Bzdury na temat perfum powielane w internecie…

Zastanawiałam się od dawna nad takim wpisem i myślę, że pora go zamieścić. Fake newsy dotyczą każdej branży. Zamieszczane najczęściej z premedytacją, ale też przy nieświadomości tego, że powielamy kompletne bzdety.

Perfumy – jakże wdzięczny i piękny temat. Ale tak jak w każdym temacie znajdą się ludzie, którzy będą się dzielić rzetelną wiedzą, ale też Ci, którzy będą powielać zasłyszane czy przeczytane gdzieś bzdury. Nie zastanawiając się nad ich sensem czy wiarygodnością. Bo po co ?

Żyjemy w czasach, kiedy zabiegany świat nie zatrzymuje się ani żeby kontemplować piękno, ani podtrzymywać więzi, ani też skupić się na poszerzaniu wiedzy w oparciu o rzetelne i wiarygodne źródła.

Ktoś gdzieś coś przeczytał na fb, coś obejrzał na YouTube i puszcza w świat przyswojoną „wiedzę”. Czy zastanawia się ile w informacjach prawdy ? Zazwyczaj nie.

Jakie bzdury pojawiają się w internecie na temat perfum ? Bardzo różne…

  • Ważność perfum to 3 lata od otwarcia
  • Perfumy należy przechowywać w lodówce, w piwnicy, owinięte w ciemny papier
  • Perfumy się „psują”
  • Ważność perfum to 5 lat od daty produkcji
  • Perfumy z wyciętym kodem produkcji to podróbki
  • Wszystkie perfumy przechodzą „reformulację”

Co mają wspólnego te informacje z faktami ? NIC.

Ważność perfum wyposażonych w atomizer i przechowywanych we właściwy sposób jest bez ograniczenia. Mam perfumy otwarte i napoczęte nawet ok. 18 lat temu i kompletnie nic im nie dolega. Nie zmieniły ani zapachu, ani trwałości. Nie wyparowały i nie zmieniły koloru płynu.

Perfumy należy przechowywać właściwie, jak i kosmetyki. Nie nagrzewać ich i nie przemrażać, nie wystawiać na światło słoneczne i nie trzymać w pobliżu żarówek (wyjątek – oświetlenie typu LED). Najlepsza temperatura to od +10 st.C do + 25 st.C. Perfumy bez atomizera trzeba aplikować w formie maksymalnie higienicznej, żeby zanieczyszczenia nie dostały się do płynu. Wszelkie zanieczyszczenia mogą spowodować zmiany w perfumach. Atomizer rozwiązuje ten problem.

Perfumy się nie „psują”. Na pewno nie te oryginalne, przechowywane w normalnych warunkach. Co innego , jeśli mamy na myśli „odlewki” czy próbki. Tutaj nie ma mowy o szczelności opakowań, a czasem, kiedy fundujemy sobie taką „odlewkę” nie mamy nawet pewności, czy wewnątrz opakowania jest oryginalny zapach.

Często ważność perfum sprawdzana jest na podstawie „świeżomierzy” znajdujących się w internecie. Jednak „świeżomierze” odnoszą się do kosmetyków, nie do perfum. kosmetyki mają ważność 3-5 lat od daty produkcji. Te kalkulatory nie dzielą produktów na perfumy i kosmetyki. Perfumy maja inną ważność niż kosmetyki, a więc trudno odnosić je do wszystkich produktów. Te kalkulatory pozwalają nam jedynie (i tak nie zawsze) określić rok wydania danych perfum. Wg mnie im starszy tym lepiej 🙂

Dystrybutorzy perfum często wycinają kody produkcji z opakowania gdy perfumy zostały wyprodukowane wcześniej niż 3 lata wstecz. Wynika to z chęci uniknięcia reklamacji składanych właśnie przez amatorów „świeżomierzy”.

