Miniaturki perfum vs. „odlewki”…

Od ponad 20 lat kolekcjonuję miniatury. Nie traktuję ich jako egzemplarzy „użytkowych”, ale jako kolekcję. No chyba, że mam je podwójnie. Zatem nie używam swoim miniatur i 90% z nich nawet nie otwierałam. Kiedyś kupno miniatury graniczyło z cudem, w zasadzie można je było kupować jedynie na lotniskach w strefie wolno cłowej. Od kilku lat nie ma jednak już z tym problemu. Oryginalne miniatury są dostępne w prawie każdej perfumerii internetowej , a ich zestawy bywają również w luksusowych perfumeriach sieciowych.
Uważam , że miniatury są doskonałą opcją dla kogoś, kto chce poznać zapach. Są firmowo napełniane, buteleczki są szklane, ich zawartość to od 3 ml do 7,5 ml zatem pozwala na kilkanaście użyć (czasem i więcej). Dodatkowo są niewątpliwym elementem ozdobnym każdej toaletki czy półki. Można je dostać zazwyczaj w cenach od 4,00 do 20,00 PLN za szt. Kupując miniaturę ma się gwarancję zawartego w niej zapachu.

Co z „odlewkami” ? Ja ich nie uznaje w ogóle. Oczywiście wymienianie się „odlewkami” czy zakup „odlewek” umożliwia poznanie większej ilości kompozycji, ale… No właśnie. Nie mamy gwarancji, że zapach wewnątrz pachnie tak samo jak w oryginalnej butelce.
Zapachy przelewane nie mają długiej trwałości. Co więcej, przelewane do plastikowych fiolek z atomizerem szybko zmieniają swój pierwotny zapach. Jeśli dostajemy do przetestowania przechodnią próbkę – darujmy sobie poznawanie z niej zapachu.
Kiedyś obdarowano mnie świeżo odlanymi próbkami zapachów (luksusowych oraz „niszowych”), właśnie do plastikowych atomizerków. Przetrzymałam je bez otwierania miesiąc. To co później zobaczyłam różniło się od tego co widziałam miesiąc wcześniej. Zapachy zmieniły kolor, ulotniły się . Kilka z nich zwyczajnie śmierdziało (a były to próbki zapachów luksusowych).
Zrobiłam próbę sama. Zaopatrzyłam się w kilka pojemniczków z atomizerem. „Przepsikałam” do nich swoje ulubione zapachy i obserwowałam zachowanie płynu w pojemniczkach.
Niezależnie od marki już po 2 tyg. zaczął zmieniać się kolor płynu i jego pojemność. Po upływie miesiąca/półtora wszystkie zapachy pachniały nieco inaczej niż produkt w oryginalnej butelce. Miały również inny kolor.

Dlaczego zdecydowałam się to napisać ? Bo smuci mnie fakt poznawania zapachów z przechodnich próbek. Mam świadomość, że nie wszystkich zapachów można znaleźć miniatury. Ale warto poszukać lub zaryzykować zakup „w ciemno”.
Miniatury mają długą ważność, perfumy wewnątrz zachowują wszystkie swoje właściwości przez lata.

„Odlewki” to półśrodek do poznawania zapachu. Warto nie opierać się w swoich odczuciach na zapachu poznanym z „odlewki” (chyba, że mamy gwarancję, że ma kilka dni). Nasza opinia o kompozycji może być mocno myląca… 

Reklamy

Molyneux – wspaniała choć mało znana w Polsce marka

Molyneux Quartz pour Femme, szyprowo-kwiatowy zapach z roku 1977.

