Jean Louis Scherrer – wspaniała moda, wspaniałe zapachy…

Kolejny wpis w cyklu, w którym chciałabym się podzielić informacjami o wielkich markach, które w Polsce są zupełnie nie znane albo bardzo mało znane…Nawet trudno się dziwić, bo są to czasem marki bardzo luksusowe, na które trudno byłoby znaleźć w Polsce zbyt (przynajmniej taki, który zapewniłby Dystrybutorowi oczekiwany obrót).

Jean-Louis Scherrer

Wielka marka, wielki projektant, którego wszystkie zapachy jakie miałam okazję poznać albo uwielbiam albo szalenie lubię…

Na zdjęciu : projektant z modelką na swoim pokazie

Jean-Louis Scherrer urodził się w 1935r w Paryżu. Za młodu kształcił się na tancerza, ale uraz kręgosłupa zatrzymał rozwój jego kariery w tej branży.
W 1956 postanowił zająć się swoją drugą pasją – projektowaniem mody. Zatrudnił się w Domu Mody Dior i wspólnie z młodym Yves Saint Laurent był asystentem wielkiego kreatora. Po śmierci Diora w 1957, Yves Saint Laurent został powołany na Dyrektora Kreatywnego marki a Jean-Louis Scherrer pracował już pod jego przewodnictwem. Nie zaspokajało to jednak jego aspiracji w dziedzinie mody. Przeszedł niebawem do Domu Mody Louis Feraud, aby w roku 1962 znaleźć wsparcie znanego francuskiego milionera i przy jego pomocy otworzyć własny Dom Mody.

A branża mody zamarła z zachwytu nad talentem młodego kreatora. Jego kariera zaczęła rozwijać się błyskawicznie, a stałymi klientkami stały się szybko m.in. Jacqueline Kennedy Onassis, Sophia Loren i Raquel Welch.
Jean-Louis Scherrer miał wielki talent, a jego kreacje wywoływały prawdziwy zachwyt na pokazach Haute Couture. Nie miał jednak głowy do interesów. Wielokrotnie oszukiwany przez wspólników, dość nieporadny w świecie biznesu kreator w 1990 roku stracił swój Dom Mody, który definitywnie został zamknięty w 2008.

Jak każdy z wielkich kreatorów Jean-Louis Scherrer wprowadził również na rynek zapachy firmowane swoim nazwiskiem.

Pierwszy zapach, jaki wszedł na rynek to po prostu Jean-Louis Scherrer. Stworzona w 1979r kwiatowo-aldehydowa kompozycja jest wybitnie jedną z moich ulubionych.

Kolejnymi zapachami tego Domu Mody wyjątkowo wartymi uwagi (wg mojej subiektywnej oceny) są :

Scherrer 2 Jean-Louis Scherrer (1986)
Nuits Indiennes Jean-Louis Scherrer (1994)
Nuits de Scherrer Jean-Louis Scherrer (1994)

Ostatnim zapachem wprowadzonym na rynek – tuż przed zamknięciem Domu Mody w 2008 – był Miss Sherrer Jean-Louis Scherrer. Kwiatowo-drzewno-piżmowa kompozycja kierowana do młodych, eleganckich kobiet.

Ja zainteresowałam się marką w latach 90-tych, jak zobaczyłam reklamę jej pierwszego zapachu…Jean-Louis Scherrer Jean-Louis Scherrer.

Stałam się dość szybko jego posiadaczką, choć w tamtych latach była to nie lada sztuka.
Był wtedy dla mnie nieco zbyt poważny i zbyt surowy, ale niezaprzeczalnie piękny. 3 lata temu udało mi się kupić kolejną butelkę. Moim zdaniem nie odbiega od tak klasycznych kompozycji kwiatowo-aldehydowych jak Chanel No5 (1921), Arpege Lanvin (1927) czy Caleche Hermes (1961).

Kolejnymi, jakie weszły w moje posiadanie były : Scherrer 2Nuits Indiennes, Miss Scherrer i Immense.

Niedawno udało mi się kupić dla Męża jeden z 2 męskich zapachów wypuszczonych przez markę – S de Sherrer Homme Jean-Louis Scherrer. Zapach drzewny, piękny, bardzo zmysłowy i bardzo męski.

