Salvador Dali Daliflor

Kwiatowy Salvador Dali Daliflor z 2000 roku…

Lubię twórczość Salvadora Dali – artysta był szalony, nieprzewidywalny i z głową pełną prawdziwej, niczym nie poskromionej fantazji.
Podobają mi się butelki jego perfum inspirowane jego dziełami.

Zapach Daliflor ma butelkę, która mnie zaintrygowała. Szczególnie butelka perfum robi wrażenie. Ponieważ jest raczej dla mnie nieosiągalna – poprzestałam na zamówieniu wersji EDP…

Butelka została zainspirowana obrazem artysty – Dziewczyna z głową róż (1935).

Mnie butelka bardzo się podoba. Obraz zresztą też…

Reklamy

Elizabeth Taylor i jej zapachy

Elizabeth Taylor … gwiazda wielkiego formatu. Aktorka z dwoma Oskarami na koncie i dużą ilością pomniejszych nagród i wyróżnień. Nieco kontrowersyjna, nękana wieloma uzależnieniami, niezbyt szczęśliwa w życiu prywatnym, zaangażowana w problemy społeczne, udzielająca się w akcjach charytatywnych na dużą skalę…
Zmarła w 2011 roku w wieku 79 lat.

Oprócz wielu wspaniałych ról filmowych pozostawiła po sobie m.in. również markę perfum.
Od lat 80. wypuszczała na rynek zapachy sygnowane własnym nazwiskiem, współpracując od początku z koncernem Elizabeth Arden.
Po jej śmierci, koncern nie zaprzestał tworzyć zapachów pod kątem zmarłej gwiazdy i w porozumieniu ze spadkobiercami Elizabeth Taylor na rynku wciąż ukazują się nowe kompozycje.

Osobiście wolę starsze, ale nowe też potrafią ująć za serce. Pod szyldem marki Elizabeth Taylor ukazało się na rynku prawie 20 zapachów. Z tych, które mam czy miałam okazję poznać – spodobały mi się w prawie wszystkie.

Moimi ulubionymi są chyba White Diamonds (1991), Diamonds and Rubies (1993), Black Pearls (1996), a z nowych wypuszczony w 2017 roku Love & White Diamonds.
Jeśli ktoś nie miał możliwości poznać zapachów marki, sugeruję to zrobić. Są naprawdę niezłe i w iście „gwiazdorskim” stylu.

Alviero Martini – akcesoria i perfumy we włoskim stylu

Alviero Martini – włoski projektant i designer ur. w 1950. Założyciel marki Alviero Martini Sp.A., a później Alviero Martini 1a Classe  specjalizującej się w akcesoriach z motywem podróżniczym. Od lat 90. pomysły projektanta zaowocowały  w wielu kategoriach produktów. Produkuje wysokiej jakości galanterię skórzaną, artykuły podróżne, obuwie, miękkie akcesoria, a także kolekcje odzieży dla mężczyzn, kobiet i dzieci. Różne kolekcje, inspirowane „podróżami miejskimi”, są ręcznie rysowane i projektowane we Włoszech, a kreatywność projektanta nie zna granic.

Marka jest charakterystyczna przez swój niepowtarzalny styl. Fragmenty map geograficznych zdobią torby, buty, zegarki czy opakowania perfum.

Na zdjęciu : Alviero Martini

Perfumy oczywiście też znajdują się w ofercie marki. Nie interesowałam się nimi, póki w szalenie atrakcyjnej cenie nie pojawiły się w jednej z bardziej znanych perfumerii internetowych.

Kupiłam, jak zwykle „w ciemno” i zachwyciłam się zapachem.

Zdecydowałam się  na kadzidlany 1a Classe Incenso from Asia. To dość prosta kompozycja, która składa się z niezbyt wielu nut : drewno, kadzidło, piżmo… Zapach jest „dymny”, intrygujący, ciekawy…

Butelka nie jest specjalnie oryginalna, ale prostota też ma swoje plusy. Zapachy marki w większości przypadków to wody kolońskie, ale mają naprawdę niezłą trwałość jak na takie stężenie. Większą, niż dużo współczesnych wód toaletowych.

