Przegląd perfumerii internetowych – warte uwagi zapachy damskie…

Dawno nie robiłam przeglądu asortymentu perfumerii internetowych pod kątem ciekawych, a niedrogich zapachów. Bo to nieprawda, że jak cos nie jest drogie to nie może być ładne. Może, czasem nawet bardzo. Tym bardziej, że w perfumeriach internetowych można znaleźć marki nie będące oficjalnie w dystrybucji na naszym rynku.

Marbert Woman Red to zapach z roku 1999. Marbert to niemiecka marka kosmetyczna, która w ciągu kilkudziesięciu lat swojego istnienia wypuściła na rynek kilka fajnych zapachów. Marbert Woman Red to kwiatowo-owocowa kompozycja, ale nie (jak to się czasem mówi) kompocikowata, tylko z pazurkiem. Bardzo ładny zapach na wszelkie codzienne okazje zarówno dla 20+ jak i 40+.

100 ml w cenie 35,00

Do kupienia tutaj : Marbert Woman Red EDT

 

Do kompletu drugi zapach marki Marbert – bardzo słoneczny i pogodny… Marbert Sun Spirit . Malinowo-truskawkowa wariacja idealna na wyjazdy urlopowe czy wakacyjne imprezy.

100 ml w cenie 35,00

Do kupienia tutaj : Marbert Sun Spirit EDT

 

Baldinini Or Noir to wspaniały, zmysłowy i kobiecy zapach włoskiej luksusowej marki od akcesoriów skórzanych i butów. Kompozycja powstała w 2010 roku i jest zdecydowanie warta uwagi wszystkich miłośniczek zapachów zmysłowych, słodkawych i bardzo kobiecych.

75 ml w cenie 38,00

Do kupienia tutaj : Baldinini Or Noir EDP

 

Oscar de la Renta Midnight Amber to cudowna kwiatowo-orientalna kompozycja z roku 2016. Luksusowy dom mody stara się od lat trzymać dość wysoki poziom. Widać to po kompozycjach przez nich wypuszczanych na rynek. To zmysłowy zapach z wyczuwalną mocno różą i agarem (oudem). Słodkawy, ciepły, seksowny. Butelka – cudo.

100 ml w cenie 63,00

Do kupienia tutaj : Oscar de la Renta Midnight Amber EDT

Jak widać nie trzeba wydawać fortuny, żeby posiadać ładny czy nawet piękny i niebanalny zapach.

Trzeba tylko chcieć zanalizować ofertę rynkową 🙂

Reklamy

Perfumerie internetowe warte polecenia

Kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu, chcąc kupić perfumy zazwyczaj szliśmy do perfumerii lub drogerii, a wyjątkowych okazji szukaliśmy w strefie bezcłowej na lotniskach.

A jak wygląda to teraz ? Na lotniskach jest drogo, okazje bywają jedynie wtedy, gdy trafimy na unikatową edycję limitowaną zapachu, na której nam z jakiegoś powodu zależało.

sf

Luksusowe perfumerie sieciowe cenami nas nie rozpieszczają, nawet jak organizują swoje standardowe promocje. W perfumeriach niszowych wygląda to jeszcze gorzej.

Większość ludzi zwraca się więc ku perfumeriom internetowym. W ciągu ostatnich kilku lat mamy ich prawdziwy wysyp.

Ceny atrakcyjne, szybka dostawa, asortyment często większy niż w perfumeriach stacjonarnych. Oczywiście jak to bywa w sieci, trzeba uważać na oszustów, perfumerie, które potrafią sprzedawać nam podróbki, albo oszukują nieprecyzyjnymi opisami wciskając „odpowiedniki” (czyli, tak naprawdę, też podróbki).

Najbezpieczniej korzystać z oferty dużych, znanych i wielokrotnie opiniowanych perfumerii, najlepiej takich, które istnieją już na rynku co najmniej (!) 3-4 lata. Jeśli jakaś perfumeria nie ma opinii w sieci, lub ma ich niewiele, dla bezpieczeństwa lepiej z jej usług nie korzystać.

