WEIL czyli coś niecoś o marce wspaniałej choć nieco zapomnianej…

Zastanawiałam się, czy aby na pewno marka WEIL powinna znaleźć się w cyklu „Mało znane marki…”
Przecież to klasyk. Zapachy tej marki to marzenie polskich kobiet w latach 70-tych i 80-tych dostępne jedynie w sklepach Pewex.

Czy więc „mało znana” ? Tak, przez osoby w wieku 20+ i 30+, które w czasach funkcjonowania sklepów Pewex były dopiero w planach swoich Rodziców lub chadzały do przedszkola.
Stara marka z tradycjami, marka, która dalej funkcjonuje – niestety nie na polskim mocno ograniczonym rynku…

WEIL

Mała rodzinna firma wywodząca się z rodu kuśnierzy, została założona w 1912 roku. Trzej bracia Jacques, Marcel i Alfred Weil, którzy zajmowali się produkcją futer dla bogatych klientów, zapragnęli oferować tym klientom również zapachy pasujące do owych futer. Taki był pierwotny zamysł…

Parfums Weil została założona w 1927 a jej pierwszym pomysłem na zapach była kompozycja pasująca do futer i eliminująca ich naturalny zapach, często męczący dla bogatej klienteli.

Wszystkie perfumy, które zostały wypuszczone na rynek w okresie od 1927 do 1954 był w butelkach wykonanych przez słynną markę Baccarat.
Podczas wojny w 1940 roku firma zamknęła swoje biura w Paryżu i przeniosła się do USA. Fabryka w Paryżu została przejęta przez Niemców, którzy co prawda wznowili produkcję zapachów, ale nigdy nie weszła ona na większą skalę na rynek. Po wojnie fabryka oficjalnie wróciła do posiadania rodziny Weila.

W dziejach Parfums Weil nastąpiła zmiana właściciela kilka razy. Od 1960 roku firma zmieniała właścicieli wielokrotnie. Zawsze były to jednak firmy związane z branżą perfumeryjną.

Pierwszym zapachem marki był wprowadzony na rynek w 1928 roku Zibeline.
Zapach, który od samego początku bił rekordy popularności sprzedaży.
Kolejny to Secret De Venus z roku 1933 oraz Antilope z roku 1946. Co ciekawe – zapach Antilope był początkowo źle przyjęty przez rynek, jako zbyt „męski”. Klientki zaakceptowały go dopiero po zmianie i wyłagodzeniu receptury.

Na pewno na uwagę zasługuje słynny Weil De Weil z roku 1971, moja ukochana Chunga z 1977 roku oraz nietypowy Bambou z 1984.
Z męskich kompozycji najciekawszy jest chyba pierwszy męski zapach marki – Kipling z 1986 roku. Osobiście kupiłam go raz w życiu na prezent dla Taty właśnie w jednym ze sklepów Pewex.

Marka istnieje nadal i nadal wprowadza na rynek zapachy, choć stosunkowo niewiele. Ostatni pojawił się na rynku w roku 2014.

W roku 2010 marka wypuściła na rynek linię Les Merveilles de Weil – reaktywowane wersje swoich wielkich przebojów perfumeryjnych.
W linii znalazły się zapachy Zibeline , Secret i Reve.

Mam przyjemność posiadać wśród swoich zapachów Zibeline i Secret, który miałam też ok. 10 lat temu w wersji pierwotnej, sprzed reformulacji…
Z ogromną nostalgią i wzruszeniem wspominam zapach Chunga, który dostałam od mamy tuż przed maturą. Wspaniała kompozycja…

Bardzo żałuję, że tyle wspaniałych marek działających na rynku perfumeryjnym jest tak mało znanych, przynajmniej w Polsce.
Bo nie mają oficjalnego Dystrybutora ? Bo nie zalegają na półkach Sephor i Douglasów po 350 zł za butelkę ? Chyba tak.
Ale może dlatego, że mimo upływu czasu nie dają się skomercjalizować i upchnąć na półkach między zapachami kiepskimi za to mocno rozreklamowanymi ?
Cenię takie marki. Oczywiście jakość ich współczesnych wyrobów jest uzależniona od tego w czyich rękach się obecnie znajdują, ale nie dajmy się zwariować. Często w dalszym ciągu biją na głowę „arcydzieła” dostępne w sieciówkach…

