Wakacyjny Poradnik Urodowy czyli wyzwanie na TrustedCosmetics

Od kilku tygodni trwa na łamach kosmetycznego portalu TrustedCosmetics kolejne „wyzwanie” dla blogerek i dla czytelniczek nie posiadających bloga. To fajny sposób na zmotywowanie dziewczyn do większej aktywności. Dziwi mnie, że tak mało osób bierze udział w tej sympatycznej zabawie. Blogów poświęconych urodzie czy kosmetykom są w Polsce tysiące. Czytelniczek posiadających blogi, a zaglądających na strony portalu – co najmniej kilkadziesiąt.

 

 

W „wyzwaniu” bierze udział w sumie ok. 20 dziewczyn (w tym 2 czy 3 nie posiadające blogów). I to na dodatek nie biorą udziału we wszystkich etapach zabawy… A przecież dla miłośniczek kosmetyków to fajna rozrywka. Można pochwalić się wiedzą, wymienić doświadczenia, poniekąd zareklamować swój blog na łamach portalu… Mój blog nie jest poświęcony takiej tematyce, więc artykuły o kosmetykach pojawiają się rzadko. Tak samo recenzje kosmetyków, które zamieszczone są w oddzielnym dziale (na górze strony – Recenzje kosmetyków pielęgnacyjnych). Ale skusiła mnie zabawa i biorę w niej udział, tyle że bezpośrednio na stronach portalu (tak też można).

Dlaczego osoby chwalące się, że lubią kosmetyki nie bawią się w takie wyzwania ? Nie mają czasu ? Przecież zamieszczają wpisy na blogu. A może boją się, że wyjdzie na jaw ich niekompetencja i mała wiedza ? To przecież też jakaś forma rozrywki, nawet w pewnym sensie intelektualnej…

…link do „wyzwania” : Wakacyjny Poradnik Urodowy

Wyzwanie powoli dobiega końca, ale można dołączyć w dowolnym momencie. Pod warunkiem, że uzupełni się wszystkie dotychczasowe zadania , które obejmowało „wyzwanie”. To wspólna zabawa dla miłośniczek tematyki urody i pielęgnacji. Bawmy się więc…Tym bardziej, że na koniec przewidziane są nagrody.

Reklamy

Zapachy na lato – nowy temat w wakacyjnym poradniku urody

Co tydzień na portalu TrustedCosmetics poruszany jest kolejny temat dotyczący letniej pielęgnacji oraz dbałości o zdrowy i atrakcyjny wygląd. W tym tygodniu dotyczy letnich zapachów. Dla mnie to oczywiście ulubiona działka wszelkich „wyzwań” rzucanych na TrustedCosmetics, bo o zapachach mogę mówić czy pisać godzinami. A o ulubionych ? Jeszcze dłużej, bo ulubionych mam co najmniej kilkadziesiąt…

 

 

Wpis dotyczący zapachów letnich zrobiłam bezpośrednio na stronach portalu.

… czytaj tutaj : Ulubione letnie zapachy

Jednakże zagadnienie to nie jest takie proste (z mojego punktu widzenia) i niebawem do niego wrócę, tym razem już na stronach mojego bloga.

Bo lato dla mnie to najtrudniejszy okres, jeśli chodzi o stosowane zapachy. Moja niechęć do zapachów lekkich, cytrusowych, wodnych czy owocowych powoduje, że z zapachami na ciepłe, słoneczne dni mam naprawdę problem. co roku staram się go rozwiązać, powiększając swoją kolekcję o nowe egzemplarze, ale zastanawiam się co mną tak naprawdę kieruje. Chyba poszukuję pretekstu do kolejnych zakupów perfum… 🙂

 

 

Pielęgnacja skóry i włosów w okresie letnim

Kolejny tydzień z nową akcją TrustedCosmetics dotyczącą lata. Tym razem temat „Regeneracja i nawilżenie skóry i włosów” czyli co czytelniczki portalu mają na ten temat do powiedzenia.

Osobiście nie mam zbyt dużych różnic w podejściu do pielęgnacji w okresie letnim, a jakimkolwiek innym.

Nie jestem fanem opalania się, za to dbam o ochronę w trakcie jakiejkolwiek ekspozycji na słońce. W związku z czym nie pamiętam,żebym kiedykolwiek była poparzona od słońca, czy żeby mi schodziła skóra. Opalam się na zasadzie stopniowego przyciemniania, co bardzo mi odpowiada.