Perfumerie niszowe mają nam dać poczucie bycia klientem „luksusowym”, perfumerie sieciowe to samo. jednak prawda wygląda często inaczej, a dla dwóch darmowych próbek i ładnej torebki firmowej można sobie przepłacone zakupy naprawdę darować.

Jeśli to samo co w perfumerii stacjonarnej kosztuje 250,00, w perfumerii internetowej kupimy np. za 90,00 to o czym my mówimy ? Co więcej, w perfumeriach internetowych mamy większy asortyment niż w sieciówkach, bo perfumerie internetowe maja swoje niezależne źródła dostaw. Zapachy marek Aubusson, Halston, Baldinini czy Bijan w internecie kupimy, za to w perfumerii stacjonarnej na pewno nie. A szkoda, bo to marki warte zainteresowania.

hre

Mam kilka sprawdzonych perfumerii, w których od lat robię zakupy. Nie ma perfumerii idealnej. Każda z nich ma wady i zalety.

E-glamour.pl i perfumy-perfumeria.pl. Dwie perfumerie z jednej grupy. Ten sam asortyment, zbliżone ceny. Częste dostawy, częste promocje. Dużo unikatowych marek. Bardzo dobre ceny. Często darmowa dostawa za zakupy np. od 49,00 (tak jest od grudnia 2017).

Iperfumy.pl. Ogromny zasięg (działa w 5 krajach). Ogromny asortyment, nie tylko zapachów, ale również kosmetyków czy akcesoriów. Niestety dużo sztucznych promocji. Należy sprawdzać ceny i porównywać z innymi perfumeriami.

Perfumesco.pl. Niezły asortyment, niezłe ceny. Również dużo sztucznych promocji, w ofercie bywają unikatowe zapachy sprzed lat.

Dolce.pl i ich strona z testerami testery-perfum.pl. Dobra oferta, dużo testerów, ale ceny mocno przeciętne. Mało promocji.

Aleperfumeria.pl. Dobre ceny, ale niezbyt rozbudowany asortyment. Dostawy rzadko, więc na stronie niewiele się dzieje. Brak ciekawych, unikatowych marek.

Perfumeria.pl. Funkcjonuje od lat, ale ceny maja przeciętne i asortyment mało zróżnicowany. Mało promocji.

Make-up.pl. Dość częste dostawy (choć niewielkie), dobre ceny. Problemem jest bałagan na stronie – nieprecyzyjne i błędne opisy, zdjęcia niezgodne z oferowanymi produktami. Niskie koszty dostawy.

To uczciwie działające perfumerie, w których w ciągu ostatnich 10 lat nigdy się nie nacięłam na nieoryginalny czy uszkodzony produkt.

W dobie takiego rozwoju perfumerii internetowych mamy szansę znaleźć zapachy marek mało w Polsce popularnych, a naprawdę godnych uwagi. I do takich poszukiwań wciąż zachęcam…

dvbdr

Tanie a dobre zapachy damskie czyli co znajdziemy w perfumeriach internetowych…

Dawno nie było wpisu o aktualnej ofercie perfumerii internetowych czy stacjonarnych. Ponieważ na polskim rynku jest już dosyć sporo perfumerii internetowych , które istnieją od lat i cieszą się zaufaniem klientów, skupiam się zazwyczaj na ich ofercie. Bo tańsza, ale również ciekawsza.

Zapachy ładne czy bardzo ładne można kupić za niewielkie pieniądze, trzeba tylko chcieć się otworzyć na nowe możliwości nie trzymając się uparcie tego co reklamuje rynek.

Romeo Gigli Romeo Gigli zapach z roku 2003, mało znanej w Polsce włoskiej marki. Kwiatowo-drzewno-piżmowa kompozycja. Bezpieczna, elegancka, bardzo ciekawa. W bardzo ładnej butelce i pudełku.