Tzw. „reformulacja” to zabieg stosowany od lat przez większość producentów. Czasem wynika z obostrzeń dotyczących surowców stosowanych do produkcji danego zapachu, a czasem z chęci dostosowania zapachu do współczesnych trendów.  Czasem przemawiają za tymi działaniami względy ekonomiczne, ale one zazwyczaj stosowane są przez duże firmy masowo zaopatrujące rynek światowy. Są firmy, które przez lata nic nie robią w kwestii zmiany receptury bo nie mają ku temu powodu. Nie jest prawdą, żeby jakiś zapach miał co roku zmienianą recepturę, a informacje z sieci w stylu „kupujcie wypust z 2016 bo ten z 2017 jest kiepski” zazwyczaj niewiele mają wspólnego z jakimikolwiek faktami. Jeśli ktoś pisze , że wersja pierwotna z 1995 roku była inna niż z roku 2017 to może mieć rację, bo z upływem lat wiele może się zmienić od dostępności surowców po nowe przepisy 🙂 Ale nie dajmy się zwariować – współczesnych zapachów nie zmienia się co rok czy dwa, bo niezależnie od wszystkiego pociąga to za sobą nowe koszty.

Ze swojej strony sugeruje mieć więcej dystansu do uzyskanych w internecie informacji, a za istotne uważać te, które pozyskane zostały z wiarygodnych źródeł 🙂

 

Reklamy

Jivago czyli piękne zapachy w pięknych butelkach…

Amerykański dom perfumeryjny Jivago został założony w 1995 roku przez Ilanę Jivago. Jej celem było spowodowanie, żeby zapachy ponownie zaczęły stanowić o klasie, elegancji i luksusie. Jivago uważa, że każdy element perfum, oprócz samego zapachu i koloru musi odznaczać się wyjątkową estetyką samego opakowania zewnętrznego, a całość musi przekazywać jakąś wiadomość…
Marka swoja siedzibę posiada w słynnym mieście będącym synonimem bogactwa i luksusu: Beverly Hills.

fff

Zapachy Ilana Jivago są eleganckie i wyrafinowane. Ich cechą charakterystyczną jest wyjątkowość kompozycji i charakterystyczne opakowania, w których zatopione są płatki prawdziwego złota.
W swoim dość krótkim czasie istnienia na rynku (20 lat), dom Ilana Jivago otrzymał mnóstwo prestiżowych wyróżnień ze strony mediów, a także ze strony branży zapachowej, a firma ma nadzieję na jeszcze lepszą przyszłość.

Jivago 24k dla kobiet zdobył II miejsce w Hall of Fame Fifi 2012 Awards w Nowym Jorku.(Hermes zajął wtedy I miejsce, a Elizabeth Arden otrzymała III miejsce)

yyy

Zapachy Ilana Jivago są dystrybuowane w najbardziej ekskluzywnych sklepach na całym świecie, produkty Ilana Jivago można również zakupić na stronie internetowej firmy.

Pierwszy zapach marki powstał w 1995 roku – Jivago 24K.

24K to bardzo kobieca mieszanka. Jivago 24K stworzony został z najlepszych składników: Bułgarska Róża, Azjatycki Jaśmin, Tuberoza…
Zapach jest tajemniczy i odwołuje się do czystego zmysłowego pożądania.

White Gold
Uwodzicielska i czysta kompozycja, White Gold jest noszona przez kobiety, które cenią sobie szyk. Świeży, delikatny, musujący kwiatowy zapach.

Rose Gold
Ekscytujące, żywy i zabawny…inspirowany ożywczą mocą miłości…

Jivago 24K Men
Zmysłowy, męski zapach z delikatną mieszanką drewna egzotycznego, importowanych przypraw i nici 24K złota.

W czasie 20 lat istnienia marka JIVAGO wypuściła na rynek prawie 20 kompozycji ana, ale czasami niektóre z jej zapachów są do kupienia w perfumeriach internetowych.
Mnie udało się kupić już cztery zapachy Jivago.
Standardowa cena rynkowa w USA to 120-150 USD. U nas można je dostać za o wiele niższe ceny bo i miejsce zakupów to nie luksusowy butik w Beverly Hills czy Paryżu… (w naszych perfumeriach internetowych ceny poj. 75ml to wydatek ok. 140,00-170,00)