Mam oczy szeroko otwarte jeśli chodzi o poszukiwania zapachów marki na rynku. Kupiłabym praktycznie w ciemno każdy zapach wypuszczony pod szyldem Jean-Louis Scherrera bo jak dotąd nie było w tej marce takiego, który mi się nie podobał.

Moja kolekcja zapachów tej marki nie jest jak na razie imponująca, ale i tak się cieszę…

Jean-Louis Scherrer zmarł po ciężkiej chorobie w 2013 r. Kondolencje w mediach składali wszyscy wielcy świata mody …
Mam nadzieję, że jego starsze zapachy będzie można gdzieś jeszcze trafić, bo ostatnio ukazały się na rynku nowe…To znaczy, że ktoś ta markę dalej prowadzi…

 

Reklamy

Byblos – włoska moda i perfumy…

Kolejna marka, którą lubię i miałam okazję spotkać się z nią po raz pierwszy w latach 90-tych w trakcie pobytu za granicą.
Włoska marka luksusowa, której w Polsce można czasami spotkać jakieś zapachy, a i to niewiele…Szkoda.
Mają super ciuchy tylko w cenach mocno „osłabiających”, jeśli nie trafi się na jakąś mega wyprzedaż posezonową…

byblos

Za rok powstania uważa się oficjalnie rok 1973, ale zaistniała wtedy jedynie jako niewielki oddział koncernu Genny SpA.
Jednym z pierwszych stylistów tworzących pierwsze linie marki był młody Gianni Versace.
Ok. roku 1983 byblos zaistniało już jako niezależna spółka.
Marka skupiła się na luksusowych kolekcjach pret-a-porter, kierowanych głównie do ludzi młodszych.
Założeniem marki było wprowadzanie na rynek mody wesołej, nonszalanckiej, żywiołowej z kolekcjami mocno odświeżanymi co roku.
Inspiracją dla wielu kolekcji było zafascynowanie projektantów marki egzotycznymi krainami.

Pod koniec lat 90-tych marka zaczęła mieć problemy, zmieniała dyrektorów kreatywnych, zawieszała kolejne linie. Rynek zarzucał marce brak nowych pomysłów i marazm.
Od roku 2001 sytuacja rynkowa marki ustabilizowała się, a jej kolekcje znowu zachwycają świat mody.

Marka od początku istnienia wprowadziła na rynek prawie 40 zapachów. Są bardzo różne jeśli chodzi o wartość kompozycji, ale na kilka warto zwrócić uwagę…

Pierwszym był stworzony w 1990 roku Byblos Byblos. Kwiatowo-owocowa kompozycja, która zawojowała ówczesny rynek perfumeryjny. W nietypowej, ciekawej butelce o stonowanej kolorystyce.

Pierwszym zapachem męskim był Byblos Uomo, który wszedł na rynek w 1993.

Najciekawsze zapachy marki (wg. mojej subiektywnej opinii) to:

Byblos Byblos (1990)

Byblos Uomo (1993)

Byblos Bamboo for men (2004)

Byblos Byblos Man (2006)

Byblos In Black (2011)

Byblos Fusion (2013)

Mam pierwszy zapach marki Byblos – fascynujący, intrygujący swoistą „innością”. Zdecydowanie wart poznania. Lekki, typowo letni, w bardzo fajnej butelce.

Marka nie jest dostępna w sieciowych perfumeriach , a więc chociaż to powoduje, że nie jest powszechnie znana. Nie ma też z tego powodu sztucznie windowanych cen, a więc można w Polsce niektóre zapachy marki kupić za umiarkowane pieniądze w perfumeriach internetowych (nie wszystkie, ale czasem niektóre bywają).

JACOMO – czyli moda i perfumy od lat 60. XX wieku

Marka amerykańska, mało znana, choć obecna na rynku branży fashion od lat 60-tych, a na perfumeryjnym od lat 70-tych.
Jeśli ktoś jest jedynie „użytkownikiem” perfum – raczej jej nie zna. Jeśli ktoś zagłębia się w świat zapachów i lubi poznawać coś więcej niż zawartość półek perfumerii sieciowych powinien markę znać…

JACOMO

Marka Jacomo ma swoje początki w latach 60-tych XX wieku. Amerykanin James Kaplan i Francuz Gerard Courtin spotkali się przypadkowo w Nowym Jorku, na 5th Avenue. Obaj przejawiali wielką miłość do sztuki, muzyki i designu. Połączyły ich więc wspólne interesy – stworzyli markę mody „Jacomo” i otworzyli butik w Nowym Jorku, w którym zaoferowali swoje projekty zgodne z najnowszymi trendami nowojorskimi.