75 ml EDP  w cenie ok. 33,00

Do kupienia :  Romeo Gigli

Baldinini Or Noir zapach z roku 2010. Ciepły, zmysłowy, seksowny. Słodki, ale nie przesadnie…

75 ml EDP w cenie ok. 43,00

Do kupienia : Baldinini Or Noir

Gres Madame Gres z 2013. Orientalno-kwiatowa kompozycja, bezpieczna, ciepła, kobieca. W eleganckiej butelce.

100 ml EDP w cenie ok. 59,00

Do kupienia : Madame Gres

Myślę, że takie informacje będę wrzucać częściej. W bogatej ofercie sklepowej można się pogubić, może jakieś drogowskazy komuś się przydadzą…

Kosmetyki koreańskie – co warto o nich wiedzieć…

Kosmetyki koreańskie cieszą się u nas coraz większą popularnością. Dostępne są w sieciowych luksusowych perfumeriach, w sieciowych drogeriach i w internecie. Ich popularność rośnie – są dość tanie, dość skuteczne no i wizja wyraźnego zachowania młodości przez Koreanki bardzo przemawia do naszej wyobraźni. Reklama czyni cuda.

A jaka jest prawda ?

Portal TrustedCosmetics miniony miesiąc poświęcił właśnie koreańskiej pielęgnacji…

korea.jpg

W kolejnych artykułach przedstawiono zasady pielęgnacji stosowane przez koreanki, marki kosmetyczne i sporo ciekawostek.

… czytaj tutaj : O koreańskiej pielęgnacji i koreańskich markach kosmetycznych

Znam zasady koreańskiej pielęgnacji – w każdej kobiecej prasie ten temat był poruszany. Znam kilka koreańskich marek oraz używam aktualnie kilkunastu koreańskich kosmetyków.

Jak w każdej branży – nie ma tu reguły, że wszystkie koreańskie marki są warte zainteresowania a ich kosmetyki warte zakupu.

Na pewno jednak każda osoba, która interesuje się pielęgnacją, powinna zainteresować się tą na sposób koreański. Dużo naturalnych składników kosmetyków, silny nacisk kładziony na oczyszczanie .

Najtaniej można chyba kupić koreańskie kosmetyki w sieci outletowej Tk Maxx. Tam ostatnio jest naprawdę zatrzęsienie koreańskich maseczek, płatków pod oczy, kremów, esencji czy toników. Każdy może znaleźć coś „pod siebie”, nie wydając przy tym fortuny.

GA0015A3

Zapachy dla domu czyli ceramiczne kule zapachowe Madlennn – cz. II

Było o świecach, woskach, dyfuzorach czy olejkach. Produktach wszystkim znanych, popularnych, częściej lub rzadziej kupowanych przez większość z nas. A przynajmniej przez większość tych, dla których zapach ma istotne znaczenie. Również zapach odczuwany w najbliższym otoczeniu.

Lubię dobre świece zapachowe, lubię dobre olejki eteryczne palone w ładnych kominkach. Lubię jak design przedmiotów, którymi się otaczam, oddziałuje pozytywnie na moje odczucia wzrokowe. Bo zmysł wzroku, jak i zmysł węchu, ma dla odczuwanych przez nas emocji istotne znaczenie.

Świece mają zazwyczaj szalenie prosty wygląd i to mi nawet pasuje. Kominki do olejków czy wosków są ładniejsze i brzydsze, ale tu też każdy może znaleźć coś, co mu będzie pasowało do wystroju wnętrza czy przybrania stołu. W końcu rynek naprawdę oferuje nam szereg możliwości i ogromny wybór wszelkich dóbr. Wystarczy poszukać i znajdziemy coś, co zaspokoi nasze potrzeby i będzie zgodne z naszymi możliwościami finansowymi.