Jak znam życie – niespecjalnie znana nawet miłośnikom perfum, a przecież to marka licząca się w świecie perfum, która na dodatek istnieje od lat 30. XX wieku.
Pierwszy raz zetknęłam się z nią w latach 80. w sklepach Pewex, gdzie zapachy marki były dostępne. Oczywiście w cenach nie do końca przyjaznych przeciętnemu „zjadaczowi chleba”, a już na pewno nie studentce.

o.7428

Quartz miałam przyjemność poznać, ale wtedy bardziej podobała mi się sama butelka niż jej zawartość. Moja mama dostała w latach 90.perfumy Vivre (1971) marki i tu znowu bardziej podobała mi się butelka.
Ale wraz z wiekiem ewoluuje nasz gust, upodobania, preferencje…
Od dawna już wiem, że zapachy, które w latach 80. i 90. odbierałam jako ciężkie, trudne i gorzkie, teraz jak najbardziej są w moim typie. Niestety sporo z nich bardzo trudno już kupić, a przynajmniej nie w „normalnej” cenie.

LE10W-F

Perfumy to dla mnie emocje i tak też je głównie zapamiętuję. Nie nutami tylko emocjami, jakie we mnie wywoływały czy wywołują.
Jak trafiłam na Quartz kupiłam od razu. Tak samo od razu kupiłabym Vivre, Gauloise, Initiation czy Le Chic. Bez szukania opinii i przypominania sobie na siłę jak pachniały 20 czy 30 lat temu. Zresztą nikt nie ma takiej pamięci, żeby pamiętać zapach powąchany 30 lat temu – jeśli ktoś twierdzi, że to co wącha teraz różni się od tego co wąchał 30 lat temu to mocno przesadza z takim sformułowaniem. Wszystko ewoluuje. Coś co wydawało się piękne 30 lat temu teraz możemy odbierać jako brzydkie i na odwrót. Niekoniecznie wynika to ze zmiany samego produktu – najczęściej ze zmiany w nas. Znając siebie wiem, które zapachy z mojej młodości warte są odszukania, bo będą mi się obecnie podobać, a które mogę sobie odpuścić…
I sugeruje każdemu miłośnikowi perfum – w odbiorze zapachu skupiajcie się na emocjach, nie na nutach …

IMG_2581_resize

Revlon, Max Factor, Houbigant czyli gdy marki wymieniają się zapachami…

Moon Drops marki Revlon z 1970 roku…
Unikat, na który od dosyć dawna miałam chrapkę. Niestety jak w przypadku niektórych zapachów sprzed lat, marka Revlon zdecydowała sie sprzedać prawa do produkcji zapachu i obecnie produkuje go Prism Parfums Ltd.

Dlaczego marki tak robią ? Nie mam pojęcia. Na szczęście są też marki, które chętnie prawa do produkcji przejmują i zapachy można dalej kupić, choć zazwyczaj nie są powszechnie dostępne.
Guy Laroche sprzedał prawa do swojego słynnego zapachu J’ai Ose. Max Factor prawa do pięknego La Jardin. Houbigant do swoich zapachów Lutece i Chantilly. Balenciaga odstąpił Tedowi Lapidusowi swoją Rumbę…
Jeśli ktoś decyduje się dalej produkować zapach, tzn. że spodziewa się na niego popytu. Przecież nikt nie produkuje nic dla idei, tylko dla zysku.
Czy kompozycje, które zostały przez swoja markę sprzedane, dalej pachną tak samo ?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie uczciwie, trzeba by mieć porównanie i oba egzemplarze w ręku. I mieć naprawdę wykształcony zmysł węchu. Powąchać stary (produkowany przez pierwotną markę zapach ) oraz nowy (przez markę, która kupiła prawa).
Bo to, że wydaje nam się , że „kiedyś pachniało inaczej” to marny argument. Nasz gust i odbiór różnych rzeczy zmienia się wraz z upływem lat. Nie potrafimy uczciwie stwierdzić, że zapach, który wąchaliśmy 20 lat temu pachniał inaczej czy tak samo jak ten, co wąchamy obecnie. Może to lepiej – unikamy rozczarowań.
Zawsze staram się mieć zapach firmy-matki. Nie wierzę, że receptura Moon Drops po 48 latach nie uległa żadnej zmianie. Nie chodzi tu koniecznie o chęć „potanienia” produkcji, raczej o fakt braku dostępności do pewnych naturalnych składników, które (siłą rzeczy) musiały być zastąpione syntetycznymi.
Jeśli zrobione jest to dobrze i perfumiarz się przyłoży, amator nie powinien wyczuć różnicy. Nie czarujmy się – jesteśmy tylko amatorami, niezależnie od stopnia zaawansowania naszej pasji 🙂
Podsumowując – nie bójmy się zapachów produkowanych przez inną niż pierwotna markę. Inaczej nie będzie nam nigdy dane poznać pewnych zapachów sprzed lat…
Moon Drops, nawet produkowany przez Prism Parfums Ltd jest nadal wart posiadania.