Potwierdziło się moje podejście, że warto prowadzić poszukiwania na rynku perfum, bo nigdy nie wiadomo co ciekawego możemy spotkać. Często zapachy lepsze i znacznie tańsze niż to co powszechnie oferuje rynek i co zachwalają wszechobecne reklamy.

 

Serge Lutens czyli o co chodzi w tej „niszy”…

Serge Lutens (ur.1942)… wszechstronny artysta w świecie beauty. Jako młody chłopak pracę zawodową zaczynał od sprzątania salonów fryzjerskich, w wieku 21 lat został zatrudniony w magazynie „Vogue”, zaś w roku 1967 stworzył dla Diora linię kosmetyków. W latach 70. zajmował się głównie fotografiką i reżyserią filmów krótkometrażowych. Później (od lat 80. XX wieku) praktykował w firmie Shiseido, gdzie zajmował się tematyką makijażu i stawiał pierwsze kroki w dziedzinie tworzenia zapachów. W roku 2000 zaczął tworzyć zapachy pod własną marką. Nie kreuje ich samodzielnie. Głównym perfumiarzem marki jest od początku Christopher Sheldrake.

Na zdjęciu : Serge Lutens

Lutens wpasował się ze swoją firmą w okres, gdzie zaistniała forma tzw. marek”niszowych”, których produkty kierowane były (teoretycznie) do bardziej wymagającego odbiorcy, który chciał posiadać coś oryginalnego i mniej popularnego.
Do tej grupy zakwalifikowane zostały stare, słynne Domy Perfumeryjne, które nie poddały się trendowi masowej produkcji, oraz nowe marki, które chciały dać współczesnemu odbiorcy zapachy zgodne z nową epoką. Teoretycznie wysokiej jakości, dedykowane „wyjątkowemu” klientowi. A że większość ludzi pragnie być „wyjątkowa”, po zapachy sięgają chętnie wszyscy interesujący się zapachami. Wywindowana ponad miarę cena nadaje zapachom „niszowym” pozory wyjątkowego luksusu. Jak przystało na zapachy „wyjątkowe” produkty mają „wyjątkowe” ceny. Zazwyczaj zawyżone, ale od wieków ludzka psychika widząc wyjątkową cenę zakłada, że produkt jest też wyjątkowy. Sięgając po produkty „niszowe” nastawiamy się na to, że muszą być piękne i nietuzinkowe. I jeśli nawet się nie podobają, to potrafimy wmawiać sobie, że może to my się na nich nie poznaliśmy, bo skoro jest to „nisza” i to bardzo droga to na pewno jest wspaniała. Tylko nam nos zaszwankował. Nastawienie jest bardzo ważne i specjaliści od marketingu mocno o nie dbają. Wiele osób chcąc się dowartościować i być odbieranych przez innych jako osoby wyjątkowe zachwala zapachy „niszowe” (bo drogie, bo kierowane do osób „wyjątkowych”) nakręcając ich koniunkturę i dając zielone światło wszystkim przedsiębiorcom, którzy w branży „dóbr luksusowych” chcą zaistnieć. Problemem jest to, że w branży np. produkcji luksusowych jachtów trudno jest założyć markę i zdobyć popularność. W branży perfumeryjnej dość prosto. Pojawia się na rynku dziwnie brzmiąca nazwa marki, proste opakowania (wszystkie takie same, bo taniej), intrygujące nazwy zapachów i ceny z kosmosu. Resztę robi marketing. A co zawiera ta butelka z perfumami wie tylko przedsiębiorca, jego „nos” (często pracujący w przeważającej części na komputerze, nie w laboratorium) i jego księgowy.

Oczywiście od reguły są wyjątki, ale rynek nie wnika w szczegóły.

Wracając do Serge Lutensa… Na pewno postać w branży wyjątkowa, z pasją, a nawet wieloma. Lubię pasjonatów. Cenię pracowitość.Nie ganię kogoś za to, że chce osiągnąć też sukces finansowy. W perfumerii niszowej przeciętna cena but. 50 ml to ok . 400-500 PLN. Za to zapachów z nowej linii SECTION D’OR 50 ml to wydatek 2400 – 2600 PLN. No, ludzie…

Zapachy marki… czy mi się podobają ? Niespecjalnie. Butelki zapachów ? Tym bardziej nie.
Pierwszy zapach Lutensa kupiłam „w ciemno” bo trafiłam na okazje cenowa i nie mogłam się powstrzymać. Nie spodobał mi się, a dokładniej nie spodobał mi się tak jak wymagałaby jego rzekoma „wyjątkowość”. Postanowiłam sprawdzić, czy tylko za pierwszym razem nie miałam szczęścia… Niestety nie widzę w zapachach marki nic specjalnie wyjątkowego. Są wśród nich ładne, przeciętne i nieładne. Jak wszędzie. Na pewno nie nadawałabym im miana wyjątkowości.