Jak każda marka z branży fashion postanowili wprowadzić na rynek również swoje perfumy.

Ich pierwszym zapachem była woda Cendree dla mężczyzn, która weszła na rynek w 1970 roku.
Rok później wprowadzono na rynek pierwszy zapach damski – Chicane (kwiatowo-aldehydowy).


Zapachy stały się głównym kierunkiem rozwoju marki.
Wypuszczony na rynek w 1978 roku zapach Silences (kwiatowo-zielony) stał się wielkim przebojem marki, produkowanym do tej pory.
W roku 1987 na rynku pojawił się wyjątkowy, niepowtarzalny Coeur de Parfum (szyprowo-kwiatowy) – obecnie niestety bardzo trudny do zdobycia.

Firma w końcu kupiła własne zakłady produkcyjne w Deauville. Zawsze z ogromną dbałością o design opakowań zaczęła wprowadzać na rynek serie zapachów dedykowanych kobietom i mężczyznom…
Anthracite, Aura, Paradox czy Paradox Green. Każda z linii miała wersję zapachu zarówno damską jak i męską, co było dobrze przyjmowane przez rynek.
Podobne w formie były również opakowania.

Parfums Jacomo został przejęty przez francuską firmę Sarbec Cosmetics w roku 1995. Sarbec postanowił poprowadzić markę Jacomo w innym kierunku, w stronę zapachów mniej popularnych i bardziej wysublimowanych. Zgodnych z trendami.
Klasyczne zapachy marki powstałe od 1970 roku do roku 2000 są nadal w produkcji (choć nie wszystkie), ale nowa linia luksusowych perfum rozpoczęła się w 2010 roku serią Art Collection, w której skład weszły 3 zapachy dla kobiet.

Nowi właściciele marki starają się zachować dawny styl, ale chcą też iść z duchem czasu z uwzględnieniem zmieniającej się mody.

Czy to dobrze ? Sama nie wiem. Cenię zapachy starszych marek ze względu na specyficzny klimat. Akurat w kwestii zapachów nie jestem w zgodzie z trendami… Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem.

Co mam z marki Jacomo ? Miniatury zapachów Paradox, Silences, Silences Purple oraz zapach Aura for Women (2001), Silences (1978) oraz It’s Me for Her (2011) w pełnowymiarowych butelkach. Mąż ma w swojej kolekcji Jacomo for Men z 2007 roku. Orientalno-drzewny, bardzo fajny, dość uniwersalny zapach. Rzekłabym nawet – elegancki. Niedawno dostał też Aura for Men (2000)
Jego następcą jest wydany w 2013 roku Jacomo Oud for Men. Zapach inspirowany orientem, którego w Polsce jeszcze nie spotkałam…

Zapachy Jacomo bywają w polskich perfumeriach internetowych. W większości przypadków podobają mi się, choć czasem wydają się dość siermiężne (mam na myśli męskie).

Cięcie kosztów w branży perfumeryjnej…

W ostatnich postach na stronach mojego bloga na FB przewinął się temat pięknych flakonów. Które stają się rzadkością, bo obecnie firmy stawiają na potanienie kosztów produkcji wszystkiego. Perfumy są najbardziej opłacalnym biznesem związanym z branżą fashion, a współczesnym biznesmenom zawsze mało…
Przed kilkudziesięciu czy kilkunastu laty nie wypuszczano kilkunastu wersji tego samego zapachu, a butelki były rozpoznawalne. Rzut oka wystarczał, żeby zgadnąć co jest zawartością. Nad każdą butelka musiał się pochylić artysta plastyk lub projektant, dopasować ją do zapachu. Wejściu zapachu na rynek towarzyszyła reklama. Taka, która nie powtarzała się przy innych zapachach. Indywidualna…
Teraz luksusowe marki wypuszczają po kilkanaście (a nawet więcej) wersji tego samego zapachu zmieniając minimalnie skład i wykorzystujące te same butelki i nawet te same reklamy. Cięcie kosztów zeszło poniżej krytyki…

givenchy

Givenchy – seria Ange Ou Demon – do dziś weszło na rynek od 2006 roku prawie 20 „różnych” zapachów.