Ostatnio miałam wielką ochotę wejść ponownie w posiadanie zapachu Chunga… Cena ok. 100 USD za 60ml EDT na Ebayu nieco mnie ostudziła, ale kto wie…

Reklamy

Butelki starszych zapachów – niepowtarzalny klimat

Moje zamiłowanie do szeroko pojętego świata zapachów jest niezaprzeczalne. Ci co mnie znają wiedzą, że tematyką globalnie interesuję się od ponad 20 lat, od tyluż też lat kolekcjonuję zapachy. Moja kolekcja zawiera zapachy, które uważam za godne posiadania ponieważ tworzą historię, ponieważ były „kultowe”, ponieważ kreowały trendy. W mojej kolekcji zdecydowana większość zapachów została skomponowana przed 2000 rokiem, który uważam za przełomowy w branży perfumeryjnej. A mówiąc bardziej precyzyjnie – uważam za definitywny koniec wielkiej sztuki perfumeryjnej i idei tworzenia zapachów. Oczywiście po 2000 też powstało nieco doskonałych czy dobrych kompozycji, natomiast w większości przypadków jak na mój gust brakuje im „duszy”. Mam oczywiście zapachy pochodzące z ostatnich lat, ale jest to ok. 10-15% mojej bogatej kolekcji.

IMG_8613_resize

Vent Vert Pierre Balmain  (1947)

To co sobie ostatnio uzmysłowiłam (raczej nie pierwszy raz), że nie tylko same zapachy czy ich reklamy w ostatnim czasie stały się nad wyraz masowe. Również ich opakowania. Może są bardziej dopracowane czy oparte na nowych technologiach w obróbce czy zdobnictwie szkła, ale czego w nich dalej nie ma ? Klimatu.

IMG_8601_resize

Byblos Byblos  (1990)

I mówiąc o „klimacie” nie mam na myśli butelek perfum sprzed 100 lat, robionych ręcznie czy specjalnych edycji  limitowanych, lecz opakowania zapachów produkowanych na skalę masową. Oczywiście pokolenie chowane na zapachach z Sephory stwierdzi, że opakowania są staromodne czy mało rzucające się w oczy. Ale tak mógłby stwierdzić jedynie „użytkownik perfum”. Ich „wielbiciel” raczej będzie wiedział o co mi chodzi.

IMG_8604_resize

Explosive Etienne Aigner  (1986)

Jak widzę tego typu opakowania, a nawet nie znam marki odczuwam chęć poznania kompozycji. Jak widzę 90% butelek eksponowanych w perfumerii sieciowej to nawet się nie zatrzymuję, żeby poznać zapach.

IMG_8608_resize

Regine’s Regine Perfums  (1989)

Kiedyś opakowania zapachów miały swoją historię, czasem bardzo ciekawą. Dzisiejsze to marketing+księgowość. Tak samo zresztą jak zawartość tych butelek.

IMG_8620_resize

So You Giorgio Beverly Hills  (2002)

Zawartość tych butelek bije na głowę 80% zapachów zalegających półki perfumerii. A czy dużo was się z nimi spotkało ? Zapewne nie. A szkoda, bo naprawdę warto…

IMG_8609_resize

Versace Essence Exciting Versace  (2000)

IMG_6327_resize

Keora Jean Couturier  (1983)

Butelki na zdjęciach są tylko przykładowymi z mojej kolekcji. Myślę, że niedługo przyjdzie pora na szerszy wpis poświęcony starszym zapachom.