Mam szacunek dla marki (bo nie dla wszystkich marek „niszowych” go mam), ale to za mało, żebym chciała na siłę się do niej przekonywać. (Szalenie podobają za to fotografie Lutensa.)
Na szczęście marek w branży są tysiące, mających w ofercie produkty nie tyle szczycące się „wyjątkowością”, co po prostu piękne…I chyba o to tak naprawdę w tej branży chodzi.

Jean Louis Scherrer – wspaniała moda, wspaniałe zapachy…

Kolejny wpis w cyklu, w którym chciałabym się podzielić informacjami o wielkich markach, które w Polsce są zupełnie nie znane albo bardzo mało znane…Nawet trudno się dziwić, bo są to czasem marki bardzo luksusowe, na które trudno byłoby znaleźć w Polsce zbyt (przynajmniej taki, który zapewniłby Dystrybutorowi oczekiwany obrót).

Jean-Louis Scherrer

Wielka marka, wielki projektant, którego wszystkie zapachy jakie miałam okazję poznać albo uwielbiam albo szalenie lubię…

Na zdjęciu : projektant z modelką na swoim pokazie

Jean-Louis Scherrer urodził się w 1935r w Paryżu. Za młodu kształcił się na tancerza, ale uraz kręgosłupa zatrzymał rozwój jego kariery w tej branży.
W 1956 postanowił zająć się swoją drugą pasją – projektowaniem mody. Zatrudnił się w Domu Mody Dior i wspólnie z młodym Yves Saint Laurent był asystentem wielkiego kreatora. Po śmierci Diora w 1957, Yves Saint Laurent został powołany na Dyrektora Kreatywnego marki a Jean-Louis Scherrer pracował już pod jego przewodnictwem. Nie zaspokajało to jednak jego aspiracji w dziedzinie mody. Przeszedł niebawem do Domu Mody Louis Feraud, aby w roku 1962 znaleźć wsparcie znanego francuskiego milionera i przy jego pomocy otworzyć własny Dom Mody.

A branża mody zamarła z zachwytu nad talentem młodego kreatora. Jego kariera zaczęła rozwijać się błyskawicznie, a stałymi klientkami stały się szybko m.in. Jacqueline Kennedy Onassis, Sophia Loren i Raquel Welch.
Jean-Louis Scherrer miał wielki talent, a jego kreacje wywoływały prawdziwy zachwyt na pokazach Haute Couture. Nie miał jednak głowy do interesów. Wielokrotnie oszukiwany przez wspólników, dość nieporadny w świecie biznesu kreator w 1990 roku stracił swój Dom Mody, który definitywnie został zamknięty w 2008.

Jak każdy z wielkich kreatorów Jean-Louis Scherrer wprowadził również na rynek zapachy firmowane swoim nazwiskiem.

Pierwszy zapach, jaki wszedł na rynek to po prostu Jean-Louis Scherrer. Stworzona w 1979r kwiatowo-aldehydowa kompozycja jest wybitnie jedną z moich ulubionych.

Kolejnymi zapachami tego Domu Mody wyjątkowo wartymi uwagi (wg mojej subiektywnej oceny) są :

Scherrer 2 Jean-Louis Scherrer (1986)
Nuits Indiennes Jean-Louis Scherrer (1994)
Nuits de Scherrer Jean-Louis Scherrer (1994)

Ostatnim zapachem wprowadzonym na rynek – tuż przed zamknięciem Domu Mody w 2008 – był Miss Sherrer Jean-Louis Scherrer. Kwiatowo-drzewno-piżmowa kompozycja kierowana do młodych, eleganckich kobiet.