Zrobiłam jakiś czas temu zdjęcie dwóch różnych kobiecych magazynów ( z dwóch przyległych miesięcy), w których są dwie reklamy RÓŻNYCH ZAPACHÓW (przynajmniej teoretycznie, ten z lewej strony to oczywiście „nowość”!).

Co do marki Dior już wcześniej miałam podejrzenia że lecą na łeb na szyję z jakością i patrzą wyłącznie na zysk. Miałam znajomą pracującą u Dystrybutora marki Dior w Polsce i miałam możliwość kupowania ich produktów na „kiermaszach pracowniczych”. J’adore mogłam kupować w cenie ok. 100,00 za 100 ml i ok. 60,00 za 50 ml. (Tylko po co ? Dla mnie ten zapach to masowy przeciętniak na maksa rozreklamowany). Ciekawe są w tej branży – jak widać – marże, bo Dystrybutor umożliwiając takie ceny pracownikom wcale do interesu nie dokładał. Cienie Diora kosztujące w perfumerii 360,00 kupowałam po 60,00, a lakiery i szminki po ok. 30,00 (perfumeria – ok.120,00). Perfumerie sieciowe organizując klientom dni z rabatem 20% dalej zarabiają krocie. Wszyscy mają krocie tylko durny klient ma po zakupach pusty portfel…

Wracając do załączonego zdjęcia – to dopiero nazywa się ograniczanie kosztów…Te same numery robi Givenchy czy Guerlain (nad czym potwornie ubolewam).

IMG_3503 (1)

Jako osoba ceniąca indywidualizm czy wyjątkowość patrzę ze smutkiem na to co się dzieje w branży perfumeryjnej. Nie chce mi się poznawać kolejnych „nowości” w identycznych butelkach i podziwiać identycznych reklam teoretycznie różnych zapachów. Dla mnie to brak szacunku dla klienta, który często kosztem sporych wyrzeczeń chce kupić sobie luksusowy zapach (czy inny „luksusowy” produkt).

Guerlain

Guerlain – seria La Petite Robe Noir – obecnie składa się na nią ponad 20 „różnych” zapachów wchodzących na rynek sukcesywnie od 2009 roku.

Cięcie kosztów za pomocą potanienia receptury samej kompozycji to już temat na inny artykuł…

WEIL czyli coś niecoś o marce wspaniałej choć nieco zapomnianej…

Zastanawiałam się, czy aby na pewno marka WEIL powinna znaleźć się w cyklu „Mało znane marki…”
Przecież to klasyk. Zapachy tej marki to marzenie polskich kobiet w latach 70-tych i 80-tych dostępne jedynie w sklepach Pewex.

Czy więc „mało znana” ? Tak, przez osoby w wieku 20+ i 30+, które w czasach funkcjonowania sklepów Pewex były dopiero w planach swoich Rodziców lub chadzały do przedszkola.
Stara marka z tradycjami, marka, która dalej funkcjonuje – niestety nie na polskim mocno ograniczonym rynku…

WEIL

Mała rodzinna firma wywodząca się z rodu kuśnierzy, została założona w 1912 roku. Trzej bracia Jacques, Marcel i Alfred Weil, którzy zajmowali się produkcją futer dla bogatych klientów, zapragnęli oferować tym klientom również zapachy pasujące do owych futer. Taki był pierwotny zamysł…

Parfums Weil została założona w 1927 a jej pierwszym pomysłem na zapach była kompozycja pasująca do futer i eliminująca ich naturalny zapach, często męczący dla bogatej klienteli.

Wszystkie perfumy, które zostały wypuszczone na rynek w okresie od 1927 do 1954 był w butelkach wykonanych przez słynną markę Baccarat.
Podczas wojny w 1940 roku firma zamknęła swoje biura w Paryżu i przeniosła się do USA. Fabryka w Paryżu została przejęta przez Niemców, którzy co prawda wznowili produkcję zapachów, ale nigdy nie weszła ona na większą skalę na rynek. Po wojnie fabryka oficjalnie wróciła do posiadania rodziny Weila.

