Revlon, Max Factor, Houbigant czyli gdy marki wymieniają się zapachami…

Moon Drops marki Revlon z 1970 roku…
Unikat, na który od dosyć dawna miałam chrapkę. Niestety jak w przypadku niektórych zapachów sprzed lat, marka Revlon zdecydowała sie sprzedać prawa do produkcji zapachu i obecnie produkuje go Prism Parfums Ltd.

Dlaczego marki tak robią ? Nie mam pojęcia. Na szczęście są też marki, które chętnie prawa do produkcji przejmują i zapachy można dalej kupić, choć zazwyczaj nie są powszechnie dostępne.
Guy Laroche sprzedał prawa do swojego słynnego zapachu J’ai Ose. Max Factor prawa do pięknego La Jardin. Houbigant do swoich zapachów Lutece i Chantilly. Balenciaga odstąpił Tedowi Lapidusowi swoją Rumbę…
Jeśli ktoś decyduje się dalej produkować zapach, tzn. że spodziewa się na niego popytu. Przecież nikt nie produkuje nic dla idei, tylko dla zysku.
Czy kompozycje, które zostały przez swoja markę sprzedane, dalej pachną tak samo ?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie uczciwie, trzeba by mieć porównanie i oba egzemplarze w ręku. I mieć naprawdę wykształcony zmysł węchu. Powąchać stary (produkowany przez pierwotną markę zapach ) oraz nowy (przez markę, która kupiła prawa).
Bo to, że wydaje nam się , że „kiedyś pachniało inaczej” to marny argument. Nasz gust i odbiór różnych rzeczy zmienia się wraz z upływem lat. Nie potrafimy uczciwie stwierdzić, że zapach, który wąchaliśmy 20 lat temu pachniał inaczej czy tak samo jak ten, co wąchamy obecnie. Może to lepiej – unikamy rozczarowań.
Zawsze staram się mieć zapach firmy-matki. Nie wierzę, że receptura Moon Drops po 48 latach nie uległa żadnej zmianie. Nie chodzi tu koniecznie o chęć „potanienia” produkcji, raczej o fakt braku dostępności do pewnych naturalnych składników, które (siłą rzeczy) musiały być zastąpione syntetycznymi.
Jeśli zrobione jest to dobrze i perfumiarz się przyłoży, amator nie powinien wyczuć różnicy. Nie czarujmy się – jesteśmy tylko amatorami, niezależnie od stopnia zaawansowania naszej pasji 🙂
Podsumowując – nie bójmy się zapachów produkowanych przez inną niż pierwotna markę. Inaczej nie będzie nam nigdy dane poznać pewnych zapachów sprzed lat…
Moon Drops, nawet produkowany przez Prism Parfums Ltd jest nadal wart posiadania.

Reklamy

Elizabeth Taylor i jej zapachy

Elizabeth Taylor … gwiazda wielkiego formatu. Aktorka z dwoma Oskarami na koncie i dużą ilością pomniejszych nagród i wyróżnień. Nieco kontrowersyjna, nękana wieloma uzależnieniami, niezbyt szczęśliwa w życiu prywatnym, zaangażowana w problemy społeczne, udzielająca się w akcjach charytatywnych na dużą skalę…
Zmarła w 2011 roku w wieku 79 lat.

Oprócz wielu wspaniałych ról filmowych pozostawiła po sobie m.in. również markę perfum.
Od lat 80. wypuszczała na rynek zapachy sygnowane własnym nazwiskiem, współpracując od początku z koncernem Elizabeth Arden.
Po jej śmierci, koncern nie zaprzestał tworzyć zapachów pod kątem zmarłej gwiazdy i w porozumieniu ze spadkobiercami Elizabeth Taylor na rynku wciąż ukazują się nowe kompozycje.

Osobiście wolę starsze, ale nowe też potrafią ująć za serce. Pod szyldem marki Elizabeth Taylor ukazało się na rynku prawie 20 zapachów. Z tych, które mam czy miałam okazję poznać – spodobały mi się w prawie wszystkie.

Moimi ulubionymi są chyba White Diamonds (1991), Diamonds and Rubies (1993), Black Pearls (1996), a z nowych wypuszczony w 2017 roku Love & White Diamonds.
Jeśli ktoś nie miał możliwości poznać zapachów marki, sugeruję to zrobić. Są naprawdę niezłe i w iście „gwiazdorskim” stylu.