Ja zainteresowałam się marką w latach 90-tych, jak zobaczyłam reklamę jej pierwszego zapachu…Jean-Louis Scherrer Jean-Louis Scherrer.

Stałam się dość szybko jego posiadaczką, choć w tamtych latach była to nie lada sztuka.
Był wtedy dla mnie nieco zbyt poważny i zbyt surowy, ale niezaprzeczalnie piękny. 3 lata temu udało mi się kupić kolejną butelkę. Moim zdaniem nie odbiega od tak klasycznych kompozycji kwiatowo-aldehydowych jak Chanel No5 (1921), Arpege Lanvin (1927) czy Caleche Hermes (1961).

Kolejnymi, jakie weszły w moje posiadanie były : Scherrer 2Nuits Indiennes, Miss Scherrer i Immense.

Niedawno udało mi się kupić dla Męża jeden z 2 męskich zapachów wypuszczonych przez markę – S de Sherrer Homme Jean-Louis Scherrer. Zapach drzewny, piękny, bardzo zmysłowy i bardzo męski.

Mam oczy szeroko otwarte jeśli chodzi o poszukiwania zapachów marki na rynku. Kupiłabym praktycznie w ciemno każdy zapach wypuszczony pod szyldem Jean-Louis Scherrera bo jak dotąd nie było w tej marce takiego, który mi się nie podobał.

Moja kolekcja zapachów tej marki nie jest jak na razie imponująca, ale i tak się cieszę…

Jean-Louis Scherrer zmarł po ciężkiej chorobie w 2013 r. Kondolencje w mediach składali wszyscy wielcy świata mody …
Mam nadzieję, że jego starsze zapachy będzie można gdzieś jeszcze trafić, bo ostatnio ukazały się na rynku nowe…To znaczy, że ktoś ta markę dalej prowadzi…

 

Byblos – włoska moda i perfumy…

Kolejna marka, którą lubię i miałam okazję spotkać się z nią po raz pierwszy w latach 90-tych w trakcie pobytu za granicą.
Włoska marka luksusowa, której w Polsce można czasami spotkać jakieś zapachy, a i to niewiele…Szkoda.
Mają super ciuchy tylko w cenach mocno „osłabiających”, jeśli nie trafi się na jakąś mega wyprzedaż posezonową…

byblos

Za rok powstania uważa się oficjalnie rok 1973, ale zaistniała wtedy jedynie jako niewielki oddział koncernu Genny SpA.
Jednym z pierwszych stylistów tworzących pierwsze linie marki był młody Gianni Versace.
Ok. roku 1983 byblos zaistniało już jako niezależna spółka.
Marka skupiła się na luksusowych kolekcjach pret-a-porter, kierowanych głównie do ludzi młodszych.
Założeniem marki było wprowadzanie na rynek mody wesołej, nonszalanckiej, żywiołowej z kolekcjami mocno odświeżanymi co roku.
Inspiracją dla wielu kolekcji było zafascynowanie projektantów marki egzotycznymi krainami.

Pod koniec lat 90-tych marka zaczęła mieć problemy, zmieniała dyrektorów kreatywnych, zawieszała kolejne linie. Rynek zarzucał marce brak nowych pomysłów i marazm.
Od roku 2001 sytuacja rynkowa marki ustabilizowała się, a jej kolekcje znowu zachwycają świat mody.

Marka od początku istnienia wprowadziła na rynek prawie 40 zapachów. Są bardzo różne jeśli chodzi o wartość kompozycji, ale na kilka warto zwrócić uwagę…

Pierwszym był stworzony w 1990 roku Byblos Byblos. Kwiatowo-owocowa kompozycja, która zawojowała ówczesny rynek perfumeryjny. W nietypowej, ciekawej butelce o stonowanej kolorystyce.

Pierwszym zapachem męskim był Byblos Uomo, który wszedł na rynek w 1993.

Najciekawsze zapachy marki (wg. mojej subiektywnej opinii) to:

Byblos Byblos (1990)

Byblos Uomo (1993)

Byblos Bamboo for men (2004)

Byblos Byblos Man (2006)

Byblos In Black (2011)

Byblos Fusion (2013)

Mam pierwszy zapach marki Byblos – fascynujący, intrygujący swoistą „innością”. Zdecydowanie wart poznania. Lekki, typowo letni, w bardzo fajnej butelce.