Już dawno stwierdziłam, że kosmetyki dedykowane „po słońcu” to bardziej chwyt marketingowy i próba wyciągnięcia od nas większych pieniędzy na pielęgnację. ich skład nie odbiega zasadniczo od innych kosmetyków pielęgnacyjnych, w których szukamy nawilżenia i regeneracji.

Jedyną różnicą u mnie jest to, że w okresie zimowym kładę nacisk na odżywienie skóry, a w okresie letnim większy nacisk na nawilżenie.

Do twarzy stosuję więcej maseczek nawilżających, płatków pod oczy o działaniu nawilżającym i stymulującym regenerację włókien kolagenowych, które słońce dość mocno niszczy oraz maseczek kremowych pod oczy o działaniu przeciwzmarszczkowym. W tym miesiącu są to maseczki do twarzy marek Sans Soucis, AA, Farmona Herbal Care, Lirene oraz  maseczka pod oczy marki Lange i płatki Intensive Eye.

Dodatkowo w okresie wystawiania się na działanie promieni słonecznych używam lekkich , często żelowych delikatnych toników do twarzy oraz kremów o działaniu nawilżającym. W tym roku są to produkty jednej z moich ulubionych marek – marki Lancaster.

Często stosuję serum z wit. C (zapobiega szkodliwemu wpływowi promieniowania słonecznego) – obecnie luksusowej marki Delarom.

Gdy słońce mocniej mnie wysuszy, idealnie sprawdza się od lat znakomity krem marki Clinique Comfort On Call.

 

 

A co z ciałem i włosami ?

Do mycia ciała delikatne żele pod prysznic, najchętniej pięknie pachnące marki L’Occitane.

Do smarowania skóry po opalaniu czy na co dzień sprawdza się idealnie apteczna Bioderma Atoderm PP, oraz moje niedawne odkrycie – pięknie pachnący balsam z  miodem i proteinami włoskiej marki Cuccio.

Moje włosy latem lubią maskę Ionix z olejkiem arganowym oraz olejek do włosów amerykańskiej marki Matrix.

Dobrze sprawdza się też popularna Pantene Pro-V o działaniu głęboko nawilżającym – tania i skuteczna.

 

 

A co poza tym ?

Staram się dostarczać organizmowi więcej płynów, a zanim nadejdzie lato łykam dobre suplementy z beta karotenem (przez miesiąc).

O akcji TrustedCosmetics czytaj tutaj :  Wakacyjny Poradnik Urodowy

 

Letnie klimaty czyli jak chronić się przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego

Portal TrustedCosmetics, z którym współpracuję, ogłosił nowe wyzwanie dla czytelniczek. Przez kilka tygodni zajmujemy się wszystkim co związane jest z latem i znacznym nasłonecznieniem oraz związanymi z nimi zagrożeniami dla naszego zdrowia i urody.

… czytaj tutaj :  Wakacyjny Poradnik Urodowy

Czyli będzie dużo o ochronie, pielęgnacji i regeneracji w okresie letnim.

Tematyka na czasie i mimo, że mój blog takiej tematyce nie jest specjalnie poświęcony, to jednak tematy związane ze zdrowiem czy pielęgnacją czasem się tu pojawiają. Dla urozmaicenia.

Dziś o ochronie przeciwsłonecznej…

Temat pojawia się często we wszystkich mediach, ale często okazuje się, że w teorii wszyscy są dobrzy, ale gorzej z praktyką. Nadal wiele osób nie traktuje ochrony przeciwsłonecznej z należytą powagą, ze szkodą dla zdrowia i urody. Szczególnie oporni w tej kwestii są panowie i panie, które uważają , że mocna opalenizna dodaje uroku.

Jaki jest mój stosunek do ochrony przeciwsłonecznej ?

Rozsądny. Nie przepadam za opalaniem się, ale jeśli wyjeżdżam na nadmorski urlop (czyli zazwyczaj) to zdarza mi się spędzić na plaży 2-3 godziny. Raczej nie dłużej bo po prostu nie lubię się opalać, a i zazwyczaj mam ciekawsze pomysły na spędzanie wolnego czasu niż leżenie na słońcu.

Staram się stosować ochronę skóry głowy i włosów – coś bardziej sportowego na plaży i coś bardziej eleganckiego i kobiecego poza plażą, szczególnie, kiedy zakładam sukienki (czyli zazwyczaj).

Okulary z filtrem – zawsze. Nawet w półcieniu. Obowiązkowo markowe i z udokumentowanym filtrem. Nigdy nie kupowałam okularów w sieciówkach, marketach czy (nie daj Boże) na bazarach. Fakt, lubię bardzo markowe okulary, ale nawet jakbym ich nie lubiła, to dbałość o oczy jest niesłychanie ważna. Promieniowanie słoneczne może doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń narządu wzroku.