W dziejach Parfums Weil nastąpiła zmiana właściciela kilka razy. Od 1960 roku firma zmieniała właścicieli wielokrotnie. Zawsze były to jednak firmy związane z branżą perfumeryjną.

Pierwszym zapachem marki był wprowadzony na rynek w 1928 roku Zibeline.
Zapach, który od samego początku bił rekordy popularności sprzedaży.
Kolejny to Secret De Venus z roku 1933 oraz Antilope z roku 1946. Co ciekawe – zapach Antilope był początkowo źle przyjęty przez rynek, jako zbyt „męski”. Klientki zaakceptowały go dopiero po zmianie i wyłagodzeniu receptury.

Na pewno na uwagę zasługuje słynny Weil De Weil z roku 1971, moja ukochana Chunga z 1977 roku oraz nietypowy Bambou z 1984.
Z męskich kompozycji najciekawszy jest chyba pierwszy męski zapach marki – Kipling z 1986 roku. Osobiście kupiłam go raz w życiu na prezent dla Taty właśnie w jednym ze sklepów Pewex.

Marka istnieje nadal i nadal wprowadza na rynek zapachy, choć stosunkowo niewiele. Ostatni pojawił się na rynku w roku 2014.

W roku 2010 marka wypuściła na rynek linię Les Merveilles de Weil – reaktywowane wersje swoich wielkich przebojów perfumeryjnych.
W linii znalazły się zapachy Zibeline , Secret i Reve.

Mam przyjemność posiadać wśród swoich zapachów Zibeline i Secret, który miałam też ok. 10 lat temu w wersji pierwotnej, sprzed reformulacji…
Z ogromną nostalgią i wzruszeniem wspominam zapach Chunga, który dostałam od mamy tuż przed maturą. Wspaniała kompozycja…

Bardzo żałuję, że tyle wspaniałych marek działających na rynku perfumeryjnym jest tak mało znanych, przynajmniej w Polsce.
Bo nie mają oficjalnego Dystrybutora ? Bo nie zalegają na półkach Sephor i Douglasów po 350 zł za butelkę ? Chyba tak.
Ale może dlatego, że mimo upływu czasu nie dają się skomercjalizować i upchnąć na półkach między zapachami kiepskimi za to mocno rozreklamowanymi ?
Cenię takie marki. Oczywiście jakość ich współczesnych wyrobów jest uzależniona od tego w czyich rękach się obecnie znajdują, ale nie dajmy się zwariować. Często w dalszym ciągu biją na głowę „arcydzieła” dostępne w sieciówkach…

Ostatnio miałam wielką ochotę wejść ponownie w posiadanie zapachu Chunga… Cena ok. 100 USD za 60ml EDT na Ebayu nieco mnie ostudziła, ale kto wie…

Jessica McClintock – zapachy godne sukien ślubnych

Jessica McClintock Inc. jest amerykańską marką specjalizującą się w modzie ślubnej i wizytowej. Zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Projektantka rozpoczęła działalność w roku 1970 wchodząc na rynek przebojem z efektownymi długimi sukniami z trenem i gorsetem. Z czasem rozszerzyła działalność na akcesoria, wyposażenie domu, okulary i oczywiście perfumy.

Projektantka postawiła na styl pełen przepychu, charakterystyczny dla amerykańskiego rynku i bardzo przez amerykanów lubiany. Wyszła z założenia, że każda kobieta chce czasem poczuć się jak  „królowa” czy „królewna”…

Ten pełen przepychu styl dał się odczuć we wszystkich projektach kreatorki, stając się jej cechą charakterystyczną.

W roku 1988 weszły na rynek pierwsze perfumy marki nazwane po prostu Jessica McClintock.
Zapach kobiecy, kwiatowy, z dominująca nutą konwalii i jaśminu.