Bardzo chciałabym, żeby więcej marek przywiązywało uwagę do tego jak wygląda opakowanie, w którym umieszczony jest zapach. Tak jak kilkadziesiąt czy kilkaset lat temu. Przerażają mnie niektóre marki powstałe 15 czy 10 lat temu, których opakowania to dramatyczna masowa ekonomiczna produkcja, kojarząca się raczej z chemią budowlaną czy opakowaniami syropów niż z butelkami perfum. Na dodatek kosztują po kilkaset zł, co moim zdaniem powinno przekładać się na przywiązywanie większej uwagi do tego, w czym ten zapach jest klientowi przedstawiany. Są granice obskurności szaty graficznej zapachów, oferowanych na rynku jako „luksusowe”.
Współczesne marki niszowe sadzą się na oryginalność i usiłują wmawiać klientowi, że liczy się wyłącznie zapach. Jasne… Koszty wyprodukowania pięknych opakowań obniżyłyby ich (i tak kosmiczne) zyski…

Mam 4 zapachy marki i bardzo się cieszę, że miałam możliwość wejść w ich posiadanie. Zdecydowanie warto było.

wwwwww

Halston – amerykańska marka warta naszej uwagi…

Kolejna marka o ciekawej historii, a w Polsce mało popularna bądź zwyczajnie niedoceniana. A przecież wpisana na stałe do historii mody i historii perfumiarstwa…

Halston

Założona w 1960 roku przez Roya Halstona Frowicka wzięła szturmem przemysł światowej (choć głównie amerykańskiej) mody. Zaczynający swoją karierę w świecie mody Halston skupił się początkowo na projektowaniu i produkcji kapeluszy, rozszerzając swoją działalność dość szybko na linie odzieżowe.
Halston był synonimem mody lat 70-tych. Prywatnie i zawodowo związany z masową pop-kulturą. Wśród jego przyjaciół i klientów były takie postacie jak Andy Warhol, Bianca Jagger, Elizabeth Taylor i Anjelica Huston. Zaś najsłynniejszą klientką chyba Jacqueline Kenedy.

Klat_Halston_p_110_111

Na zdjęciu : Projektant 

Kreatorowi udało się w 1975 r stworzyć jeden z najlepiej sprzedających się zapachów wszech czasów zamknięty w butelce na kształt łezki, wg projektu Elsy Peretti – Halston Halston. Twarzą zapachu została początkująca wówczas w świecie modelingu Cindy Crawford.

Halston zmarł w 1990 r, a firma od tej pory nie może znaleźć swojego miejsca w świecie mody zmieniając ciągle właścicieli i dyrektorów kreatywnych.
Jak większość firm z kręgu mody, również Halston ma sporo zapachów w swojej ofercie. Do tej pory pojawiło się na rynku prawie 20 (zarówno damskich jak i męskich).

Moimi ulubionymi (jak na razie) i posiadanymi w kolekcji są :

Halston Halston (1975)

Halston Catalyst (1993)

Halston Sheer (1998)

Halston Woman (2009)

Halston Amber Woman (2010)

900

Halston Halston (1975) – pierwszy zapach marki. Mam przyjemność mieć zarówno EDC jak i perfumy. Kompozycja szyprowo-kwiatowa.
Nutami głowy są mięta, melon, zielone liście, brzoskwinia i bergamotka; nutami serca są goździk (roślina), korzeń irysa, jaśmin, aksamitka, ylang-ylang, cedr i róża; nutami bazy są drzewo sandałowe, Żywica bursztynowa, paczula, piżmo, mech dębowy, wetyweria i kadzidło.
Zapach bardzo wyrazisty, mocny, z charakterem. Rzekłabym – soczysty. Ja go lubię i doceniam. Ma dużą projekcję, dobrą trwałość.

Halston Sheer (1998) – kwiatowo owocowy, bez wątpienia lżejszy niż Halston Halston, ale też z charakterkiem. Nie spodoba się amatorkom kwiatowo-owocowych kompozycji dostępnych obecnie masowo w perfumeriach.
Główne składniki kompozycji : kwiat jabłoni, drzewo sandałowe, bez, gruszka i piżmo.