Czy jest na rynku coś co jeszcze może zadziwić ? Okazuje się, że tak…

Jakiś czas temu dowiedziałam się o ceramicznych kulach zapachowych. Temat mnie zainteresował, a informacje zamieszczone w internecie zaciekawiły na tyle, że zapragnęłam taki produkt u siebie mieć. Niedawno stałam się posiadaczką takiej kuli i o ile jestem osobą, którą naprawdę trudno zachwycić, to w tym przypadku zachwytowi uległam.

Madlennn

Zdjęcie ze strony : http://www.madlennn.pl

Pomysł, który łączy efektowny wystrój wnętrza z nadaniem temu wnętrzu pięknego zapachu. Doceniam pomysłowość i pasję, czego by nie dotyczyły. W tym wypadku doceniam je podwójnie, bo jeszcze jako miłośniczka wszystkiego co związane jest z zapachami.

Kule to ceramiczny „bajer” ręcznej roboty ze specjalnie zaprojektowanym wnętrzem, gdzie aplikuje się olejki eteryczne, a prosty system oparty na zasilaniu elektrycznym pozwala te olejki aktywować. Niby prosty pomysł, ale trzeba było na niego wpaść i ubrać go w stosowną formę.

Kule mają różne wzory i kolorystykę, co umożliwia dopasowanie ich do różnych wnętrz. Mają też różną wielkość co pozwala dopasować je do rozmiaru pomieszczenia, w którym chcemy je umieścić.

IMG_4076 (1)

Zapachy proponowane przez producenta są wyłącznie naturalne, o właściwościach aromaterapeutycznych. Ale nikt nie broni nikomu kupować samemu innych olejków, jeśli w ofercie nie znajdzie się niczego co nam będzie pasować. Ja jednak zazwyczaj stawiam na kompletność oferty.

W tym przypadku wszystko do siebie pasuje. Klimatyczne kule, olejki zapakowane w lniane woreczki, kartonowe efektowne pudełko na kule i lawendowy susz, jakim było wyściełane.

Moja kula jest brązowa, lekko opalizująca. Dobrana do ciepłego wystroju wnętrza. Gdy jest podłączona, zapach wyczuwany jest w całym moim mieszkaniu (fakt, nie jest zbyt duże, ale żadna świeca czy dyfuzor nie dały mi takiego efektu – nawet bardzo markowe).

IMG_4093 (1)

Wchodząc na stronę http://www.madlennn.pl można obejrzeć katalog z kulami. Mnie oczarowało kilka wzorów. Szkoda, że na ten moment nie mam więcej pomieszczeń, które mogłabym nimi ozdobić.

Mnie brakuje tu jedynie stabilnej podstawki, bo moje koty wskakując na stół powodują chwianie się kuli co może się skończyć wylaniem olejków. Jednak nie każdy jest posiadaczem ruchliwych kotów… 🙂

Ceny ? Do zaakceptowania. Biorąc pod uwagę, że efektowny kominek do olejków/wosków dobrej firmy (stanowiący jakąś ozdobę pomieszczenia czy stołu) kosztuje nawet 100,00 i z czasem się zużywa, można zaszaleć na kulę.

Amatorów pięknych zapachów zachęcam do zapoznania się z tą ofertą… Ciekawa alternatywa dla świec, kominków i dyfuzorów.

Więcej informacji : Kule ceramiczne Madlennn

Do kupienia : Sklep Madlennn Handmade

Tusze do rzęs czyli wysyp bubli na rynku

Do tego wpisu zmobilizowała mnie dzisiejsza poranna próba umalowania się nowym, reklamowanym tuszem do rzęs.

Okazało się, że jak w 80% przypadków w ciągu ostatnich ok. 8 lat znowu wyrzuciłam pieniądze na kolejny bubel.

Jestem posiadaczką rzęs dosyć krótkich, dość jasnych i bardzo prostych. W tym przypadku los niestety nie okazał się dla mnie łaskawy.

