Czy warto kupować balsamy, żele i dezodoranty o zapachu ulubionych perfum

W zasadzie dla mnie taka odpowiedź jest bardzo krótka: NIE. I na tym mogłabym zakończyć ten wpis. Ale nie o to chodzi w blogach.

Bardzo dużo producentów ma w swojej ofercie balsamy, żele do mycia ciała czy dezodoranty o zapachach perfum, które są na rynku. Mają je zarówno marki luksusowe jak i marki ze średniej czy nawet niższej półki. Czasami takie produkty występują jedynie w zestawach upominkowych, aby zwiększyć ich atrakcyjność, czasem oferowane są do kupienia samodzielnie. U marek luksusowych jeśli są sprzedawane oddzielnie osiągają wysokie ceny, ponieważ zazwyczaj ich opakowania nawiązują do opakowania perfum, a więc produkcja ich jest droższa, wyglądają luksusowo, a co za tym idzie trzeba sobie za nie policzyć.

IMG_8590_resize

Produkty mają za zadanie jako podstawowy cel – uzupełnić wielbicielowi danego zapachu przedłużenie możliwości obcowania z tym zapachem. Bo przecież używając pod prysznicem żelu z ulubionym aromatem, czy smarując ciało perfumowanym balsamem doświadczamy prawie takiej samej przyjemności jak przy perfumowaniu się. Pytanie tylko, czy te produkty spełniają też swoje właściwe zadanie : czy myją, pielęgnują i dezodorują…. Zazwyczaj niespecjalnie. Ich skład pielęgnacyjny jest bardzo ubogi – nawet wśród marek luksusowych. Produkty mają pachnieć, a więc do zazwyczaj bardzo prostej bazy dodawany jest (w niewielkiej ilości) zapach perfum. Za to przycinka cenowa – niesamowita.

W perfumeriach mleczko do ciała J’adore Christiana Diora o poj. 150ml kosztuje ok. 169,00., Miss Dior 200ml nawet 245,00, a Bottega Veneta Knot cena 200ml to 189,00.

Żel pod prysznic Giorgio Armani Si o poj. 200ml kosztuje 179,00, Mugler Alien 200ml – 165,00, a  męski Boss The Scent w taniej plastikowej tubie o poj. 150ml – 109,00.

Jedyne składniki pielęgnacyjne, które można odnaleźć w tych produktach to  nawilżające. Więc skąd ta cena ? Bo marka luksusowa nie może wypuścić na rynek produktu dostępnego dla wszystkich i o umiarkowanej cenie. Więc za pachnące mleczko Diora czy Guerlain płacimy tyle, że moglibyśmy sobie kupić całkiem niezłe perfumy innej marki.

Jeśli mamy nadmiar pieniędzy, wiek poniżej 30-ki i uwielbiamy jakiś zapach to oczywiście czemu nie – możemy kupować takie produkty. Jednak produkty pielęgnacyjne do ciała (a mleczko, dezodorant czy żel do takich należą) powinny przede wszystkim pielęgnować ciało, a nie je perfumować. Skóra powinna być gładka, jędrna, pachy pachnące świeżością (!), a żel pod prysznic powinien zmywać z nas brud i wszelkie dziadostwo, jakie spotykamy w zanieczyszczonym środowisku. Przy tych produktach nie zapach jest na pierwszym miejscu, tylko skuteczność działania. Osobiście wole wydać 150,00 na doskonały krem ujędrniający niż  wydać te pieniądze na mleczko Hypnotic Poison Diora, który to zapach szalenie lubię. Co mi z tego, że ręka czy noga będzie mi pachniała Diorem, kiedy nie będzie doskonale czysta i wypielęgnowana ? To samo dotyczy dezodorantów – nie spotkałam jeszcze skutecznego  wyprodukowanego jako uzupełnienie linii zapachowej (i nie mam na myśli produktów z niższej czy średniej półki).

IMG_8591_resize

Bliscy znając moją pasję czasami obdarowywali mnie mleczkiem czy  żelem o zapachu lubianych perfum, ale tak naprawdę nie wiedziałam co z nimi robić.

Oczywiście butelka z mleczkiem J’adore wygląda na łazienkowej półce wytworniej, niż tuba ujędrniającego czy antycellulitowego balsamu Vichy, ale zapewniam, że opcja Vichy to lepiej wydane pieniądze.

angel

Dostałam 3 lata temu w prezencie balsam do ciała Angel Muglera. W naprawdę pięknym opakowaniu. Zapach był nieziemski – dostałam na balsam uczulenia, bo nie każda skóra dobrze znosi wyższe stężenie substancji zapachowych. Był wyjątkową ozdobą łazienki, ale mam bardziej funkcjonalne (a zarazem ozdobne)  przedmioty w łazience w odczuwalnie niższej cenie niż słój Angela.

Więc dalej jestem ogromną pasjonatką zapachów, ale wydawaniu przesadzonych zazwyczaj kwot na mleczko czy dezodorant, które nie pielęgnują skóry jestem przeciwna.

 

Reklamy