Halston Catalyst (1993) – również z grupy kwiatowo-owocowej, ale zupełnie inny niż Halston Sheer. Zdecydowanie oryginalniejszy, mniej wyraźne nuty owocowe, bardziej wyraźne nuty zielone, cedr… Zapach fajny, ale dość dziwny i na pewno nie każdemu się spodoba.
Nutami głowy są gardenia, brzoskwinia, hiacynt i bergamotka; nutami serca są goździk (roślina), tuberoza, kwiat pomarańczy, narcyz, orchidea, jaśmin, konwalia, korzeń irysa i róża; nutami bazy są drzewo sandałowe, Żywica bursztynowa, piżmo, wanilia i cedr.

Chciałabym mieć jeszcze, oprócz tych trzech, które posiadam, mieć jeszcze w kolekcji Halston Couture (1988).

19770620-750-0-435

Mąż ma Catalyst for Men (1994) – jest naprawdę piękny. Tata ma Halston Z14 (1974) – woda idealna na codzienne okazje dla faceta 40+ (oraz starszego).

Zapachy marki można czasem w Polsce kupić i to w zadziwiająco niskiej cenie. Może dlatego, że Halston Fragrances jest obecnie w rękach koncernu Elizabeth Arden, a ten nie szaleje z cenami na rynku…
Marka jest warta poznania. Szczególnie dla tych, którzy swojej przygody z zapachami nie zaczynają i nie kończą na sieciówkach (mniej lub bardziej luksusowych).
Z męskich kompozycji na pewno zasługuje na uwagę Halston Z14 i Halston Catalyst for Men.  Halston Z-12 nieco mnie rozczarował – zarówno sama kompozycja jak i jej trwałością.

Halston jest przykładem marki luksusowej, która osiągnęła wyżyny w świecie mody a po śmierci założyciela (kreatora) coraz bardziej chyli się ku upadkowi, przechodząc z rąk do rąk bez wyraźnego pomysłu na odnowienie dawnej świetności. Dobrze chociaż, że zapachy marki dalej są produkowane i chyba nikt w nich zbyt mocno nie grzebał…

IMG_5018 (1)

 

Perfumy – pasja, hobby, uzależnienie…

Perfumy… Osobiście jestem od nich chyba uzależniona… 🙂

Każdego dnia muszę obejrzeć jakąś część swojej kolekcji, przejrzeć jakąś książkę im poświęconą, sprawdzić, czy w kilku moich ulubionych perfumeriach internetowych nie pojawił się jakiś unikat czy wyjątkowa okazja…  Nie „testuję” zapachów, nie interesują mnie próbki czy odlewki. Kupuję zapachy „w ciemno” bo poznawanie perfum to dla mnie pewnego rodzaju rytuał. Do poznania każdego zapachu musi być odpowiedni moment – czasem jest to już w dniu zakupu, czasem po kilku tygodniach a nawet… latach.

Nie przeszkadza mi fakt, że zapach , który kupiłam jakiś czas temu może mi się nie spodobać. Wtedy będzie stanowił część kolekcji i nie będzie używany. Dla mnie to nie jest problem. Problemem jest, kiedy poznany przeze mnie zapach okazuje się tak piękny, że chcę go dokupić a okazuje się, że przestał już być produkowany/dostępny . Tak też bywa. Gdy używany zapach zaczyna mnie męczyć czy nudzić, odkładam go do pudła i czeka na lepszy czas. Mając ponad 450 pełnowymiarowych butelek raczej się nie nudzę.

Mam nadzieję, że osób z takim podejściem jak moje jest jeszcze kilka bo jak na razie drażni mnie odpowiadanie na pytania : „po co Ci tyle perfum, kiedy Ty to zużyjesz”… A czy ja je muszę zużyć ? Ludzie rozumieją kolekcjonera znaczków czy książek, a nie do końca rozumieją kolekcjonera zapachów. Czy kolekcjoner znaczków zbiera je, żeby naklejać na listy ? Czy kolekcjoner monet będzie je wydawał ?

Pasjonata danej branży cieszy sam fakt posiadania.