Perfumerie internetowe warte polecenia

Kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu, chcąc kupić perfumy zazwyczaj szliśmy do perfumerii lub drogerii, a wyjątkowych okazji szukaliśmy w strefie bezcłowej na lotniskach.

A jak wygląda to teraz ? Na lotniskach jest drogo, okazje bywają jedynie wtedy, gdy trafimy na unikatową edycję limitowaną zapachu, na której nam z jakiegoś powodu zależało.

sf

Luksusowe perfumerie sieciowe cenami nas nie rozpieszczają, nawet jak organizują swoje standardowe promocje. W perfumeriach niszowych wygląda to jeszcze gorzej.

Większość ludzi zwraca się więc ku perfumeriom internetowym. W ciągu ostatnich kilku lat mamy ich prawdziwy wysyp.

Ceny atrakcyjne, szybka dostawa, asortyment często większy niż w perfumeriach stacjonarnych. Oczywiście jak to bywa w sieci, trzeba uważać na oszustów, perfumerie, które potrafią sprzedawać nam podróbki, albo oszukują nieprecyzyjnymi opisami wciskając „odpowiedniki” (czyli, tak naprawdę, też podróbki).

Najbezpieczniej korzystać z oferty dużych, znanych i wielokrotnie opiniowanych perfumerii, najlepiej takich, które istnieją już na rynku co najmniej (!) 3-4 lata. Jeśli jakaś perfumeria nie ma opinii w sieci, lub ma ich niewiele, dla bezpieczeństwa lepiej z jej usług nie korzystać.

Perfumerie niszowe mają nam dać poczucie bycia klientem „luksusowym”, perfumerie sieciowe to samo. jednak prawda wygląda często inaczej, a dla dwóch darmowych próbek i ładnej torebki firmowej można sobie przepłacone zakupy naprawdę darować.

Jeśli to samo co w perfumerii stacjonarnej kosztuje 250,00, w perfumerii internetowej kupimy np. za 90,00 to o czym my mówimy ? Co więcej, w perfumeriach internetowych mamy większy asortyment niż w sieciówkach, bo perfumerie internetowe maja swoje niezależne źródła dostaw. Zapachy marek Aubusson, Halston, Baldinini czy Bijan w internecie kupimy, za to w perfumerii stacjonarnej na pewno nie. A szkoda, bo to marki warte zainteresowania.

hre

Mam kilka sprawdzonych perfumerii, w których od lat robię zakupy. Nie ma perfumerii idealnej. Każda z nich ma wady i zalety.

E-glamour.pl i perfumy-perfumeria.pl. Dwie perfumerie z jednej grupy. Ten sam asortyment, zbliżone ceny. Częste dostawy, częste promocje. Dużo unikatowych marek. Bardzo dobre ceny. Często darmowa dostawa za zakupy np. od 49,00 (tak jest od grudnia 2017).

Iperfumy.pl. Ogromny zasięg (działa w 5 krajach). Ogromny asortyment, nie tylko zapachów, ale również kosmetyków czy akcesoriów. Niestety dużo sztucznych promocji. Należy sprawdzać ceny i porównywać z innymi perfumeriami.

Perfumesco.pl. Niezły asortyment, niezłe ceny. Również dużo sztucznych promocji, w ofercie bywają unikatowe zapachy sprzed lat.

Dolce.pl i ich strona z testerami testery-perfum.pl. Dobra oferta, dużo testerów, ale ceny mocno przeciętne. Mało promocji.

Aleperfumeria.pl. Dobre ceny, ale niezbyt rozbudowany asortyment. Dostawy rzadko, więc na stronie niewiele się dzieje. Brak ciekawych, unikatowych marek.

Perfumeria.pl. Funkcjonuje od lat, ale ceny maja przeciętne i asortyment mało zróżnicowany. Mało promocji.

Make-up.pl. Dość częste dostawy (choć niewielkie), dobre ceny. Problemem jest bałagan na stronie – nieprecyzyjne i błędne opisy, zdjęcia niezgodne z oferowanymi produktami. Niskie koszty dostawy.

To uczciwie działające perfumerie, w których w ciągu ostatnich 10 lat nigdy się nie nacięłam na nieoryginalny czy uszkodzony produkt.