Na zdjęciu : projektantka (2014)

Dzięki Mężowi posiadam od 2 lat ten zapach w mojej kolekcji i bardzo się z tego powodu cieszę. Nawet dokupiłam już drugi „na zapas”. Przypomina mi Diorissimo Christiana Diora, które uwielbiam, ale jest troszkę cięższy w odbiorze. Bardziej amerykański . Na pewno bardzo kobiecy, na pewno też pasuje do kreacji Pani McClintock…

Drugim znanym i wartym uwagi zapachem marki jest Jess, kwiatowa kompozycja z 1995 roku, z dominującymi nutami hiacynta i kwiatu pomarańczy.
Nie miałam okazji poznać wszystkich zapachów marki, ale jak zdążyłam się zorientować chyba wszystkie są w stylu bardzo kobiecym.

Projektantka w 2014 ogłosiła przejście na emeryturę i rozpoczęła zamykanie wszystkich swoich butików.

Może to ostatnia chwila, żeby poznać jej zapachy ?

Judith Leiber – niebanalna marka z ładnymi zapachami

I kolejna marka w Polsce kompletnie nie znana, a warta poznania, choćby ze względu na nietypowość tego co proponuje (niestety tylko bogatym, choć zapachy można kupić w rozsądnej cenie).

Judith Leiber

Judith urodziła się w Budapeszcie, na Węgrzech, gdzie ona i jej rodzina przetrwała II wojnę światową i Holocaust. W 1946 roku wyszła za mąż za Gersona Brooklyna Leibera, amerykańskiego żołnierza pełniącego służbę w Budapeszcie. Po ślubie wyjechali razem do Stanów Zjednoczonych. Judith Leiber przez następne szesnaście lat pracowała dla kilku firm produkujących torebki, by później razem z mężem założyć własną markę w 1963 roku. Szybko firma stała się bardzo modna wśród bogatej części społeczeństwa, a torby pani Leiber stały się na rynku poszukiwane przez coraz większą liczbę klientów.

Judith Leiber zamiłowanie do projektowania toreb przejawiała jeszcze w dzieciństwie, patrząc z zachwytem jak jej ojciec (często podróżujący po świecie) przywoził jej matce kolejne piękne torby i torebki.
Miała wysoce rozwinięte zdolności plastyczne i wyjątkową wyobraźnię.
Postawiła na torebki typowo wieczorowe o fascynujących kształtach i wzornictwie nawiązujących głównie do przyrody.
W swoich projektach korzystała z takich materiałów jak skóry (często bardzo egzotyczne), srebro i kryształy Swarovskiego.
Torebki marki dostępne są w ekskluzywnych firmowych butikach i najbardziej luksusowych domach towarowych…

 

Torebki Judith Leiber znajdują się w zbiorach : Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, Los Angeles County Museum of Art, a nawet w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie.
Jej torebki nosiły i noszą wielkie gwiazdy ekranu, pierwsze damy ameryki i wiele sławnych osobistości z całego świata.

Torebki Judith Leiber kosztują średnio od 3 do 5 tys. USD.

W celu obniżenia ceny w ostatnich latach marka zaczęła wprowadzać na rynek więcej torebek z jedwabiu.

I tak jak to zazwyczaj bywa, są często kopiowane i podrabiane.

(Projektantka osobiście ceni sobie torebki marek Bottega Veneta i Gucci.)

Judith Leiber jest jedną z najsłynniejszych projektantek specjalizujących się w torebkach typu minaudiere – nazwa pochodzi od francuskiego słowa oznaczającego „być uroczy” .

W 1993 roku firma została sprzedana, pani Leiber pozostała Prezesem i głównym projektantem przez kilka kolejnych lat; później została już tylko konsultantem firmy. Przeszła na emeryturę w 1998 roku.

Razem z mężem otworzyli prywatne muzeum, w którym znajduje się kilkaset najbardziej znanych modeli marki.

Jak każda marka działająca na rynku mody, również Judith Leiber wypuściła własne zapachy. Szkoda, że już po odejściu projektantki z własnej marki.
Stylistyka opakowań nawiązuje do kształtu torebek produkowanych przez markę.

Zapachy są eleganckie, bardzo kobiece. Pasujące do torebek marki i jej pełnego przepychu stylu.

Niedawno dostałam jeden z jej zapachów – orientalny Judith Leiber NIGHT. Zapach słodki, zmysłowy, przeznaczony na specjalne okazje. Osobiście bardzo mi się podoba, a chciałabym jeszcze Judith Leiber TOPAZ.