Do używania wystarczyłoby mi spokojnie 10-15 butelek. Ale mam wielokrotnie więcej i szalenie mnie to cieszy, a każdą z butelek traktuje prawie jak „członka rodziny” 🙂

 

Miniaturki perfum vs. „odlewki”…

Od ponad 20 lat kolekcjonuję miniatury. Nie traktuję ich jako egzemplarzy „użytkowych”, ale jako kolekcję. No chyba, że mam je podwójnie. Zatem nie używam swoim miniatur i 90% z nich nawet nie otwierałam. Kiedyś kupno miniatury graniczyło z cudem, w zasadzie można je było kupować jedynie na lotniskach w strefie wolno cłowej. Od kilku lat nie ma jednak już z tym problemu. Oryginalne miniatury są dostępne w prawie każdej perfumerii internetowej , a ich zestawy bywają również w luksusowych perfumeriach sieciowych.
Uważam , że miniatury są doskonałą opcją dla kogoś, kto chce poznać zapach. Są firmowo napełniane, buteleczki są szklane, ich zawartość to od 3 ml do 7,5 ml zatem pozwala na kilkanaście użyć (czasem i więcej). Dodatkowo są niewątpliwym elementem ozdobnym każdej toaletki czy półki. Można je dostać zazwyczaj w cenach od 4,00 do 20,00 PLN za szt. Kupując miniaturę ma się gwarancję zawartego w niej zapachu.

Co z „odlewkami” ? Ja ich nie uznaje w ogóle. Oczywiście wymienianie się „odlewkami” czy zakup „odlewek” umożliwia poznanie większej ilości kompozycji, ale… No właśnie. Nie mamy gwarancji, że zapach wewnątrz pachnie tak samo jak w oryginalnej butelce.
Zapachy przelewane nie mają długiej trwałości. Co więcej, przelewane do plastikowych fiolek z atomizerem szybko zmieniają swój pierwotny zapach. Jeśli dostajemy do przetestowania przechodnią próbkę – darujmy sobie poznawanie z niej zapachu.
Kiedyś obdarowano mnie świeżo odlanymi próbkami zapachów (luksusowych oraz „niszowych”), właśnie do plastikowych atomizerków. Przetrzymałam je bez otwierania miesiąc. To co później zobaczyłam różniło się od tego co widziałam miesiąc wcześniej. Zapachy zmieniły kolor, ulotniły się . Kilka z nich zwyczajnie śmierdziało (a były to próbki zapachów luksusowych).
Zrobiłam próbę sama. Zaopatrzyłam się w kilka pojemniczków z atomizerem. „Przepsikałam” do nich swoje ulubione zapachy i obserwowałam zachowanie płynu w pojemniczkach.
Niezależnie od marki już po 2 tyg. zaczął zmieniać się kolor płynu i jego pojemność. Po upływie miesiąca/półtora wszystkie zapachy pachniały nieco inaczej niż produkt w oryginalnej butelce. Miały również inny kolor.

Dlaczego zdecydowałam się to napisać ? Bo smuci mnie fakt poznawania zapachów z przechodnich próbek. Mam świadomość, że nie wszystkich zapachów można znaleźć miniatury. Ale warto poszukać lub zaryzykować zakup „w ciemno”.
Miniatury mają długą ważność, perfumy wewnątrz zachowują wszystkie swoje właściwości przez lata.

„Odlewki” to półśrodek do poznawania zapachu. Warto nie opierać się w swoich odczuciach na zapachu poznanym z „odlewki” (chyba, że mamy gwarancję, że ma kilka dni). Nasza opinia o kompozycji może być mocno myląca… 

Molyneux – wspaniała choć mało znana w Polsce marka

Molyneux Quartz pour Femme, szyprowo-kwiatowy zapach z roku 1977.

Jak znam życie – niespecjalnie znana nawet miłośnikom perfum, a przecież to marka licząca się w świecie perfum, która na dodatek istnieje od lat 30. XX wieku.
Pierwszy raz zetknęłam się z nią w latach 80. w sklepach Pewex, gdzie zapachy marki były dostępne. Oczywiście w cenach nie do końca przyjaznych przeciętnemu „zjadaczowi chleba”, a już na pewno nie studentce.

o.7428

Quartz miałam przyjemność poznać, ale wtedy bardziej podobała mi się sama butelka niż jej zawartość. Moja mama dostała w latach 90.perfumy Vivre (1971) marki i tu znowu bardziej podobała mi się butelka.
Ale wraz z wiekiem ewoluuje nasz gust, upodobania, preferencje…
Od dawna już wiem, że zapachy, które w latach 80. i 90. odbierałam jako ciężkie, trudne i gorzkie, teraz jak najbardziej są w moim typie. Niestety sporo z nich bardzo trudno już kupić, a przynajmniej nie w „normalnej” cenie.