W dobie takiego rozwoju perfumerii internetowych mamy szansę znaleźć zapachy marek mało w Polsce popularnych, a naprawdę godnych uwagi. I do takich poszukiwań wciąż zachęcam…

dvbdr

Alviero Martini – akcesoria i perfumy we włoskim stylu

Alviero Martini – włoski projektant i designer ur. w 1950. Założyciel marki Alviero Martini Sp.A., a później Alviero Martini 1a Classe  specjalizującej się w akcesoriach z motywem podróżniczym. Od lat 90. pomysły projektanta zaowocowały  w wielu kategoriach produktów. Produkuje wysokiej jakości galanterię skórzaną, artykuły podróżne, obuwie, miękkie akcesoria, a także kolekcje odzieży dla mężczyzn, kobiet i dzieci. Różne kolekcje, inspirowane „podróżami miejskimi”, są ręcznie rysowane i projektowane we Włoszech, a kreatywność projektanta nie zna granic.

Marka jest charakterystyczna przez swój niepowtarzalny styl. Fragmenty map geograficznych zdobią torby, buty, zegarki czy opakowania perfum.

Na zdjęciu : Alviero Martini

Perfumy oczywiście też znajdują się w ofercie marki. Nie interesowałam się nimi, póki w szalenie atrakcyjnej cenie nie pojawiły się w jednej z bardziej znanych perfumerii internetowych.

Kupiłam, jak zwykle „w ciemno” i zachwyciłam się zapachem.

Zdecydowałam się  na kadzidlany 1a Classe Incenso from Asia. To dość prosta kompozycja, która składa się z niezbyt wielu nut : drewno, kadzidło, piżmo… Zapach jest „dymny”, intrygujący, ciekawy…

Butelka nie jest specjalnie oryginalna, ale prostota też ma swoje plusy. Zapachy marki w większości przypadków to wody kolońskie, ale mają naprawdę niezłą trwałość jak na takie stężenie. Większą, niż dużo współczesnych wód toaletowych.

Potwierdziło się moje podejście, że warto prowadzić poszukiwania na rynku perfum, bo nigdy nie wiadomo co ciekawego możemy spotkać. Często zapachy lepsze i znacznie tańsze niż to co powszechnie oferuje rynek i co zachwalają wszechobecne reklamy.

 

Tanie a dobre zapachy damskie czyli co znajdziemy w perfumeriach internetowych…

Dawno nie było wpisu o aktualnej ofercie perfumerii internetowych czy stacjonarnych. Ponieważ na polskim rynku jest już dosyć sporo perfumerii internetowych , które istnieją od lat i cieszą się zaufaniem klientów, skupiam się zazwyczaj na ich ofercie. Bo tańsza, ale również ciekawsza.

Zapachy ładne czy bardzo ładne można kupić za niewielkie pieniądze, trzeba tylko chcieć się otworzyć na nowe możliwości nie trzymając się uparcie tego co reklamuje rynek.

Romeo Gigli Romeo Gigli zapach z roku 2003, mało znanej w Polsce włoskiej marki. Kwiatowo-drzewno-piżmowa kompozycja. Bezpieczna, elegancka, bardzo ciekawa. W bardzo ładnej butelce i pudełku.

75 ml EDP  w cenie ok. 33,00

Do kupienia :  Romeo Gigli

Baldinini Or Noir zapach z roku 2010. Ciepły, zmysłowy, seksowny. Słodki, ale nie przesadnie…

75 ml EDP w cenie ok. 43,00

Do kupienia : Baldinini Or Noir

Gres Madame Gres z 2013. Orientalno-kwiatowa kompozycja, bezpieczna, ciepła, kobieca. W eleganckiej butelce.

100 ml EDP w cenie ok. 59,00

Do kupienia : Madame Gres

Myślę, że takie informacje będę wrzucać częściej. W bogatej ofercie sklepowej można się pogubić, może jakieś drogowskazy komuś się przydadzą…

Serge Lutens czyli o co chodzi w tej „niszy”…

Serge Lutens (ur.1942)… wszechstronny artysta w świecie beauty. Jako młody chłopak pracę zawodową zaczynał od sprzątania salonów fryzjerskich, w wieku 21 lat został zatrudniony w magazynie „Vogue”, zaś w roku 1967 stworzył dla Diora linię kosmetyków. W latach 70. zajmował się głównie fotografiką i reżyserią filmów krótkometrażowych. Później (od lat 80. XX wieku) praktykował w firmie Shiseido, gdzie zajmował się tematyką makijażu i stawiał pierwsze kroki w dziedzinie tworzenia zapachów. W roku 2000 zaczął tworzyć zapachy pod własną marką. Nie kreuje ich samodzielnie. Głównym perfumiarzem marki jest od początku Christopher Sheldrake.

