającym kit.)

W roku 2004 francuskie media donosiły, że Prezes LVMH jest bardzo zasmucony i zdenerwowany spadkiem obrotów na marce Guerlain. Koncern postanowił przeprowadzić „rewolucję” na produktach marki. Zapewne wtedy zaczęła spadać ich jakość, zaczęto wprowadzać z czasem jednakowe butelki, a kartonowe opakowania są cienkie i niedopracowane. Przecież to logiczne, że im bardziej obniżymy koszty produkcji tym więcej zarobimy na produkcie.

Gdyby milioner kupujący jacht i oblewający ten zakup najsłynniejszym francuskim szampanem miał zastrzeżenia do jakości swojego zakupu, zapewne nie poprzestałby tylko na wyrażeniu niezadowolenia. Tu poziom musi być utrzymany.

Ale kogo w LVMH interesują klienci na perfumy czy kosmetyki ? Mają kupować dzięki akcjom marketingowym i sztucznemu kreowaniu trendów. A że napisy z butelek schodzą ? Że perfumy pachną co najwyżej 3-4 godziny ? Że kartonowe pudełka są cienkie i tłoczenia zastąpiono nadrukiem ? Że serum Diora kosztujące 800 PLN zamknięto w plastikowej butelce z plastikową pipetką, która po kilku użyciach przestaje działać ? A KOGO TO OBCHODZI ?

Zarząd LVMH nie kryje w wypowiedziach, że pewnym problemem stają się dla nich stare marki rodzinne, które nie dają się ani wykupić ani przejąć. Bo te marki nie windują sztucznie cen w celu zaspokojenia aspiracji Zarządu i nie obniżają jakości produktów starając się utrzymać rodzinne tradycje na odpowiednim poziomie.

Hubert Givenchy odszedł z własnej firmy po przejęciu jej przez LVMH. Powiedział, że ten świat stał się „cyrkiem”, a on w „cyrku” występować nie będzie. Dla mnie w tym dniu marka Givenchy straciła swoją pozycję luksusową.

Przestańmy się dziwić, że marki wypuszczają w 90% flankery swoich zapachów umieszczając je w kolejnych takich samych butelkach. Przestańmy się dziwić, że znane nam sprzed lat zapachu są bardziej „płytkie” czy mniej trwałe. Przestańmy się dziwić, że szminka Diora „zjada się” po godzinie, a tusz Givenchy za 140 PLN daje gorszy efekt na rzęsach niż tusz Maybelline za 20 PLN.

Przestańmy sie dziwić. Koncern LVMH robi obroty w bilionach euro, a prywatny majątek osoby stojącej na szczycie koncernu to 200 mld euro.

Te niewiarygodne kwoty to efekt naszych zakupów. Bo każdy z nas składa się na ten majątek ludzi, których interesują wyłącznie pieniądze. I to przeogromne.

Nie dziwmy się temu co się dzieje na rynku dóbr luksusowych, nawet, jeśli stanowimy tylko ułamek procenta klientów na produkty grupy LVMH. Kupując perfumy Kenzo, Givenchy, Loewe czy Diora, lub też używając błyszczyków czy pudru marki Make Up for Ever składamy sie na majątek najbogatszego człowieka świata.

Oczywiście jak nie kupimy tych produktów, to on zapewne nie zbiednieje (za to my się wzbogacimy 🙂 ), ale może bardziej zwracajmy uwagę na to CO kupujemy i GDZIE kupujemy. Bo my nie jesteśmy tak bogaci jak Zarząd LVMH i warto nasze skromne zasoby wydawać w jak najbardziej przemyślany sposób.

Czego sobie i wam życzę 🙂

Perfumerie stacjonarne vs. perfumerie internetowe

Luksusowe perfumerie sieciowe cenami nas nie rozpieszczają, nawet jak organizują swoje standardowe promocje. W perfumeriach niszowych wygląda to jeszcze gorzej.

Większość ludzi zwraca się więc ku perfumeriom internetowym.
Ceny atrakcyjne, szybka dostawa, asortyment często większy niż w perfumeriach stacjonarnych. Oczywiście jak to bywa w sieci, trzeba uważać na oszustów, perfumerie, które potrafią sprzedawać nam podróbki, albo oszukują nieprecyzyjnymi opisami wciskając „odpowiedniki” (czyli, tak naprawdę, też podróbki).

Najbezpieczniej korzystać z oferty dużych, znanych i wielokrotnie opiniowanych perfumerii, najlepiej takich, które istnieją już na rynku co najmniej (!) 3-4 lata. Jeśli jakaś perfumeria nie ma opinii w sieci, lub ma ich niewiele, dla bezpieczeństwa lepiej z jej usług nie korzystać.