 

 

Staram się pić więcej płynów niż zazwyczaj, szczególnie wody i soków zawierających wit. C wspomagającą ochronę skóry przed działaniem wolnych rodników i przyspieszającą regenerację skóry.

Kremy ochronne – zawsze. W miejscach, gdzie słońce nie operuje zbyt mocno, lub jest za chmurami wystarcza mi preparat z filtrem SPF 20 – zarówno na twarz jak i na ciało. Gdy słońce przygrzewa mocno, a ja przebywam na nim sporo czasu – produkty z filtrem SPF 30. Na plaży podczas opalania – na twarz SPF 50, a na ciało SPF 30 (lub SPF 50, jeśli spędzam czas w wodzie).

Gdy mam zamiar pływać lub unosić się na leniwie na wodzie rozłożona na materacu zawsze pilnuję, żeby zastosowane do ochrony przed słońcem preparaty były wodoodporne. Na szczęście takich produktów jest na rynku dużo.

Aplikację powtarzam zazwyczaj po każdej kąpieli, a jeśli nie moczę ciała to co 3-4 godziny.

 

 

Lubię produkty do opalania marki Lancaster i Yves Rocher. Są dość drogie, ale bardzo skuteczne i komfortowe w użyciu. Yves Rocher wypuścił w tym roku nową serię z wyciągiem z mikołajka nadmorskiego. Kupiłam krem do twarzy z SPF 50 z dodatkową funkcją przeciwzmarszczkową.

Jakieś 2 lata temu doceniłam tanie, a skuteczne produkty marki z Rossmanna – Sun ozon. Są tanie (od ok. 8,00 do ok. 25,00), ale dobrze się rozprowadzają, ładnie i delikatnie pachną i nie zdarzyło mi się jeszcze po ich użyciu na słońcu mieć jakichkolwiek oparzeń czy nawet większego zaczerwienienia skóry.

W zeszłym roku odkryłam produkty ochronne aptecznej marki Nuxe. Najbardziej spodobał mi się olejek w spray’u z filtrem SPF 30 i funkcją wzmacniającą opaleniznę. Używa się go bardzo wygodnie i nie jest nadmiernie tłusty.

Do ochrony włosów używam zazwyczaj preparatów z salonu – w tym roku jest to L’Oreal Kerastase Huile Celeste. Olejek ze złocistymi drobinami, który nie tylko chroni włosy, ale również je odżywia i nadaje im przepiękny blask. Dość drogi (w internecie ok. 60,00), ale bardzo wydajny bo wystarczy naprawdę niewielka ilość do rozprowadzenia na włosach.

Lubię okres letni. Uwielbiam urlopy nad ciepłym morzem i od lat jeżdżę tylko na takie. Mimo, że nie jestem fanem plażowania, to jednak już przebywanie w nadmorskich miejscowościach doskonale na mnie wpływa. Nadmiaru słońca się nie obawiam, bo podchodzę do przebywania na słońcu bardzo rozsądnie. I to od lat.

 

 

Nadchodzi kolejny Nowy Rok

Nadchodzi Nowy Rok, a wcześniej nadchodzi Sylwester. Czyli szampańska zabawa do białego rana mająca za zadanie uczcić nadchodzący Nowy Rok i zakończyć się kacem gigantem.

Najlepsze zabawy sylwestrowe miałam w liceum i w czasach studenckich oraz zaraz po studiach. Na dodatek prawie zawsze ja je organizowałam. I było super. Wszyscy deklarowali co przyniosą ze sobą, wspólnie dekorowaliśmy mieszkanie, bawiliśmy się wyśmienicie, a na koniec (zazwyczaj nad ranem) razem sprzątaliśmy. Czasem w Nowy Rok ktoś jeszcze wpadł na poprawiny, zjeść co niedojedzone, wypić co nie wypite i dokończyć porządki. I zawsze było fajnie. Nie pamiętam , żeby ludzie chlali na umór, nie pamiętam innych używek. Nie było awantur po alkoholu ani rzygania przez okno. Nikt nie wyrzucał sprzętów przez balkon i nie podpalał pod blokiem trawnika petardami.

Później miałam kilka imprez sylwestrowym w większym stylu – jakiś bal na zamku, jakaś impreza w knajpie. Czy były lepsze ? Nie. Nie były. Bo warunkiem dobrej zabawy nie jest miejsce czy menu, tylko ludzie, którzy nam na tej imprezie towarzyszą. Bliscy, sympatyczni, NORMALNI. A z tym ostatnim coraz gorzej.