Perfumy w czarnych butelkach…

Perfumy w czarnych butelkach… Zauważyliście, że ten kolor zazwyczaj pociąga za sobą zapach ciężki, zmysłowy, intrygujący ? Lubię zapachy z czarnych butelek. Prawie nigdy nie są banalne… Lubię czarny kolor… W zasadzie to dominujący kolor w mojej szafie i na moich półkach (czarnych mebli zresztą). Jeśli miałabym wybierać zakup zapachów w ciemno po kolorze ich butelek stawiałabym na czerń, a zaraz później na ciemną czerwień.

Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na zapachu z czarnej butelki. Habanita Molinard, Salvador Dali Parfum, Night Judith Leiber, Arpege Lanvin, Fantastique Louis Feraud, Explosive Etienne Aigner, Alaia Alaia…. Nie wszystkie są ciężkie, choćby Silences Jacomo, ale wszystkie są „jakieś”…

Butelka jest dla mnie nieodłącznym elementem zapachu, jaki zawiera. Powinna być dobrze dopasowana, nie tylko pod względem formy, lecz również koloru…Dlatego też nie lubię u współczesnych marek niszowych ładowania wszystkich zapachów w takie same butelki – zazwyczaj proste, ekonomiczne, byle jakie…

Judith Leiber – niebanalna marka z ładnymi zapachami

I kolejna marka w Polsce kompletnie nie znana, a warta poznania, choćby ze względu na nietypowość tego co proponuje (niestety tylko bogatym, choć zapachy można kupić w rozsądnej cenie).

Judith Leiber

Judith urodziła się w Budapeszcie, na Węgrzech, gdzie ona i jej rodzina przetrwała II wojnę światową i Holocaust. W 1946 roku wyszła za mąż za Gersona Brooklyna Leibera, amerykańskiego żołnierza pełniącego służbę w Budapeszcie. Po ślubie wyjechali razem do Stanów Zjednoczonych. Judith Leiber przez następne szesnaście lat pracowała dla kilku firm produkujących torebki, by później razem z mężem założyć własną markę w 1963 roku. Szybko firma stała się bardzo modna wśród bogatej części społeczeństwa, a torby pani Leiber stały się na rynku poszukiwane przez coraz większą liczbę klientów.

Judith Leiber zamiłowanie do projektowania toreb przejawiała jeszcze w dzieciństwie, patrząc z zachwytem jak jej ojciec (często podróżujący po świecie) przywoził jej matce kolejne piękne torby i torebki.
Miała wysoce rozwinięte zdolności plastyczne i wyjątkową wyobraźnię.
Postawiła na torebki typowo wieczorowe o fascynujących kształtach i wzornictwie nawiązujących głównie do przyrody.
W swoich projektach korzystała z takich materiałów jak skóry (często bardzo egzotyczne), srebro i kryształy Swarovskiego.
Torebki marki dostępne są w ekskluzywnych firmowych butikach i najbardziej luksusowych domach towarowych…

 

Torebki Judith Leiber znajdują się w zbiorach : Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, Los Angeles County Museum of Art, a nawet w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie.
Jej torebki nosiły i noszą wielkie gwiazdy ekranu, pierwsze damy ameryki i wiele sławnych osobistości z całego świata.