Perfumerie niszowe mają nam dać poczucie bycia klientem „luksusowym”, perfumerie sieciowe to samo. jednak prawda wygląda często inaczej, a dla dwóch darmowych próbek i ładnej torebki firmowej można sobie przepłacone zakupy naprawdę darować.

Jeśli to samo co w perfumerii stacjonarnej kosztuje 250,00, w perfumerii internetowej kupimy np. za 90,00 to o czym my mówimy ? Co więcej, w perfumeriach internetowych mamy większy asortyment niż w sieciówkach, bo perfumerie internetowe maja swoje niezależne źródła dostaw. Zapachy marek Aubusson, Halston, Baldinini czy Bijan w internecie kupimy, za to w perfumerii stacjonarnej na pewno nie. A szkoda, bo to marki warte zainteresowania.
Mam kilka sprawdzonych perfumerii, w których od lat robię zakupy. Nie ma perfumerii idealnej. Każda z nich ma wady i zalety.

E-glamour.pl i Elnino-parfum.pl. Dwie perfumerie z jednej grupy. Ten sam asortyment, zbliżone ceny. Częste dostawy, częste promocje. Dużo unikatowych marek. Bardzo dobre ceny. Często darmowa dostawa za zakupy np. od 199,00 .

Notino.pl. Ogromny zasięg (działa w 5 krajach). Ogromny asortyment, nie tylko zapachów, ale również kosmetyków czy akcesoriów. Kosmetyki – zawsze świeże (!). Niestety dużo sztucznych promocji. Należy sprawdzać ceny i porównywać z innymi perfumeriami. Ostatnio mieli perfumy Armaniego drożej niż w Douglasie 🙂

Perfumesco.pl. Niezły asortyment, niezłe ceny. Również dużo sztucznych promocji, w ofercie bywają unikatowe zapachy sprzed lat w bdb cenach, chociaż ostatnio rzadziej. Bardzo źle chodzi im strona internetowa.

Dolce.pl i ich strona z testerami testery-perfum.pl. Dobra oferta, dużo testerów, ale ceny mocno przeciętne. Mało promocji.

Aleperfumeria.pl. Dobre ceny, ale niezbyt rozbudowany asortyment. Dostawy rzadko, więc na stronie niewiele się dzieje. Brak ciekawych, unikatowych marek.

Perfumeria.pl. Funkcjonuje od lat, ale ceny maja przeciętne i asortyment mało zróżnicowany. Mało promocji. Od dawna nie zauważyłam starszych , unikatowych zapachów.

Make-up.pl. Dość częste dostawy (choć niewielkie), dobre ceny. Problemem jest bałagan na stronie – nieprecyzyjne i błędne opisy, zdjęcia niezgodne z oferowanymi produktami. Niskie koszty dostawy.

To uczciwie działające perfumerie, w których w ciągu ostatnich 10 lat nigdy się nie nacięłam na nieoryginalny czy uszkodzony produkt.

Wyjątkowa marka Rallet

Uwielbiam odkrywać nowe, nieznane mi marki. szczególnie te z bogatą przeszłością, tradycją i tajemnicą w tle 🙂

RALLET Paris 1883 Sada Yakko

Już ten rok intryguje 🙂
Marka powstała w XIX wieku i przeszła dziwne koleje losu. Początkowo jej dyrektorem zarządzającym był Ernest Beaux – twórca zapachu Chanel No 5.

Marka powstała w Rosji i była czołowym dostawcą produktów na dwór cesarski. W 1898 marka została sprzedana francuskiemu domowi perfumeryjnemu – Chiris of La Bocca.
Firma czterokrotnie otrzymała godło państwowe Imperium Rosyjskiego, co jest bardzo nietypowym wyróżnieniem. W 1878 roku na targach światowych w Paryżu Rallet otrzymał wysokie nagrody. W 1900 roku na wystawie w Paryżu Rallet otrzymał Grand Prix.
Ernest Beaux został dyrektorem marki w 1907 roku (wcześniej uczył się w niej sztuki perfumeryjnej).
W firmie perfumiarz stworzył kompozycję „Bouquet de Catherine”, która nie przyjęła się na rynku, a która stanowiła później bazę dla zapachu Chanel No 5.
Po I wojnie światowej Ernest Beaux uciekł do Francji, gdzie kontynuował od 1919 roku współpracę w RALLET we Francji.
Po nacjonalizacji w Rosji zakłady Rallet zostały przejęte przez rząd, a ich nazwy zmieniono na Svoboda i Novaya Zarya (istnieją do dnia dzisiejszego). Na rynku utrzymał się jedynie oddział francuski marki, który zw 1926 został sprzedany marce Coty (razem z marką Bourjois). Wtedy Ernest Beaux przeszedł do Chanel.