Lubię się bawić, ale w dobrym stylu i z dobrym towarzystwem. Jeśli mam obchodzić Sylwestra byle gdzie i z byle kim to wolę posiedzieć w domu, napić się wina i obejrzeć dobry film (bynajmniej nie Kewina czy Szklaną pułapkę).

Nadchodzącego Sylwestra spędzimy z Mężem w domu.  Jak od lat. Co roku zastanawiamy się nad wyjściem do jakiegoś lokalu czy nad wyjazdem w ciekawe miejsce, ale jakoś tak wychodzi, że siedzimy w domu. I tak naprawdę – nie żałuję. Mam dobry „lokal’ i najlepsze towarzystwo na świecie -mojego Męża.

Przystroimy mieszkanie, zapalimy lampki i świece, przygotuję coś fajnego do jedzenia, schłodzimy dobre wino i szampana…W odtwarzaczu DVD znajdzie się jakiś dobry film.  Wejdziemy w Nowy Rok może mniej uroczyście niż większość ludzi, ale pewnie – jak zazwyczaj – nie będę tego żałować.

2017

Wigilia 2016

I nadeszła kolejna Wigilia. Jak ten czas leci, szybciej chyba, niż byśmy sobie życzyli.
Więc starajmy się go nie marnować – w końcu jest określona ilość Wigilii w naszym życiu…

Chciałabym wszystkim, którzy zaglądają na te strony złożyć najserdeczniejsze świąteczne życzenia.

Niech ta Wigilia i następujące po niej Boże Narodzenie będą dla was czasem szczególnym, pełnym miłych chwil, ciepłych wzruszeń, pozytywnych przemyśleń.
I jeśli nawet ten wyjątkowy świąteczny czas nie będzie taki jak sobie wymarzyliście to pamiętajcie, że za rok są kolejne święta. I może wtedy będą świętami waszych marzeń.

 

christmas

Perfumerie na Majorce czyli gdzie kupować zapachy odwiedzając hiszpańską wyspę

Wróciłam z urlopu miesiąc temu, a cały czas jestem strasznie zabiegana. Pisząc jednocześnie artykuły na Trusted Cosmetics i prowadząc na nim „autorski dział” o nazwie Perfumologia  odczułam wyraźny brak czasu na własny blog. Postaram się to nadrobić.

Miało być o miejscach, gdzie maniaczka zapachowa może porozglądać się za nowymi nabytkami spędzając czas na hiszpańskiej Majorce.

Zwiedzając Majorkę nie zauważyłam na niej popularnych w Europie sieciowych perfumerii typu Sephora czy Douglas.I dobrze, bo mnie osobiście mocno się przejadły. Zarówno ze swoim asortymentem jak i zmanierowaną obsługą. Zawsze będąc za granicą szukam nowych perfumerii czy nowych sieci perfumerii. Po co mi to samo co w kraju ?

W zasadzie za każdym razem odkrywam ciekawe miejsca z ciekawymi markami czy po prostu mało w Polsce popularnymi. I to też jest ciekawe – przynajmniej dla mnie.

img_9827_resize

Na Majorce odkryłam kilka „lokalnych” sieci perfumerii. Były mniejsze niż te popularne u nas, natomiast nie znaczy to, że mniej ciekawe. Asortyment pokrywał się (jeśli chodzi o marki) z obecnymi w Polsce luksusowymi perfumeriami w ok. 60%. Oprócz tych popularnych u nas marek na półkach można było znaleźć nieco marek u nas mało popularnych, nieco marek niszowych (!) i troszkę zapachów  mało u nas znanych marek hiszpańskich.

img_9766_resize

Ja szukałam unikatów czyli starszych zapachów trudno w Polsce dostępnych oraz nowych marek, których poznanie wzbogaciłoby moją wiedzę z branży.

