Nadchodzą Święta…


Niebawem wigilia, a mnie nachodzi coraz więcej różnego rodzaju refleksji…Jak co roku. I powiększają się różnego rodzaju większe czy mniejsze  frustracje. Też – jak co roku. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, co zmieniało się u ludzi (znanych mi lub nie) w wigiliach w ciągu ostatnich lat. Co z tych zmian akceptuję bez problemu, a które mi ewidentnie przeszkadzają.

christmas

Choinka… Kiedyś gościła w domu świeża, „prawdziwa”, roztaczając wokół zapach igliwia i klimatycznie osypując się na podłogę. Od lat wszędzie widuję sztuczne choinki, plastikowe arcydzieła chińskiej produkcji, których aromat raczej nie przypomina tego rodem z lasu. Dwa lata temu  udało mi się kupić choinkę z napisem „made in Poland’ i mało nie popłakałam się ze wzruszenia. Z drugiego końca pokoju wygląda prawie jak naturalna no i nie wali nadmiernie poliuretanem. Jest ok, biorąc pod uwagę, że kiedyś trzeba było wynieść z domu obeschnięty i osypany choinkowy drapak na śmietnik, co dla mnie nigdy nie było miłe bo kojarzyło się z przemijaniem.

Ozdoby choinkowe… kiedyś bombki były szklane, na choince gościły cukierki czy pierniki. Ależ było fajnie…szczególnie dla dzieci. Co prawda po świętach choinka miała podejrzanie mało ozdób, ale za to takie „cukierki prosto z krzaka” smakowały wyśmienicie. I jakże to było świąteczne.
Teraz na rynku praktycznie nie uświadczysz szklanych bombek. Sklepy przed świętami zalegają pudełka z plastikowymi ozdobami „made in China” (jakżeby inaczej), z daleka wyglądającymi może i całkiem nieźle, ale pozbawionymi klimatu, kojarzącymi się raczej z przemysłem nastawionym na szybki (i duży) zysk niż ze świąteczną tradycję.
Więc mamy takie plastikowe święta „made in china” – przynajmniej jeśli chodzi o przystrojenie domu. Często do kompletu pod choinką także zalegają mało wymyślne upominki „made in china” – dobrze, jak nie radioaktywne. No, ale to już kwestia indywidualnego podejścia ludzi do tematu robienia bliskim prezentów.

Potrawy świąteczne – osobiście wolę kilka potraw za to zrobionych w domu, niż zaserwowanie 12 potraw przy korzystaniu z cateringu (jeśli kogoś na to stać) czy gotowych potraw z Biedronki.

christmas-2
To nie media mają robić- to my sami powinniśmy tworzyć w naszych domach i naszym otoczeniu klimat świąt. I choć jesteśmy często zmęczeni, zabiegani, a nasze mamy nie mają siły na kuchenny rozgardiasz łączmy siły w przygotowaniach. Niech będzie na stole mniej smakołyków, ale naprawdę przygotowanych rodzinnie i domowo. Tak zawsze sobie to wyobrażałam. Ale coraz więcej ludzi patrzy na tą kwestię pod kątem wygody. Z jednej strony trudno się dziwić, ale z drugiej strony… no, ja się dziwię.

I coś co od kilku lat nie daje mi spokoju przed świętami…
Kartki z życzeniami. Kolorowe, bardziej czy mniej kiczowate, czasem z dołączonym małym opłatkiem, czasem z pozytywką. Kiedyś były na porządku dziennym. Rodzina wysyłała rodzinie, znajomi znajomym. Były elementem tradycji – znakiem, że ktoś o nas myśli i pamięta.
Ostatnią kartkę z życzeniami świątecznymi dostałam kilkanaście lat temu. Od taty, który akurat w czasie świąt przebywał za granicą.
A później … już nic.
Jakiś czas temu były modne kartki wirtualne, w których wysłanie trzeba było jeszcze włożyć nieco wysiłku. Znaleźć taką w internecie, wypełnić i wysłać. No, 10 min co najmniej…
No i mieć nadzieję, że ktoś, do kogo ją wysyłamy będzie tkwił przed świętami czy w święta przed komputerem i ją odbierze.

Od kilku lat nastąpiła era sms z życzeniami. Dla mnie opcja o tyleż bezmyślna co niezrozumiała. Kretyńskie, świąteczne wierszyki w stylu „rymów częstochowskich” przesyłane sobie masowo i hurtem. Forma nie wymagająca jakiegokolwiek wkładu – ani emocji, ani serdeczności ani wysiłku. Dostajemy od kogoś wysłany hurtem idiotyczny wierszyk i wybierając opcję „prześlij dalej’ wysyłamy go dalej. I tak dziesiątki durnych, sztucznych niby-życzeń wirują między komórkami, smartfonami czy tabletami świadcząc o zaniku emocji i zaangażowania w międzyludzkie kontakty.
Kiedyś wysłanie komuś kartki z życzeniami wymagało poświęcenia i czasu i wysiłku. Trzeba było pójść kupić kartkę, napisać ją , iść na pocztę ją wysłać. To nie było 5 sek. poświęcone na wysłanie płytkiego sms. To był czas i wysiłek, których obecnie ludziom nie chce się poświęcać na rzecz innego człowieka.
SMS z wierszykiem nie świadczy o NICZYM, oprócz tego, że ktoś ma nas na liście adresatów.
Jestem jedyną osobą, którą znam, a która od lat wysyła kartki z okazji świąt. Takie prawdziwe. Z papieru i ze znaczkiem. Tradycyjne.Ale znam już coraz mniejsze grono tych, do których wysłanie takiej kartki ma sens.

W przeddzień wigilii, kiedy niebawem zaczną kursować między ludźmi wierszyki świąteczne o znikomej wartości emocjonalnej chciałabym zaapelować do wszystkich zwolenników tej formy.
Zamiast wysłać durnego sms do wszystkich z posiadanej listy adresatów, spersonalizujcie chociaż takiego sms (tak, wiem, to czas), albo najlepiej po prostu sięgnijcie za telefon i zadzwońcie (tak, wiem, to czas).
Takie 2-3 wykonane telefony mają większą wartość niż 100 wysłanych hurtowo sms-ów.

Każdego dnia robimy dziesiątki rzeczy nie wnoszących nic ani w nasze życie ani w życie innych osób.
Może przy okazji świąt warto się zastanowić nad tym, jakie mamy relacje z innymi ludźmi i czy nie warto przełożyć jakości nad ilość.

christmas-1673561_1280

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s