Firma RALLET reaktywowała się w nowej formie kilkanaście lat temu. I wbrew informacjom zawartym na popularnej Fragrantice, nie jest to „nowa” marka powstała w 2013 🙂

Zapach, który trafiłam na rynku powstał w 1890 roku w Rosji, w 1905 roku wypuszczono go ponownie na rynek, w 1934 kolejny wypust tym razem we Francji, a kolejno w 2016 został wypuszczony w nowej wersji, zapewne bardziej unowocześnionej.


Jaki jest ? Intrygujący i niebanalny. Ależ ja kocham odkrywać takie marki 🙂

Jak często powtarzam – nie bójcie się odkrywać nowych marek i nowych zapachów ! Sięgajcie po te, o których nie opowiada 90% uczestników wszelkich forów i grup poświęconych perfumom.

Boże Narodzenie 2020…

Nadeszły kolejne Święta. Ten rok był dla mnie bardzo trudny z wielu powodów. Ogólnoświatowa epidemia, utrata pracy, choroba i śmierć ukochanego kota, śmiertelna choroba kolejnego kota, o którego życie teraz walczymy. Zły, ciężki rok.

Dlatego też moja aktywność na blogu bardzo osłabła. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie lepszy i życie zacznie wracać do normy.

Postaram się jednak w te Święta wykrzesać z siebie nieco pozytywnej energii i optymistycznego nastawienia, bo przecież wszystko co złe kiedyś się kończy.

Wszystkim zaglądającym na mój blog składam najserdeczniejsze życzenia zdrowia, spokoju, poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, spełnienia marzeń.

Oby nadchodzący rok był zdecydowanie lepszy niż ten mijający.

Perfumy i pasja to nie wszystko…

Od maja 2020 nie ukazywały się na moim blogu nowe wpisy. Nie wynikało to z mojego lenistwa czy tym bardziej porzucenia mojej pasji. Ten rok jest dla mnie bardzo trudny…

W styczniu straciłam pracę, w czerwcu okazało się, że mój ukochany kot, Borsuk, ma nowotwór złośliwy i to w zaawansowanym stanie. Nasza walka o jego życie trwała 2 miesiące i 6 dni i walkę tą przegraliśmy. Borsuk odszedł od nas 15 sierpnia co bardzo mocno przeżyłam.

Ale to nie koniec naszej domowej tragedii. 2 tygodnie temu okazało się, że nasz drugi kot, a właściwie koteczka, Tunia, też ma nowotwór złośliwy. Również umiejscowiony w przewodzie pokarmowym i na dodatek z przerzutami do płuc. Zaczęliśmy znowu nierówną walkę ze śmiertelną chorobą, nie dowierzając, że mógł nas dopaść taki tragiczny zbieg okoliczności… W międzyczasie zaadoptowaliśmy 3-miesięcznego niepełnosprawnego kotka, który też wymaga diagnostyki i leczenia. Nadmiar zbiegów okoliczności połączonych z moja utratą pracy spowodował problemy finansowe.

Dlatego też pierwszy raz w życiu zorganizowałam zbiórkę, żeby zebrać fundusze na ratowanie życia naszej kotki i leczenie jednookiego kociaka.

Może ktoś, kto lubi mój blog okaże serce i wspomoże moją zbiórkę…

Butelki perfum jak akcesoria… hit czy kit ?…

Dziesiątki lat temu nad opakowaniami perfum pracowali słynni artyści, wybitni plastycy, rzeźbiarze… Butelki miały przyciągać wzrok, nawiązywać do zapachu, zwracać uwagę i być luksusowym gadżetem na naszej toaletce.

Z biegiem lat dużo się zmieniło. Wiele marek postawiło na ekonomiczne rozwiązanie kwestii opakowań zamieszczając kolejne wersje zapachów w takich samych butelkach. Nowo powstałe marki niszowe pakują zapachy do butelek rodem ze sklepu z chemią gospodarczą lub z apteki.

Pieniądz bardziej niż kiedykolwiek zaczął wpływać na design opakowań perfum.

Jednak kilka marek postanowiło zwrócić uwagę nietypowym designem butelek, działającym na wyobraźnię, zwracającym uwagę – szczególnie tzw. płci pięknej. Stworzono opakowania nawiązujące do konkretnych przedmiotów dnia codziennego – butów, szminki, torebki, smartfona…

Butelki zwracają uwagę potencjalnego klienta, przyciągają wzrok, są oryginalne, ale… czy mają klasę ?

Wg głoszonej przeze mnie zasady „wszystko musi do siebie pasować”. Czy prawdziwa elegantka używała by perfum w butelce w kształcie buta czy torebki ? Czy osoba z klasą wyjęła by z torebki butelkę w kształcie smartfona ?

Myślę, że nie. Takie butelki są sympatyczne, fajnie wyglądają na toaletce młodej dziewczyny czy szalonej 30-latki. Ale czy to jest klientela na perfumy po 200 czy 300 PLN ?