Torebki Judith Leiber kosztują średnio od 3 do 5 tys. USD.

W celu obniżenia ceny w ostatnich latach marka zaczęła wprowadzać na rynek więcej torebek z jedwabiu.

I tak jak to zazwyczaj bywa, są często kopiowane i podrabiane.

(Projektantka osobiście ceni sobie torebki marek Bottega Veneta i Gucci.)

Judith Leiber jest jedną z najsłynniejszych projektantek specjalizujących się w torebkach typu minaudiere – nazwa pochodzi od francuskiego słowa oznaczającego „być uroczy” .

W 1993 roku firma została sprzedana, pani Leiber pozostała Prezesem i głównym projektantem przez kilka kolejnych lat; później została już tylko konsultantem firmy. Przeszła na emeryturę w 1998 roku.

Razem z mężem otworzyli prywatne muzeum, w którym znajduje się kilkaset najbardziej znanych modeli marki.

Jak każda marka działająca na rynku mody, również Judith Leiber wypuściła własne zapachy. Szkoda, że już po odejściu projektantki z własnej marki.
Stylistyka opakowań nawiązuje do kształtu torebek produkowanych przez markę.

Zapachy są eleganckie, bardzo kobiece. Pasujące do torebek marki i jej pełnego przepychu stylu.

Niedawno dostałam jeden z jej zapachów – orientalny Judith Leiber NIGHT. Zapach słodki, zmysłowy, przeznaczony na specjalne okazje. Osobiście bardzo mi się podoba, a chciałabym jeszcze Judith Leiber TOPAZ.

Zapachy na lato – nowy temat w wakacyjnym poradniku urody

Co tydzień na portalu TrustedCosmetics poruszany jest kolejny temat dotyczący letniej pielęgnacji oraz dbałości o zdrowy i atrakcyjny wygląd. W tym tygodniu dotyczy letnich zapachów. Dla mnie to oczywiście ulubiona działka wszelkich „wyzwań” rzucanych na TrustedCosmetics, bo o zapachach mogę mówić czy pisać godzinami. A o ulubionych ? Jeszcze dłużej, bo ulubionych mam co najmniej kilkadziesiąt…

 

 

Wpis dotyczący zapachów letnich zrobiłam bezpośrednio na stronach portalu.

… czytaj tutaj : Ulubione letnie zapachy

Jednakże zagadnienie to nie jest takie proste (z mojego punktu widzenia) i niebawem do niego wrócę, tym razem już na stronach mojego bloga.

Bo lato dla mnie to najtrudniejszy okres, jeśli chodzi o stosowane zapachy. Moja niechęć do zapachów lekkich, cytrusowych, wodnych czy owocowych powoduje, że z zapachami na ciepłe, słoneczne dni mam naprawdę problem. co roku staram się go rozwiązać, powiększając swoją kolekcję o nowe egzemplarze, ale zastanawiam się co mną tak naprawdę kieruje. Chyba poszukuję pretekstu do kolejnych zakupów perfum… 🙂

 

 

pachnidelko.pl czyli asortyment, ceny, konkursy i bonusy perfumerii internetowej

Ostatnio wyraziłam na swoim bardzo niepochlebną opinię o Amfora.pl (związana z morele.net). Nie chodziło bynajmniej o produkty czy ceny, ale o skandaliczną obsługę klienta w przypadku wystąpienia reklamacji towaru. Uzasadnionej i powstałej na skutek niechlujności redagujących strony z asortymentem i braku kompetencji jeśli chodzi o opisy oferowanych produktów.

Dziś pora na opinię pochlebną.

Od kilku lat kupuję (głównie zapachy0 w polskich perfumeriach internetowych i mam co do nich mieszane opinie. Po kilku latach ograniczyłam zakupy do praktycznie 4 zaufanych miejsc. Inne odwiedzam okazjonalnie. Obecnie do tej listy dołączy pachnidelko.pl.