Na zdjęciu : Serge Lutens

Lutens wpasował się ze swoją firmą w okres, gdzie zaistniała forma tzw. marek”niszowych”, których produkty kierowane były (teoretycznie) do bardziej wymagającego odbiorcy, który chciał posiadać coś oryginalnego i mniej popularnego.
Do tej grupy zakwalifikowane zostały stare, słynne Domy Perfumeryjne, które nie poddały się trendowi masowej produkcji, oraz nowe marki, które chciały dać współczesnemu odbiorcy zapachy zgodne z nową epoką. Teoretycznie wysokiej jakości, dedykowane „wyjątkowemu” klientowi. A że większość ludzi pragnie być „wyjątkowa”, po zapachy sięgają chętnie wszyscy interesujący się zapachami. Wywindowana ponad miarę cena nadaje zapachom „niszowym” pozory wyjątkowego luksusu. Jak przystało na zapachy „wyjątkowe” produkty mają „wyjątkowe” ceny. Zazwyczaj zawyżone, ale od wieków ludzka psychika widząc wyjątkową cenę zakłada, że produkt jest też wyjątkowy. Sięgając po produkty „niszowe” nastawiamy się na to, że muszą być piękne i nietuzinkowe. I jeśli nawet się nie podobają, to potrafimy wmawiać sobie, że może to my się na nich nie poznaliśmy, bo skoro jest to „nisza” i to bardzo droga to na pewno jest wspaniała. Tylko nam nos zaszwankował. Nastawienie jest bardzo ważne i specjaliści od marketingu mocno o nie dbają. Wiele osób chcąc się dowartościować i być odbieranych przez innych jako osoby wyjątkowe zachwala zapachy „niszowe” (bo drogie, bo kierowane do osób „wyjątkowych”) nakręcając ich koniunkturę i dając zielone światło wszystkim przedsiębiorcom, którzy w branży „dóbr luksusowych” chcą zaistnieć. Problemem jest to, że w branży np. produkcji luksusowych jachtów trudno jest założyć markę i zdobyć popularność. W branży perfumeryjnej dość prosto. Pojawia się na rynku dziwnie brzmiąca nazwa marki, proste opakowania (wszystkie takie same, bo taniej), intrygujące nazwy zapachów i ceny z kosmosu. Resztę robi marketing. A co zawiera ta butelka z perfumami wie tylko przedsiębiorca, jego „nos” (często pracujący w przeważającej części na komputerze, nie w laboratorium) i jego księgowy.

Oczywiście od reguły są wyjątki, ale rynek nie wnika w szczegóły.

Wracając do Serge Lutensa… Na pewno postać w branży wyjątkowa, z pasją, a nawet wieloma. Lubię pasjonatów. Cenię pracowitość.Nie ganię kogoś za to, że chce osiągnąć też sukces finansowy. W perfumerii niszowej przeciętna cena but. 50 ml to ok . 400-500 PLN. Za to zapachów z nowej linii SECTION D’OR 50 ml to wydatek 2400 – 2600 PLN. No, ludzie…

Zapachy marki… czy mi się podobają ? Niespecjalnie. Butelki zapachów ? Tym bardziej nie.
Pierwszy zapach Lutensa kupiłam „w ciemno” bo trafiłam na okazje cenowa i nie mogłam się powstrzymać. Nie spodobał mi się, a dokładniej nie spodobał mi się tak jak wymagałaby jego rzekoma „wyjątkowość”. Postanowiłam sprawdzić, czy tylko za pierwszym razem nie miałam szczęścia… Niestety nie widzę w zapachach marki nic specjalnie wyjątkowego. Są wśród nich ładne, przeciętne i nieładne. Jak wszędzie. Na pewno nie nadawałabym im miana wyjątkowości.

Mam szacunek dla marki (bo nie dla wszystkich marek „niszowych” go mam), ale to za mało, żebym chciała na siłę się do niej przekonywać. (Szalenie podobają za to fotografie Lutensa.)
Na szczęście marek w branży są tysiące, mających w ofercie produkty nie tyle szczycące się „wyjątkowością”, co po prostu piękne…I chyba o to tak naprawdę w tej branży chodzi.