chic-1283867_640

Stare Domy Perfumeryjne

Domy Perfumeryjne… Istnieją od 100 czy nawet 200 lat, nadal są na świecie szanowane, różnie układają się ich losy (jakżeby inaczej), wiele z nich jest u nas mało (lub w ogóle) nie znanych…
Czasem ich zapachy bywają dostępne u nas na rynku – albo w internecie albo w perfumeriach specjalizujących się w markach „niszowych”.
Bo te Domy Perfumeryjne to w większości przypadków tzw. „nisza”, tylko z ogromną tradycją i wnosząca swój niewątpliwy wkład w historię światowego perfumiarstwa…
Dlaczego w Polsce są mało popularne lub mało znane?
Bo nasza rodzima perfumeryjna edukacja zaczęła się tak naprawdę w latach 90-tych, kiedy do Polski po latach nieobecności wracały wielkie marki. Przez lata PRL perfumeryjne marzenia większości Polaków zaczynały się i kończyły w Peweksie, gdzie jednak nie było dużego wyboru, a i małe grono społeczeństwa było stać na zakupy w sklepach Pewex. Jeśli już, to kupowało się zapachy marek Coty czy Bourjois po 3,00-5,00 USD. Te zapachy były dostępne dla „mas”… Dlaczego tak twierdzę ? Ponieważ pamiętam, jak średnia pensja w Warszawie na początku lat 90-tych wynosiła (w przeliczeniu) ok. 30 USD (!). Natomiast zapachy luksusowych marek kosztowały w Pewexie 30, 40 czy 60 USD. Nikt nie wydawał swojej miesięcznej pensji na zakup wymarzonego zapachu.

Penhaligons

Dlatego też zdecydowana większość ludzi poznała luksusowe zapachy dopiero z sieciowych perfumerii, które zaczęły się pojawiać się w Polsce pod koniec lat 90-tych i kiedy zmieniły się relacje cenowe a zakup luksusowych perfum zaczął być w zasięgu przeciętnego człowieka. Ale w tych perfumeriach nie ma do tej pory bardzo wielu słynnych marek…
Co więcej, perfumerie sieciowe promują na rynku inny trend… Taki, na którym łatwo i szybko zarobią…Nikt nie zadaje sobie w dzisiejszych czasach trudu, by kształtować gusty czy poszerzać horyzonty potencjalnych klientów…

Ubolewam nad faktem, że to perfumerie sieciowe i wszechobecne reklamy kształtują gusty zapachowe współczesnych 20 i 30 latków…

W zależności od ich kondycji na rynku perfumeryjnym, można zapachy słynnych Domów Perfumeryjnych kupić za małe, średnie lub duże pieniądze…

Ale w większości przypadków na pewno warto je (choćby częściowo) poznać.
Bo to te firmy kreowały modę na określone zapachy, trendy w perfumiarstwie… Kiedyś tworzyły zapachy dla królów, książąt czy słynnych osobistości, obecnie dostępne również „masom”… Ale w większości przypadków nie są masowo dostępne, bo kłóciłoby się to z filozofią tych marek…

Floris – rok powstania 1730
Creed – rok powstania 1760
L.T.Piver – rok powstania 1774
Houbigant – rok powstania 1775
Lubin – rok powstania 1798
E.Coudray – rok powstania 1822
Molinard – rok powstania 1849
Penhaligon’s – rok powstania 1870
D’Orsay – oficjalny rok powstania 1908 (pierwszy zapach stworzony przez hrabiego D’Orsay reaktywowany przez markę pochodzi z 1830!)

for_him

Wielkie marki, wspaniałe kompozycje.
Część zapachów skomponowanych przed wielu laty dalej jest przez marki produkowana, dodatkowo wchodzą na rynek nowe, nieco uwspółcześnione, ale tworzone zgodnie z koncepcją „nie dla masowego odbiorcy”.
Część zapachów przeszła „reformulację”, co jest zrozumiałe, bowiem wiele składników, z których komponowano zapachy przed 50, 100 czy 200 laty jest zwyczajnie nieosiągalnych.
Co cechuje zapachy marek ? Dla mnie wyjątkowość i klimat, którego żadne współczesne marki perfumeryjne powstające obecnie na rynku czy nawet istniejące od 20 czy 30 lat nie osiągną.
I – jak dla mnie – próby osiągnięcia wysokiego pułapu w tej branży za pomocą sztucznie windowanych cen (oraz mega udziwnionych kompozycji) współczesnym „niszówkom” nie pomogą…

Osobiście szanuję ogromnie wszystko, za czym stoi historia i tradycja. Dlatego jeśli sięgam po zapachy „niszowe” to tylko z oferty starych Domów Perfumeryjnych.

coudray 1

Znaki towarowe, zdjęcia i nazwy firm zostały użyte w celach informacyjnych.