Kilka lat temu dokonałam dwukrotnie zakupu w tej perfumerii i byłam zadowolona. Ale ponieważ jestem klientem na zapachy unikatowe, starsze i rzadko spotykane, nie widziałam zbyt często w tej perfumerii produktów, które by mnie zainteresowały.

Niedawno trafiłam na konkursy organizowane przez perfumerię, wzięłam w nich udział i udało mi się w jednym wygrać. To spowodowało, że zaczęłam się baczniej przyglądać pachnidelku…

Przejrzałam asortyment. Spory wybór, ceny porównywalne do perfumerii, w których zazwyczaj kupuję.

Co mnie szczególnie zaciekawiło ? Marketing, który przyciąga. Konkursy organizowane na stronach perfumerii, na Instagramie i na Facebooku z atrakcyjnymi nagrodami. Zobaczyłam dziś, że na FB są co jakiś czas rozdawane czytelnikom stron pachnidelka próbki zapachów (również niszowych).

Nie mam strony na FB bo nie uznaję portali społecznościowych, ale doceniam pomysł ściągania w ten sposób uwagi na strony perfumerii. Próbka rzecz niewielka, a zawsze ktoś co jakiś czas może się ucieszyć, że ją otrzymał. A nic tak nie cieszy jak niespodziewany gift. Na stronach perfumerii na FB coś się dzieje, nowe informacje, nowe konkursy. Nie wszystkie sklepy tak mają, a w dobie ogromnej konkurencji warto takie działania docenić.

Zajrzałam na strony perfumerii. Sporo nowości, sporo marek niszowych w asortymencie. Menu strony czytelne. Wyszukiwarka sprawna. W ofercie sporo testerów w bdb cenach, szkoda tylko, ze brakuje informacji czy testery posiadają korek (często jest to dla kupującego istotne). Zawsze można dopytać, ale ostatnio jak wysłała takie pytanie nie doczekałam się odpowiedzi – może to przypadek. Na pewno to jeszcze sprawdzę…

Przy produktach jest podana ilość na stanie – to wygodne, a nie we wszystkich perfumeriach internetowych widziałam taką informację.

Co ciekawego znalazłam dziś w ofercie ?

ICEBERG PARFUM

Świetna, klimatyczna kwiatowo-owocowa kompozycja z roku 1989. Zapach w stylu vintage, więc amatorki kwiatowo-owocowych kompocików zalegających perfumerie nie będą zainteresowane. Natomiast miłośniczki klimatów z lat 80. i 90. zdecydowanie powinny. Cena za 100ml to 48,00 więc naprawdę śmiesznie niska. Tester, ale w przypadku tej butelki nie ma to najmniejszego znaczenia. butelka jest „kompletna”.

Salvador Dali DALIMIX GOLD

Następna perełka w doskonałej cenie. Teter z korkiem (a tu ma to znaczenie). kwiatowo-zielony zapach z roku 1997. Cudowny. 54,00 za 100ml – zdecydowanie warto się zastanowić.

Chopard Casmir

Klasyk. Dla miłośniczek waniliowego orientu z lat 90. XX wieku. 100ml za 87,00 to bardzo atrakcyjna cena. Niedawno kupiłam tester o tej pojemności (bez zatyczki) w cenie 95,00.

Dla Panów znalazłam  Lalique pour Homme Lion.

Tester z korkiem w cenie 67,00 za 75ml. Zapach bardzo męski, bardzo seksowny, drzewno-aromatyczna kompozycja z 1997 roku. Ja bardzo go lubię.

Będę zaglądać na strony perfumerii, bo w ciągu tych 2 lat, kiedy złożyłam w niej pierwsze zamówienia, w sposób wyraźny się rozwinęła. I idzie w dobrą stronę.

A moja wygrana w ich konkursie cieszy zarówno zmysł wzroku jak i zmysł węchu…(i przez moment również zmysł smaku)  🙂