Marka nie jest dostępna w sieciowych perfumeriach , a więc chociaż to powoduje, że nie jest powszechnie znana. Nie ma też z tego powodu sztucznie windowanych cen, a więc można w Polsce niektóre zapachy marki kupić za umiarkowane pieniądze w perfumeriach internetowych (nie wszystkie, ale czasem niektóre bywają).

JACOMO – czyli moda i perfumy od lat 60. XX wieku

Marka amerykańska, mało znana, choć obecna na rynku branży fashion od lat 60-tych, a na perfumeryjnym od lat 70-tych.
Jeśli ktoś jest jedynie „użytkownikiem” perfum – raczej jej nie zna. Jeśli ktoś zagłębia się w świat zapachów i lubi poznawać coś więcej niż zawartość półek perfumerii sieciowych powinien markę znać…

JACOMO

Marka Jacomo ma swoje początki w latach 60-tych XX wieku. Amerykanin James Kaplan i Francuz Gerard Courtin spotkali się przypadkowo w Nowym Jorku, na 5th Avenue. Obaj przejawiali wielką miłość do sztuki, muzyki i designu. Połączyły ich więc wspólne interesy – stworzyli markę mody „Jacomo” i otworzyli butik w Nowym Jorku, w którym zaoferowali swoje projekty zgodne z najnowszymi trendami nowojorskimi.

Jak każda marka z branży fashion postanowili wprowadzić na rynek również swoje perfumy.

Ich pierwszym zapachem była woda Cendree dla mężczyzn, która weszła na rynek w 1970 roku.
Rok później wprowadzono na rynek pierwszy zapach damski – Chicane (kwiatowo-aldehydowy).


Zapachy stały się głównym kierunkiem rozwoju marki.
Wypuszczony na rynek w 1978 roku zapach Silences (kwiatowo-zielony) stał się wielkim przebojem marki, produkowanym do tej pory.
W roku 1987 na rynku pojawił się wyjątkowy, niepowtarzalny Coeur de Parfum (szyprowo-kwiatowy) – obecnie niestety bardzo trudny do zdobycia.

Firma w końcu kupiła własne zakłady produkcyjne w Deauville. Zawsze z ogromną dbałością o design opakowań zaczęła wprowadzać na rynek serie zapachów dedykowanych kobietom i mężczyznom…
Anthracite, Aura, Paradox czy Paradox Green. Każda z linii miała wersję zapachu zarówno damską jak i męską, co było dobrze przyjmowane przez rynek.
Podobne w formie były również opakowania.

Parfums Jacomo został przejęty przez francuską firmę Sarbec Cosmetics w roku 1995. Sarbec postanowił poprowadzić markę Jacomo w innym kierunku, w stronę zapachów mniej popularnych i bardziej wysublimowanych. Zgodnych z trendami.
Klasyczne zapachy marki powstałe od 1970 roku do roku 2000 są nadal w produkcji (choć nie wszystkie), ale nowa linia luksusowych perfum rozpoczęła się w 2010 roku serią Art Collection, w której skład weszły 3 zapachy dla kobiet.

Nowi właściciele marki starają się zachować dawny styl, ale chcą też iść z duchem czasu z uwzględnieniem zmieniającej się mody.

Czy to dobrze ? Sama nie wiem. Cenię zapachy starszych marek ze względu na specyficzny klimat. Akurat w kwestii zapachów nie jestem w zgodzie z trendami… Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem.

Co mam z marki Jacomo ? Miniatury zapachów Paradox, Silences, Silences Purple oraz zapach Aura for Women (2001), Silences (1978) oraz It’s Me for Her (2011) w pełnowymiarowych butelkach. Mąż ma w swojej kolekcji Jacomo for Men z 2007 roku. Orientalno-drzewny, bardzo fajny, dość uniwersalny zapach. Rzekłabym nawet – elegancki. Niedawno dostał też Aura for Men (2000)
Jego następcą jest wydany w 2013 roku Jacomo Oud for Men. Zapach inspirowany orientem, którego w Polsce jeszcze nie spotkałam…

Zapachy Jacomo bywają w polskich perfumeriach internetowych. W większości przypadków podobają mi się, choć czasem wydają się dość siermiężne (mam na myśli męskie).