Mój makijaż na co dzień jest stosunkowo oszczędny…tusz, podkład, kredka do oczu, róż na policzki. Czasem szminka lub błyszczyk, czasem dyskretny cień do powiek.

Podkładu i tuszu używam każdego dnia i są to dla mnie dwa najważniejsze kosmetyki w makijażu. „Robią twarz” więc zdecydowanie muszą być dobrej jakości. Cena w tym przypadku nie odgrywa dla mnie większej roli. Oba kosmetyki wystarczają na 1,5-2 miesiące codziennego stosowania, więc wydatek się rozkłada. Oczywiście są granice zdrowego rozsądku – nie lubię płacić za tusz powyżej 200,00 dlatego, że opakowanie ma lusterko i lampeczkę… 🙂 Albo za podkład 300,00 bo zawiera składniki przeciw zmarszczkowe… Do walki ze zmarszczkami to ja mam serum, krem i maseczki, oraz parę gadżetów. Podkład nie ma za zadanie odmładzać, tylko sprawiać, że moja twarz będzie z nim lepiej wyglądała niż bez niego.

Wracając do kwestii tuszy do rzęs. Wiele lat temu, jak zaczynałam się malować, w sklepach było kilka rodzajów tuszu. Były tusze w kamieniu i kilka tuszy ze szczoteczką, które dostępne były głównie w sklepach Pewex.

Ale czy kupiło się tusz w kamieniu (trzeba było popluć, pomazać szczoteczką tusz i spróbować go rozprowadzić na rzęsach), czy tusz  w wersji ze szczoteczką (mega nowoczesny) efekt po umalowaniu się był widoczny. Raz lepszy raz gorszy, ale WIDOCZNY. Rzęsy nabierały wyrazu, objętości, oko zyskiwało charakter.

Niestety im większy rozwój technologii i kosmetologii, tym jakość spada. W tempie zaskakująco szybkim. Tusz Max Factor 2000 cal, który mój Tata przysyłał mi 20 lat temu z USA to zupełnie inny tusz, jaki teraz można kupić w naszych sklepach. Nazwa i producent te same, ale jakość zdecydowanie gorsza.

Teraz tusze mają coraz ładniejsze opakowania, coraz dziwniejsze szczoteczki, w składzie są substancje mające rzęsy wzmocnić, nabłyszczyć i cholera wie co jeszcze. Problemem jest to, że te tusze przestały spełniać swoją zasadniczą funkcję tzn. malowanie rzęs.

Producenci prześcigają się w reklamie i wymyślaniu chwytnych haseł marketingowych, ale wszystko to w żadnym stopniu nie przekłada się na jakość tuszy. Co najmniej 80% tuszy do rzęs, jakie kupiłam na przestrzeni ostatnich 10 lat nie spełniła obietnic producenta. Co gorsza, nie spełniła podstawowych wymogów, jakie stawiane są tuszom do rzęs (!).

 

 

Szukam tuszu idealnego dla mnie od wielu lat.  Kupuję tusze marek luksusowych i ze średniej półki. Kilka tuszy było na tyle niezłych, że kupiłam je kolejny raz. Ale tego jedynego, najlepszego nie znalazłam.

Dziś rano była prawdziwa porażka – tusz RIMMEL London WONDER FULL MASCARA.  Rzekomo pogrubia rzęsy, rzekomo ma olejek arganowy. Rzekomo.

 

 

Usiłowałam się rano umalować. Jedyny efekt, jaki osiągnęłam po wielu staraniach to lekko przyciemnione rzęsy, brudne powieki i drobiny tuszu, które zaczęły się osypywać jakieś 10 min po umalowaniu się . Swoisty rekord.

Co mi po olejku arganowym (jeśli tusz w ogóle go posiada), skoro rzęsy po umalowaniu wyglądają jak nie umalowane, za to powieki są brudne (?). Tu nie ma kwestii, że nie umiem się umalować. Mam swoje lata, maluje rzęsy od kilkudziesięciu lat i wiem co ma jakość a co jej nie ma. Reklama to za mało – Producencie postaraj się lepiej !