Czasy się zmieniają, zmienia sie moda i podejście do wielu spraw. Zmienia się rynek i zmieniają preferencje klientów.

Myślę, że nowoczesna 20 latka zauroczy się butelką w kształcie smartfona, towarzyska 30 latka chętnie zaopatrzy się w butelkę w kształcie torebki, a zadziorna 40 latka nie będzie miała nic przeciwko perfumom zamkniętym w butelce udającej szminkę… Tylko czy nazwa marki sygnującej dany zapach swoją nazwą wystarczy, żeby butelka -smartfon czy butelka-torebka stały się „eleganckie” ?

Moim zdaniem – nie. Nie każdy chce być „elegancki”, nie każdy chce zastanawiać się nad przesłaniem producentów perfum, nie każdy chce zagłębiać się w historię branży i opakowań zapachów. Klienci perfumerii patrzą na reklamy, chcą być „trendy’, mieć zapach, który jest „modny”, który ma ciekawe opakowanie, który zwróci uwagę… Nie każdy podziela zdanie słynnego Karla Lagerfelda, że „trendy to ostatni stopień przed tandetny”.  Ale wielki kreator miał rację. Nie przyglądamy się sobie, swojemu gustowi, swoim potrzebom.  Patrzymy na to, co jest reklamowane, co przyciąga wzrok, chcemy pokazać, że nadążamy za modą. Butelki-szpilki, butelki-torebki, butelki-smartfony.

Czy aby na pewno to „HIT” ??? Myślę, że producenci z szelmowskim uśmiechem patrzą na potencjalnego klienta zadając sobie pytanie, ile można mu wcisnąć kitu. Ile kiczu może zdobyć rynek i zawojować odbiorcę. Te opakowania to kicz, niezależnie od ich zawartości. Zawartość zresztą została całkowicie przysłonięta rodzajem opakowania. Każdy chce mieć „szpileczkę Herrery” nie zastanawiając się nad samą kompozycją, która nie jest ani odkrywcza ani wyjątkowa. Zaczynamy kupować opakowania, nie zawartość. i to dla mnie jest przykre. Bo na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat pojawiło się wiele znakomitych zapachów w prostych i nie zwracających uwagi butelkach, które nie osiągnęły takiej popularności jak wszelkiego rodzaju zapachy umieszczone w bucikach czy szminkach.

W XXI wieku za bardzo zwracamy uwagę na opakowanie niż na jego zawartość. I dotyczy to tak samo perfum jak innych produktów a nawet… nas samych.  Jak często odbieramy atrakcyjną osobę jako wartą zainteresowania, nie zauważając, że to co kryje się wewnątrz jest mało warte ?

Ze swojej strony sugeruję dystans do nowinek i dystans do działań reklamowych i marketingowych. Nie wszystko złoto co się świeci 🙂

 

Najsłynniejsze damskie zapachy z branży światowego perfumiarstwa

Od dłuższego czasu zbieram się do przygotowania własnej listy damskich  „Zapachów wszech czasów”, ale o ile przygotowanie męskiej zajęło mi kilka dni, to nad damską pracuję już kilka lat 🙂 Postanowiłam ograniczyć się do 80 (tak jak w przypadku męskich zapachów), a cały czas oscyluje wokół 200 🙂

 

Na razie jednak popracowałam nad listą najsłynniejszych zapachów, zapachów, które wpłynęły na rozwój tej branży, zapachów, które są nadal znane i używane choć od ich powstania minęło nawet ponad 100 lat. Zapachy-klasyki, zapachy, o których miłośnik perfum musiał choć raz w życiu słyszeć…

 

Cz. I zestawienia ukazała się już na portalu TrustedCosmetics – kolejne będą się ukazywać co kilka dni.

Czytaj tutaj : Najsłynniejsze damskie zapachy z branży światowego perfumiarstwa

Banany – w diecie, kosmetykach i … perfumach

Uwielbiam banany. W zasadzie mogę je jeść każdego dnia. Cieszę się, że mają tyle zdrowotnych właściwości, a ich kaloryczność mi nie przeszkadza. I tak są mniej kaloryczne od kotleta czy ciastka 🙂 Poszperałam trochę w różnych źródłach odnośnie właściwości bananów, oraz ich wykorzystania w kosmetykach i perfumach.

Powstał artykuł, w którym postarałam się zebrać wszystkie informacje „do kupy”.

Zainteresowanych zapraszam do lektury  artykuły, który ukazał się na portalu TrustedCosmetics 🙂

Czytaj tutaj : Banany – właściwości i zastosowanie w diecie, kosmetykach i perfumach

 

 

Perfumy z nutą banana ? Czemu nie … 🙂