LE10W-F

Perfumy to dla mnie emocje i tak też je głównie zapamiętuję. Nie nutami tylko emocjami, jakie we mnie wywoływały czy wywołują.
Jak trafiłam na Quartz kupiłam od razu. Tak samo od razu kupiłabym Vivre, Gauloise, Initiation czy Le Chic. Bez szukania opinii i przypominania sobie na siłę jak pachniały 20 czy 30 lat temu. Zresztą nikt nie ma takiej pamięci, żeby pamiętać zapach powąchany 30 lat temu – jeśli ktoś twierdzi, że to co wącha teraz różni się od tego co wąchał 30 lat temu to mocno przesadza z takim sformułowaniem. Wszystko ewoluuje. Coś co wydawało się piękne 30 lat temu teraz możemy odbierać jako brzydkie i na odwrót. Niekoniecznie wynika to ze zmiany samego produktu – najczęściej ze zmiany w nas. Znając siebie wiem, które zapachy z mojej młodości warte są odszukania, bo będą mi się obecnie podobać, a które mogę sobie odpuścić…
I sugeruje każdemu miłośnikowi perfum – w odbiorze zapachu skupiajcie się na emocjach, nie na nutach …

IMG_2581_resize

Revlon, Max Factor, Houbigant czyli gdy marki wymieniają się zapachami…

Moon Drops marki Revlon z 1970 roku…
Unikat, na który od dosyć dawna miałam chrapkę. Niestety jak w przypadku niektórych zapachów sprzed lat, marka Revlon zdecydowała sie sprzedać prawa do produkcji zapachu i obecnie produkuje go Prism Parfums Ltd.

Dlaczego marki tak robią ? Nie mam pojęcia. Na szczęście są też marki, które chętnie prawa do produkcji przejmują i zapachy można dalej kupić, choć zazwyczaj nie są powszechnie dostępne.
Guy Laroche sprzedał prawa do swojego słynnego zapachu J’ai Ose. Max Factor prawa do pięknego La Jardin. Houbigant do swoich zapachów Lutece i Chantilly. Balenciaga odstąpił Tedowi Lapidusowi swoją Rumbę…
Jeśli ktoś decyduje się dalej produkować zapach, tzn. że spodziewa się na niego popytu. Przecież nikt nie produkuje nic dla idei, tylko dla zysku.
Czy kompozycje, które zostały przez swoja markę sprzedane, dalej pachną tak samo ?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie uczciwie, trzeba by mieć porównanie i oba egzemplarze w ręku. I mieć naprawdę wykształcony zmysł węchu. Powąchać stary (produkowany przez pierwotną markę zapach ) oraz nowy (przez markę, która kupiła prawa).
Bo to, że wydaje nam się , że „kiedyś pachniało inaczej” to marny argument. Nasz gust i odbiór różnych rzeczy zmienia się wraz z upływem lat. Nie potrafimy uczciwie stwierdzić, że zapach, który wąchaliśmy 20 lat temu pachniał inaczej czy tak samo jak ten, co wąchamy obecnie. Może to lepiej – unikamy rozczarowań.
Zawsze staram się mieć zapach firmy-matki. Nie wierzę, że receptura Moon Drops po 48 latach nie uległa żadnej zmianie. Nie chodzi tu koniecznie o chęć „potanienia” produkcji, raczej o fakt braku dostępności do pewnych naturalnych składników, które (siłą rzeczy) musiały być zastąpione syntetycznymi.
Jeśli zrobione jest to dobrze i perfumiarz się przyłoży, amator nie powinien wyczuć różnicy. Nie czarujmy się – jesteśmy tylko amatorami, niezależnie od stopnia zaawansowania naszej pasji 🙂
Podsumowując – nie bójmy się zapachów produkowanych przez inną niż pierwotna markę. Inaczej nie będzie nam nigdy dane poznać pewnych zapachów sprzed lat…
Moon Drops, nawet produkowany przez Prism Parfums Ltd jest nadal wart posiadania.