A jak się dobrze szuka to się zawsze coś znajdzie…

Na Majorce jest kilka hiszpańskich sieci perfumerii : Tagomago, aures, Xarig i Sirer. Są też perfumerie niemieckie Muller. Różnią się wszystkie między sobą asortymentem więc odwiedzanie każdej z nich miało sens, choć zdaniem mojego Męża może niekoniecznie…

Luksusowe marki czy marki niszowe były w cenach porównywalnych do polskich perfumerii (stacjonarnych), albo nieco tańsze. Było sporo gadżetów do zakupów, chyba ciekawszych niż u nas. Oczywiście były i promocje, które sprawiały, że zapachy stawały się odczuwalnie tańsze niż u nas. Oczywiście największy asortyment był marek hiszpańskich – Loewe, Adolfo Dominguez itp.

img_9639_resize

No i to, co mnie interesowało najbardziej – unikaty. Zapachy stare czy choćby nieprodukowane. I miałam szczęście na takie trafić – co więcej w formie „wyprzedażowej”. Bo tam wyprzedaż jest prawdziwą wyprzedażą. Cena leci o 50 czy 60%, albo jest symboliczna w stylu np. 3,99, 5,99 czy 8,99 euro za opakowanie. Wtedy zapachy wystawiane są w koszach przed wejściem i mnie zazwyczaj widząc taki kosz biło szybciej serce. Bo w tych koszach można było znaleźć zapachy, które biją na głowę te wystawiane obecnie w Sephorze czy Douglasie.

img_9795_resize

Udało mi się trafić na unikatowe zapachy Priscilli Presley, marek Marbert, Gianfranco Ferre, Gabriela Sabatini, Alessandro Dell’Acqua, Alain Delon czy Morgan.

To było super. Bo to coś innego niż pójść do perfumerii, której asortyment jest powszechnie znany i kupić jakiś współczesny zapach. Trafienie na nie produkowane już „perełki” i to na dodatek za niewielkie pieniądze dla mnie stanowi niebywałą radochę. Szczególnie dlatego, że współczesne wytwory branży perfumeryjnej mało mnie interesują.

img_9753_resize

Podróbek nie widziałam nigdzie – nawet w małych, położonych na obrzeżach miast/miasteczek perfumeriach. Na Majorkę raczej nie przylatują klienci na podróbki, więc w przeciwieństwie do Turcji, Tunezji czy Grecji nie ma tu straganów zapełnionych „Chanelami” czy „Diorami” po 4,oo euro. Nie ten klimat. I dobrze, bo nie musiałam się denerwować.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oprócz sieciowych perfumerii, było kilka pojedyńczych, też z fajnym asortymentem i dobrymi promocjami. W stolicy Majorki był oczywiście luksusowy Dom Handlowy El Corte Ingles, którego prawie cały parter zajmowały stoiska luksusowych marek kosmetycznych i perfumeryjnych. Luksusowo i … nudno.

img_9339_resize

Jestem wyraźnie typem poszukiwacza. Im starszy zapach znajdę tym bardziej jestem szczęśliwa. Takie hobby, nic na to nie poradzę. Wolę jeździć po okolicy i szukać miejsc, w których mogę trafić rzadkie czy mało popularne zapachy, niż wylegiwać się na plaży czy przesiadywać w knajpach.

img_9935_resize

Trafiłam też przypadkowo na miejsce, które okazało się prawdziwym skarbcem unikatowych zapachów i potrafiło zaszokować swoją ofertą nie tylko mnie, ale i mojego Męża, który jest bardziej odporny na tematykę zapachów i bardziej wyważony, jeśli chodzi o emocje.

IMG_9516_resize.JPG

Nie było jeszcze urlopu (poza granicami kraju), kiedy nie towarzyszyłaby mi myśl o poszukiwaniach związanych z moja ukochaną branżą. Żałuję, że nie mam bliskiej (czy dalszej) koleżanki, która podzielałaby moją pasję. Bo o zapachach mogę mówić godzinami, a głównym odbiorcą tej mojej „paplaniny” jest mój Mąż – cierpliwy do granic wytrzymałości.

img_9755_resize

Nie wiem jak spędzają urlopy osoby uważające się za „perfumoholików” czy „perfumomaniaków”, ale osobiście nie spotkałam się jeszcze z nikim, kto na urlopie wykazywałby taką aktywność, jeśli chodzi o poszukiwania zapachowe, jak ja. Chyba los wynagradza mi moje zaangażowanie, bo potrafię za każdym razem znaleźć coś unikatowego, co wzbogaca moją kolekcję.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W kolejnych wpisach przedstawię wyjątkowe miejsce, które było niczym muzeum zapachów, a które długo zapamiętam.Mnie też długo zapamiętają, bo stłukłam butelkę pierwszego zapachu Versace i to na dodatek wersję „perfumy”. I choć obsługa sklepu nawet nie zdawała sobie sprawy co ma na półkach, to kamery uwidoczniły moją niezdarność spowodowana wyjątkową ekscytacją tym co widzę na zakurzonych półkach.

img_9644_resize

Zapraszam do lektury kolejnych wpisów. O Majorce, zapachach i nie tylko…