Tusz kosztuje w perfumeriach internetowych ok. 19,00 PLN. (W stacjonarnych ok. 35,00) To o 19,00 (lub o 35,00) PLN za dużo.

Ktoś kto ma długie, czarne i gęste rzęsy nie zauważy, że tusz jest bublem. Osoba, która ma „liche” rzęsy od razu to wychwyci.

 

 

Na reklamie produktu panna Jagger prezentuje z dumą doklejone rzęsy usiłując nas przekonać, że używając tuszu będziemy mieć takie same. Nie będziemy. I nie sądzę, żeby ilość olejku arganowego zawarta w tuszu miała istotne znaczenie dla pielęgnacji rzęs.

Problem robienia z nas durni nie dotyczy tylko producentów ze średniej półki.

Wiosną zaszalałam na najnowszy tusz do rzęs marki Clinique – Chubby Lash Fattening Mascara .   Kupiłam go w sklepie internetowym marki Clinique, żeby mieć pewność, że będzie świeży (!).

Świeży faktycznie był.  Po kilkukrotnej aplikacji oddałam go Mamie, która nie przywiązuje wielkiej wagi do uzyskanych efektów, za to stawia na małą szkodliwość produktu (czyli na lepszą markę).

Opis tuszu Clinique jest oczywiście zachęcający :

„Marzysz o gęstych, pełnych i ponętnych rzęsach? Wystarczy sięgnąć po NOWĄ maskarę pogrubiającą Chubby Lash Fattening Mascara od Clinique, a za kilkoma pociągnięciami szczoteczki XXL zyskasz śmiałe i kuszące rzęsy o ekstra objętości. Nasz wyjątkowy aplikator pogrubia cienkie i słabe rzęsy i dodaje im objętości, nie powodując przy tym ich opadania.”

Niestety obietnice producenta nie zostają spełnione. Szczoteczka fatalna w użyciu. Tusz po aplikacji nie dał oczekiwanych efektów. O dziwo, moja Mama też stwierdziła, że to jakieś „dziadostwo”.

Wyrzucone 92,00 PLN. Jak na „dziadostwo” całkiem sporo.

 

 

Producenci mają klienta w nosie. Ważny jest zysk. Wiadomo, reklama napędzi sprzedaż. Ci co się natną , nie kupią kolejny raz. Ale zawsze kupi ktoś inny. Te z nas, które mają ładne rzęsy, nie zauważą, że produkt to bubel. Te co mają marne rzęsy pomyślą, że widocznie maja tak marne, że tusz niewiele może pomóc.

I interes kwitnie.

Ważne, żeby było się czym pochwalić w reklamie…

Udziwniona szczoteczka, nietypowe składniki… A klient-idiota  słucha reklam, patrzy na zdjęcia modelek, których rzęsy przypominają skrzydła motyla ( w 100% rzęsy są przerabiane photoshopem i sztuczne!)  i myśli, że jak nie osiągnie takiego efektu to jego wina. Bo ma takie liche rzęsy.

G… prawda.

Ewa Langoria prezentująca niesamowite rzęsy na reklamach podobno nie ma już ani jednej własnej. Wypadły jej po ciągłym używaniu sztucznych.

Dlatego ja nie wierzę w reklamy. Dlatego jestem wkurzona na blogerki, które reklamują swoimi wpisami tusze, które dostały za darmo od producenta. Po to, by je reklamować !

Oj, przekupna jest polska blogosfera… Gdyby więcej osób chciało mieć wpływ na to, co rynek nam oferuje i zwalczać cwaniactwo i nieuczciwe reklamy może sytuacja na rynku choć trochę by się polepszyła. Może producenci oferowali nam produkty choćby zbliżone do swojej rozdmuchanej reklamy.

Może…

Ja dalej szukam swojego tuszu. Jak go w końcu znajdę, to chętnie o nim napiszę.